Piątek 26 stycznia 2018 - DODATEK

Najstarszy na świecie polskojęzyczny biuletyn internetowy
1987 - 2018
Bardzo nieregularny


REDAKCJA i Prenumerata: Czeslaw Piasta redakcja@KomOTT.net
Niektóre numery archiwalne: http://www.KomOTT.net
https://www.facebook.com/komunikaty.ottawskie

Redakcja nie odpowiada za treść podawanych ogłoszeń oraz treści i opinie zamieszczone w listach czytelników.
W sprawie listów proszę kontaktować się bezpośrednio z autorami.
 
Komunikaty Ottawskie na Facebook

Chcesz mieć codzienny kontakt z Komunikatami Ottawskimi - odwiedzaj stronę
https://www.facebook.com/komunikaty.ottawskie - dołącz do friends lub kliknij na guzik "follow"

UWAGA: Komunikaty Ottawskie są rozsyłane z wielu kont poczty e-mail z powodu ograniczeń ilości adresów e-mail, na które wysyłana jest poczta w ciągu doby.  Redakcja sprawdza dość nieregularnie pocztę zaadresowaną na adres inny niż redakcja@komott.net



Dzisiaj spotkanie Wrocławian, Łodzian i Sympatyków tych miast

26 stycznia 2018, piątek, godz. 19:00 (7pm) Spotkanie Wrocławian, Łodzian i przyjaciół tych miast
Adres 3430 Carling Ave, Ottawa, ON K2H 5B1 (mapa)
Organizacja: Anna Minkiewicz i Grażyna Piasta

Jeśli nie zgłaszałeś swojego udziału
w spotkaniu - nie szkodzi!
Przyjdź! Będzie wystarczająco dużo miejsc w restauracji dla dodatkowych gości.

Ania:             613-828-1677,  aminkie@gmail.com
Grażyna:        613-599-8072
grazyna.piasta@gmail.com





PRACA OFEROWANA

Potrzebna pomoc dla samodzielnego seniora w Gatineau-Hull.
Może ty albo znasz kogoś, kto byłby zainteresowany.







W dzisiejszym Dodatku


- Przychodzimy - Odchodzimy
    - Zdzisław Ludwik Szeliski, ps. "Zdziś", "1639"
    - Steve Urban

- Kalendarz Ottawski
- Wiadomości z Internetu

  
   - Linki do wiadomości internetowych
              

Pogoda dla Ottawy
https://weather.gc.ca/city/pages/on-118_metric_e.html






Przychodzimy - Odchodzimy
Zdzisław Ludwik Szeliski
(18 sierpnia 1924 - 23 stycznia 2018)

Zdzisław Ludwik Szeliski  (18 sierpnia 1924 - 23 stycznia 2018),
żołnierz Powstania Warszawskiego, pseudonim "Zdziś", "1639".

Urodził się 18 sierpnia w 1924 roku w Drohiczynie nad Bugiem. Rodzicami byli Włodzimierz Szeliski i Janina z Rymszów Szeliska. Zmarł 23 stycznia 2018.

Nr legitymacji AK 6560. Dowódca drużyny, sierżant podchorąży.

Oddział
: Armia Krajowa - zgrupowanie "Paweł" - batalion NOW-AK "Antoni" - 2. kompania "Anna", od 7.08.1944 - Grupa "Północ" - zgrupowanie "Róg" - batalion "Gustaw" - kompania "Anna".

Teren działania
: Wola - Stare Miasto - kanały - Śródmieście Północ.
Ranny 13.08.1944 r. na ul. Kilińskiego podczas eksplozji zdobycznego niemieckiego "ciężkiego nosiciela ładunków" (Sd.Kfz. 301 Ausf. C - Schwere Ladungsträger B-IV Borgward).
13 sierpnia na Starym Mieście powstańcy zdobyli niemiecki czołg, a właściwie transporter opancerzony wykorzystywany do przewożenia i stawiania min. Gdy wokół zdobyczy ustawionej tryumfalnie na ulicy Kilińskiego zebrał się ogromny tłum wiwatujących żołnierzy i mieszkańców Starówki, nagle doszło do potężnej eksplozji. Niemcy zdalnie odpalili przewożone w transporterze ładunki. Masakra, która przeszła do historii Powstania jako wybuch czołgu-pułapki pochłonęła życie ponad 300 powstańców i cywilów. Wśród zabitych znaleźli się niestety także Michał Woynicz - Sianożęcki, Janek Pawłowski i Adaś Gacek. Zdzich Szeliski został ciężko ranny.
Przed wybuchem PW brał udział w szkoleniach przygotowawczych. W czerwcu zorganizowano obóz dla zastępowych w celu przygotowania ich do poprowadzenia własnych obozów zastępów. Komendantem tego obozowego kursu był Zdzich Szeliski, a odbywał się on w Zalesiu Górnym pod okiem Zyga Wierzbowskiego. „(…) Intensywne szkolenie, biegi, gry , a szczególnie „menażki” i ogniska bardzo zżyły chłopców ze sobą. Obóz wypadł dobrze.(…)” Zdzich Szeliski – Relacja , Londyn 1946r.

W lipcu 1944 odbył się kolejny XXII obóz drużyny. Obozy te były kamuflowane jako prywatne kolonie, którymi kierowała jedna z matek. Zdobywano stopnie i sprawności oraz przygotowywano się do wypełniania przyszłych zadań pomocniczych doskonaląc technikę harcerską. Obozy wizytowali drużynowi i przyboczni („Zdziś”, „Witek Biały”, „Stefan”, ”Zbyszek”), zastępca hufcowego phm. Andrzej Zieliński oraz hm. „Rokita”.

W tym czasie starsi harcerze i instruktorzy posiadający przydziały wojskowe intensywnie przygotowali się do tego, czego wszyscy się spodziewali – do otwartego wystąpienia zbrojnego przeciw Niemcom. Szare Szeregi zorganizowały coś na kształt, jak byśmy to dziś nazwali, "praktyk" w oddziałach partyzanckich AK. Część plutonowych i zastępowych, między innymi Zbyszek Stok i Zdzich Szeliski,  odbyła takie tygodniowe szkolenie i ćwiczenia w oddziale AK „Szarego” (Antoni Heda) na Kielecczyźnie. Poza patrolami do sąsiednich wiosek i ćwiczeniami z bronią, chłopcy brali udział w akcji opanowania pociągu z amunicją na trasie Skarżysko Kamienna - Końskie.

Po Powstaniu Warszawskim dostaje się do niewoli niemieckiej - jeniec Stalagu XI B Fallingbostel, nr jeniecki 140309.

W roku 1951 emigruje do Kanady i zamieszkuje w Montrealu. W 1954 r. poślubia Jadwigę Mieszkowską. W roku 1991 przenoszą się do Ottawy.

Więcej szczegółów z życiorysu poniżej w nekrologu w języku angielskim oraz w zapisie rozmowy pana Szeliskiego z Anną Piłat w roku 2005.

Msza Żałobna w kościele Św. Jacka,
201 LeBreton Street North, Ottawa
w sobotę, 27 stycznia 2018 o godz. 12:00.




SZELISKI, Zdzislaw Ludwig
1924-2018 Zdzislaw (Dick) Szeliski, retired P. Eng., died peacefully in his sleep on January 23 in his 93rd year.

Beloved husband and best friend of Jadwiga, née Mieszkowska (d. 2011). Devoted father of Richard (Lyn McCoy) of Seattle and Barbara (Ian Scott) of Chelsea, Québec. Best and very loved dziadek to Graham, Anne, Stephen, and Sarah.

Born in Poland, in WW II was a member of the Polish Underground Army (A. K.) and took part in the August 1944 Warsaw Uprising. He was decorated with the Cross of the Polish Home Army and the Cross of the Warsaw Uprising.

After liberation from P. O. W. camp in Germany, he joined the Second Polish Corps in Italy and later went to London, U. K., where he completed his civil engineering studies. In 1951, he immigrated to Canada and started working as a Design Engineer in the Canadian National Railways in Montreal. Thirty-five years later, he retired as the Chief Engineer - Bridges and Structures.

In this capacity, he was responsible for the design, construction, and maintenance of the many railway bridges and building facilities throughout Canada. He attended several engineering conferences in Canada and the U. S. A., presenting papers on bridge technology and history.

After retiring from CNR, he worked for eight years as an Executive Consultant for CANAC International, engaged in several international railway projects.

In 1954, Zdzich married Jadwiga Mieszkowska, and for 56 years loved every moment of her companionship. In 1991, they moved from Montreal to Ottawa. Dick's attentive devotion to his family and friends, his love of travel, get-togethers, and adventures will be missed by all.

The family would like to thank the caring staff of the Assisted Living floor at the Rockliffe Retirement Residence.

Family and friends are invited to the Funeral Mass to be celebrated on
Saturday, January 27 at 12 p.m.
at St. Hyacinth Church,
201 LeBreton Street North, Ottawa.

Private burial at Beechwood Cemetery.

In lieu of flowers, donations to the Hospice at May Court would be appreciated



Zdzisław Ludwik Szeliski - Biogram Powstańca

Warszawa, 28 września 2005 roku
Rozmowę prowadziła Anna Piłat



Proszę się przedstawić i podać datę i miejsce urodzenia?

Nazywam się Zdzisław Ludwik Szeliski. Urodziłem się 18 sierpnia w 1924 roku w Drohiczynie nad Bugiem. Rodzicami moimi byli Włodzimierz Szeliski i Janina z Rymszów Szeliska.

Jaki nosił pan pseudonim i do jakiego oddziału należał?

W 1942 roku wstąpiłem do konspiracji, była to Narodowa Organizacja Wojskowa – NOW, która była wówczas oddzielną jednostką, a w 1943 roku dołączyła do Armii Krajowej. W naszej organizacji nie dawano pseudonimów, tylko numery. Miałem numer 1639. Jak wychodziliśmy z Powstania, dostaliśmy legitymacje i wtedy dowódca, który mnie osobiście znał, napisał, że jestem „Zdziś” – więc miałem pseudonim „Zdziś”. Ale w czasie konspiracji byłem znany tylko pod numerem 1639.

Jak pan pamięta swoje życie przed 1939 rokiem?

Ponieważ ojciec był oficerem, był przenoszony w różne miejsca. Około 1925–1927 roku przenieśliśmy się do Warszawy, gdzie ojciec pracował w Sztabie Głównym, był tam dyplomowanym majorem Wojska Polskiego.

Najpierw chodziłem do szkoły powszechnej Giżyckiego na Mokotowie. Po skończeniu tej szkoły zacząłem gimnazjum imienia Stanisława Staszica na ulicy Noakowskiego – naprzeciwko Politechniki. W 1937 roku zmarł mój ojciec. Do wojny w 1939 roku skończyłem trzy klasy gimnazjalne.

Wojna zastała mnie w Wilnie na wakacjach. Potem razem z matką przekroczyliśmy granicę – bo już wtedy była definitywnie granica między strefą okupowaną przez Sowietów a strefą niemiecką – do Warszawy. Nasze mieszkanie było troszkę uszkodzone, ale nie było zdemolowane.

Zacząłem uczęszczać na tajne komplety gimnazjalne i w 1942 roku zrobiłem dużą maturę. Potem pracowałem, żeby dostać tak zwany Ausweis – zaświadczenie potrzebne, by nie wywieźli mnie do Niemiec.

Uczęszczałem też na tajną Politechnikę w Warszawie. To się nazywały Kursy Rysunku Technicznego, odbywały się w sąsiedztwie ulicy Noakowskiego, tam, gdzie było gimnazjum Śniadeckich. Skończyłem tam pierwszy rok. Potem się zaczęło Powstanie.

Kiedy zatknął się pan pierwszy raz z konspiracją?

Do konspiracji wstąpiłem w 1942 roku, z tym, że już wcześniej byłem w harcerstwie konspiracyjnym, w 16. WDH imienia Zawiszy Czarnego – była to jedna z bardziej znanych drużyn warszawskich. Myśmy niedługo po rozpoczęciu wojny rozpoczęli konspirację, więc byłem jednym z pierwszych, którzy przeszli kurs zastępowych. Potem tworzyliśmy zastępy i drużyna się powiększała. To była jedna linia pracy konspiracyjnej.

Druga [linia] była jak wstąpiłem do Narodowej Organizacji Wojskowej – NOW. Mieliśmy normalne szkolenie, potem była podchorążówka, której dowódcą był Andrzej Sanecki. W 1943 roku skończyłem podchorążówkę – był to pierwszy turnus. Drugi turnus był na wiosnę 1944 roku – i tam byłem wykładowcą terenoznawstwa, ponieważ terenoznawstwo dobrze znałem. Takie było życie przed Powstaniem.

Czy zajmował się pan w czasie okupacji pracą zarobkową?

Pracowałem. To była praca biurowa w fabryce, która wykonywała jakieś części mechaniczne, które potem Niemcy używali do montażu sprzętu wojennego. Było to pod zarządem niemieckim oczywiście i dlatego miałem dobry Ausweis, czyli zaświadczenie, że jestem potrzebny dla wysiłku wojennego.

Jak pan zapamiętał Powstanie?

Przed samym Powstaniem wyjechałem razem z moim przyjacielem Zbyszkiem Stok-Stokowcem na krótki trening do partyzantki w lasach w Górach Świętokrzyskich, gdzie była grupa „Szarego” – dowódcą był Antoni Heda. Poza patrolami do sąsiednich wiosek i ćwiczeniami z bronią, braliśmy udział w akcji opanowania pociągu z amunicją na trasie Skarżysko-Końskie. Pobyt w partyzantce trwał tydzień i był umożliwiony przez „Szare Szeregi”. To szkolenie było niezależne od pracy konspiracyjnej w oddziale NOW.

Na pewien czas przed Powstaniem – oczywiście nie wiedzieliśmy, kiedy Powstanie wybuchnie, ale szykowaliśmy się do niego – podzielono nas i dano nam przydziały. Byłem początkowo przydzielony do kompanii „Danuta”, a potem do kompanii „Anna”. Dowódcą „Anny” był Andrzej – miał pseudonim 1072. Znałem go stąd, że przed wojną był moim zastępowym w 16. Warszawskiej Drużynie Harcerskiej. W konspiracji nie powinniśmy znać nazwisk, ale akurat się tak zdarzyło, że dużo byłych czy obecnych absolwentów gimnazjum Staszica należało do tej organizacji. NOW była organizacją nastawioną narodowo – nie były to Narodowe Siły Zbrojne, ale mieliśmy poglądy narodowe.

W południe 1 sierpnia zostałem zawiadomiony o godzinie „W”. Zebraliśmy się na Lesznie. Było ogólnie mało broni, ale podchorążowie dostali pistolety albo granaty. Nie mieliśmy żadnego przydziału, żeby coś atakować, byliśmy w tak zwanym odwodzie. Pierwszą noc siedzieliśmy w domu na Lesznie, a potem do komendanta przyszedł goniec i przeszliśmy przez Stawki na Wolę.

Stawki były takim szczęśliwym miejscem dla Powstańców, że zostały zdobyte i tam były magazyny. Umundurowaliśmy się w ochronne kurtki tak zwane panterki.

Na Woli zakwaterowali nas na Młynarskiej i pierwszym z naszych zadań było budowanie barykad. Na ulicy Wolskiej była trasa, którą Niemcy przechodzili z południa Warszawy, potem przez most Kierbedzia na Pragę, która była w rękach niemieckich. Myśmy przewracali wagony i łamaliśmy bruk. Ludność cywilna pomagała nam, ale główne myśmy, żołnierze to robili.

Następnego dnia czołgi niemieckie zaczęły się przebijać. Dostaliśmy butelki z benzyną, trzeba je było zapalać i rzucać na czołg. Niestety wyszło tak, że zaczęliśmy rzucać za wcześnie. Czołg nadjechał nieuszkodzony, lufę skierował na nasz budynek. Wszyscy schowaliśmy się do tylniego pokoju. Jak walnął, to kurz się posypał. Szczęśliwie nikt nie został zabity, kilku było rannych od odłamków.

Pamiętam że, byliśmy zakwaterowani na Młynarskiej – naprzeciwko cmentarza ewangelickiego w domach, skąd ludność była wypędzona przez Niemców.
W nocy – to był trzeci lub czwarty sierpnia, słychać było warkot samolotów i okazało się, że były zrzuty. Akurat na podwórko, gdzie myśmy stali, był jeden zrzut. To była wielka radość. [Dostaliśmy] trochę stenów – to była broń, którą myśmy znali, były też miotacze ognia, [broń] przeciwpancerna, ale tylko niektórzy się znali na tym. Była wielka radość, że udało się to zdobyć. Z tym że musieliśmy się wszystkim podzielić z innymi oddziałami.

Potem mieliśmy kilka patroli rozpoznawczych. Niestety sytuacja na Woli szybko się bardzo pogorszyła i zaczęły chodzić pogłoski, że idziemy do Kampinosu. Ale, jak się okazało, droga do Kampinosu była zamknięta. Potrzebowali nas na Starym Mieście, więc myśmy się tam przedostali – jeszcze można było przejść przez getto. Byliśmy jednym z ostatnich oddziałów, które opuściły Wolę. Niestety okazało się, że Niemcy na Woli mordowali ludność cywilną. Trochę z naszych kolegów też tam zginęło w walce. Z tym że jak przechodziliśmy na Stare Miasto, to ludzie z naszego oddziału, którzy nie byli początkowo w konspiracji a dołączyli do nas (byli to ochotnicy) i nie mieli broni, zostali rozpuszczeni do swoich domów.

Doszliśmy na Stare Miasto i wtedy nas przegrupowali i kompania „Anna” została wcielona do Batalionu „Gustaw” Zgrupowania „Róg”. Naszym zadaniem była obrona Starego Miasta od strony Rynku na ulicy Piwnej i Podwale. Doszliśmy tam 6 sierpnia. Byliśmy zakwaterowani na ulicy Kilińskiego numer trzy, codziennie pełniąc obronę barykad.

Bardzo dobrze pamiętam jedno wydarzenie. To było w nocy z dwunastego na trzynastego sierpnia – mieliśmy wartę na barykadzie zamykającej ulicę Piwną od placu Zamkowego. Zostaliśmy zwolnieni o szóstej czy siódmej rano przez inną kompanię naszego batalionu. Poszliśmy na nasze kwatery na drugie piętro na ulicy Kilińskiego. Poszliśmy od razu spać, a około piątej czy szóstej po południu obudził nas wielki hałas. Wylegliśmy na balkon – a byliśmy na drugim piętrze – i patrzymy, a tam jest taka mała tankietka niemiecka pokryta sztandarem polskim i wielki tłum ludzi, słychać było okrzyki: „Zdobyliśmy czołg! Wiwat!”. Było wielkie poruszenie. Potem musiał być wybuch czołgu. Nie pamiętam jak to było, bo obudziłem się dopiero następnego dnia w południe w wielkiej sali. Była to sala konferencyjna jakiegoś ministerstwa i tacy ludzie leżeli jak ja – [niektórzy] już nie żyli. Byłem cały zalany krwią. Okazało się później, że miałem dużą ranę na brodzie, a w szyi były odłamki. Leżałem tylko w majtkach, nie miałem ubrania, byłem tylko nakryty kocem. Tak leżałem przez kilka godzin. Potem mnie znalazł mój dowódca plutonu Wojtek Sarnecki – myśmy go znali jako 1071 – było dwóch dowódców o podobnych nazwiskach: jeden był Sanecki a drugi Sarnecki. Znalazł mnie [właśnie] Wojtek Sarnecki, zawołał kilku kolegów, przenieśli mnie na prowizorycznych noszach do małego szpitalika, który był w piwnicy domu, gdzie myśmy mieli kwatery. Tam leżałem – kurowałem się, zmieniali mi opatrunki, dawali jedzenie. Dokładnie nie pamiętam, jak to wszystko wyglądało, bo byłem oszołomiony całym wydarzeniem, straciłem dużo krwi. Po dwóch tygodniach dostałem czyjeś ubranie, bo moje zniknęło i wyszedłem na ulicę, żeby zobaczyć jak ten dom wygląda. Okazało się, że balkonu, na którym stałem z kolegami – nie ma. Co się ze mną wtedy stało? – nie wiem. Albo ten wybuch mnie wypchnął do środka albo spadłem na kogoś, bo nie miałem nic połamanego, a to było drugie piętro.

Kilkanaście lat temu wyszła książka Roberta Bieleckiego pod tytułem: „Długa 7”. Ku mojemu zdziwieniu ukazałem się tam na liście zabitych. Okazało się, że pośród ludzkich członków i ubrań znajdywano dowody tożsamości, tak zwane kenkarty, i tam też znaleźli i moją kartę. Nie mogli nic sprawdzić, bo przecież było wielkie zamieszanie w czasie Powstania, więc umieścili mnie na liście zabitych. To podobno prorokuje długie życie.

Jak już mogłem się poruszać i miałem ubranie, przeszliśmy kanałami – chyba 1 września – wtedy, kiedy zaczęła się ewakuacja rannych, tych, co mogli jeszcze chodzić. Pamiętam, jedna z sanitariuszek, Magda Magreczyńska, pomagała mi w przejściu. Wchodziliśmy do włazu na placu Krasińskich – tam, gdzie teraz jest [tablica na ścianie] – a wychodziliśmy na Nowym Świecie, róg Wareckiej. Kiedy się wchodzi do kanału czuć nieprzyjemny zapach, jest zimna woda sięgająca powyżej kolan. Trzeba było się trzymać jeden drugiego, bo nie było żadnego oświetlenia. Co pewien czas musieliśmy się zatrzymać, bo słychać było kroki żołnierzy niemieckich. Trasa wiodła wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia. Były obawy – akurat nam się to szczęśliwie nie trafiło – że Niemcy będą wrzucać granaty albo karbidówki, żeby zatruć ludzi. Co pewien czas [człowiek] się o coś potykał – może ktoś tam upadł czy rzucił plecak. Trzeba było iść bardzo ostrożnie. Trwało to jakieś dwie godziny. Wyszliśmy do rogu Nowego Światu i ulicy Wareckiej. Wówczas była tam cukiernia „Napoleonka” – teraz jest tam plakat na murze, który podaje, że tutaj wychodzili obrońcy Starówki. Czekali tam na nas harcerze i harcerki, myli nas, dawali coś do picia – kawy czy wody. I wówczas nastąpiło lub mogło nastąpić pierwsze spotkanie z moją żoną, gdyż piętnastoletnia Jadwiga Mieszkowska była jedną z tych harcerek opiekujących się nami. A naprawdę poznałem moją małżonkę dziesięć lat później w Montrealu i wówczas dogadaliśmy się, że podczas Powstania byliśmy w tym samym miejscu, w tym samym czasie. Potem odprowadzali nas na kwatery albo do szpitala. Po wyjściu z kanału nadal byłem jeszcze ranny, ale zgłosiłem się do oddziału.

Mój oddział, który w większości [składał się z] niedobitków, był częściowo zakwaterowany w Śródmieściu Północ, a częściowo w Śródmieściu Południe, a ja ponieważ miałem rodzinę na [ulicy] Pięknej, mieszkałem tam do zakończenia Powstania. Codziennie chodziłem na zmianę opatrunku do szpitala na Kruczej.

Pod koniec września, kiedy już byłem na siłach, powstała kwestia, czy zostać z cywilami, czy wychodzić z wojskiem. Ponieważ miałem kilku dobrych przyjaciół w takim stanie jak ja, zdecydowaliśmy, że idziemy do niewoli razem z resztą wojska.

Próbowaliśmy uciec w czasie jazdy transportu do Niemiec, ale nie udało się. Potem mówiliśmy sobie, że dobrze się stało, że zostaliśmy na zachodzie. Ci, co zostali w Polsce, byli prześladowani. Byłem w obozie jenieckim w Fallingbostel, potem dostałem się na komenderówkę w Harlingerode w górach Harzu – była to dosyć ciężka praca, ale w sumie przetrwaliśmy osiem miesięcy głównie dzięki paczkom z Czerwonego Krzyża.

Czym się pan tam zajmował?

Było to w górach Harzu, w miejscowości Harlingerode. Ze stalagów wysyłano ludzi do pracy na tak zwane komenderówki. To była huta ołowiu, praca była ciężka. Tak jak mówiłem, przetrwaliśmy dzięki paczkom z Czerwonego Krzyża, które zaczęły przychodzić po Bożym Narodzeniu. Do Bożego Narodzenia było bardzo głodno. Dostawaliśmy zupkę z brukwi i kawałek chleba. Było nas siedmiu i mieliśmy szablon, według którego kroiliśmy ten chleb – bo koniec chleba był węższy – potem każdy dostawał jedną kromkę. Do tego była marmolada z buraków. W każdym razie przetrwaliśmy.

Potem, jak byliśmy oswobodzeni, to przejechaliśmy na tereny 1. Dywizji Pancernej w Meppen. Myśleliśmy, że tam nas może przyjmą do wojska, bo nikt z moich kolegów wówczas jeszcze nie myślał o powrocie do Polski. Okazało się, że II Korpus przyjmuje jeszcze ludzi do wojska, więc pojechaliśmy autostopem do Włoch. Tam przyjęli mnie i kolegów. Mówię o kolegach, z którymi żyłem blisko – to byli też podchorążowie Armii Krajowej. Mieliśmy przejść szkolenie podchorążych we Włoszech. Zdecydowałem pójść do szkoły podchorążych saperów i skończyłem ją w maju 1946 roku. Potem cały korpus przejechał do Anglii.

Postarałem się kontynuować studia, które zacząłem w Warszawie. Zostałem przyjęty na polską Politechnikę, tak zwany Polish University College w Londynie. Tam przez cztery lata studiowałem i ukończyłem w końcu 1950 roku. Po skończeniu studiów dostałem dyplom inżyniera – polski i po angielsku.
Zacząłem pracować w biurze projektów mostów kolei brytyjskich. Potem zdecydowaliśmy z kolegami, że wyemigrujemy. Część wyemigrowała do Stanów, a myśmy pojechali do Kanady. W Kanadzie zacząłem pracować. Przez wiele lat miałem ciekawą i odpowiedzialną pracę. Po trzech latach pobytu w Kanadzie, gdy byłem w Montrealu, spotkałem żonę. Wkrótce pobraliśmy się, założyliśmy rodzinę. I tak się szczęśliwie żyje.

Czy nie myślał pan później o powrocie do kraju?

Na stałe nie. Byliśmy [świadomi], że w Polsce jest rząd komunistyczny… Była tylko kwestia, czy po skończeniu studiów zostać w Anglii, gdzie był tak zwany rationing, czy emigrować do Kanady lub Stanów Zjednoczonych. Część wyjechała do Australii. W Kanadzie żyjemy już prawie sześćdziesiąt lat. Teraz, oboje z żoną [jesteśmy] na emeryturze. Życie właściwie dobrze nam się ułożyło.


Jaki był stosunek ludności cywilnej do Powstańców?

Pierwsze dni były bardzo entuzjastyczne. Ludzie wychodzili, dawali posiłek, wodę do picia i tak dalej. Ale słyszałem, że szczególnie pod koniec była już niechęć ze strony ludności cywilnej. Mnie to osobiście nie spotkało.

Czy stosunek ludności cywilnej do Powstania zmienił się z biegiem czasu?

Bezwzględnie ludność cywilna bardzo cierpiała. Szczególnie ci, co musieli wyprowadzić się ze swoich mieszkań, bo na ogół ci, co zostali, mieli zawsze zapasy. Była taka tendencja wśród gospodyń, żeby mieć zapasy i mogli sobie żyć z tego. Ale jak ktoś był wysiedlony, to wtedy nie bardzo wiedział, z czego żyć.

Wojsko dostawało [wyżywienie]. Szczęśliwie, jak byliśmy na Starówce, to mieliśmy zapasy niemieckie. Na Stawkach były duże magazyny, gdzie zdobyliśmy nie tylko broń i panterki, ale było tam też dużo niemieckiej kawy, dużo kaszy, która się nazywała „kaszka pluj”, bo była w łuskach. Pamiętam, jak byliśmy w niewoli, to były dyskusje [na temat], czy mieliśmy jeszcze makaron czy tylko kaszę. Jak człowiek jest głodny, to dużo mówi o jedzeniu.
Pamiętam też, jak na [ulicy] Wolskiej budowaliśmy barykady. Wtedy ludność cywilna pomagała nam, przewracali tramwaje, ale dla czołgu to nic nie znaczyło. Bezwzględnie mieliśmy za mało broni.

Potem, jak Starówka upadła i byliśmy na Śródmieściu, to czekaliśmy, że wreszcie może Rosjanie coś pomogą. [Owszem] zaczęli zrzucać ze spadochronów worki z żywnością, z takiego niedużego samolotu, który terkotał jak helikopter. Niestety te worki często się rozpadały, więc to była mała pomoc. Wiedzieliśmy z komunikatów, że [także] Anglicy i Amerykanie starają się zrobić nam jakieś zrzuty. Był jeden duży zrzut – całe niebo było [usiane] spadochronami, na których były zasobniki, ale niestety wiatr tak powiał, że większość wpadła w ręce niemieckie.

Nie mieliśmy dużo pomocy. Później się dowiedziałem, że nasze władze wojskowe na Zachodzie myślały o tym, żeby wysłać do Warszawy brygadę spadochronową. Ciekawą rzeczą jest, że są koła byłych żołnierzy Armii Krajowej w całej Ameryce. Jest jedno takie koło w Montrealu, do którego należę, i myśmy zdecydowali, żeby uczcić pamięć lotników kanadyjskich, którzy zginęli niosąc pomoc Warszawie. W jednym z parków w Ottawie jest pomnik z nazwiskami, poświęcony pamięci lotników kanadyjskich, którzy zginęli, niosąc pomoc Warszawie czy jeszcze przedtem pomoc Armii Krajowej. Polscy lotnicy z baz we Włoszech też latali. Znamy takich, którzy teraz jeszcze żyją, mieszkają w Kanadzie i brali udział w tych lotach nad Polskę. Pod koniec Powstania, wśród kolegów było wielkie rozgoryczenie, że właściwie wszystko to było jak gdyby na marne. Ale nie mówiło się, że władze zrobiły coś złego – po prostu nie udało się. Niestety. [Za to] był zdecydowany entuzjazm, żeby oswobodzić Warszawę, zanim dojdą wojska sowieckie.

Jak wyglądała komunikacja między dzielnicami? Czy wiedział pan, co się dzieje w innych dzielnicach? Czy słuchali państwo radia w oddziale?

Była tak zwana poczta polowa. Osobiście nie miałem kontaktu. Mieszkałem na Mokotowie, na [ulicy] Fałata, niedaleko ulicy Rakowieckiej. Potem dowiedziałem się, że w pierwszych [dniach] Powstania, moja matka została wysiedlona i wywieziona na roboty do kopania kartofli. Właściwie nie miałem kontaktu z rodziną w czasie Powstania.
W czasie Powstania NOW – Narodowa Organizacja Wojskowa – miała dwa bataliony. Jeden „Gustaw” na Starym Mieście, a drugi „Harnaś” na Krakowskim Przedmieściu. Między innymi oni zdobili komendę policji; mieliśmy trochę informacji o ich działaniu. Kanałami przechodzili ludzie. Przechodziłem raz, jak już Starówka została ewakuowana. Były też komunikaty radiowe, które się otrzymywało z Londynu.

Mieliście państwo odbiornik?

Nie, ktoś w dowództwie miał.

Raczej był nacisk na to, żeby coś robić, tak jak budować barykady, żeby wysyłać patrole, żeby zdobywać żywność. Ktoś musiał gotować. Ludność cywilna bardzo w tym pomagała. Na Starówce było to samo co w Śródmieściu. Później dowiedziałem się, że byli tak zwani gołębiarze. Gdy podejrzewało się, że jakiś folksdojcz siedzi na dachu, to ludzie starali się go wytropić. Często były to domysły.

Poza tym istniały obawy nie tylko [przed] natarciem z ziemi, ale [przed] tak zwanymi krowami czy szafami. Były to pociski z moździerzy, które mniej więcej z Pola Mokotowskiego czy jeszcze dalej były wystrzeliwane i wydawały taki charakterystyczny dźwięk i tylko się czekało, aż pocisk wybuchnie. Pamiętam, że na Starówce atakowały nas sztukasy. Leciał i nurkował samolot, a potem w ostatniej chwili wypuszczał bomby, zmieniał kierunek i podnosił się do góry. Wtedy było wiadomo, że bomby lecą i człowiek tylko czekał, gdzie taka bomba spadnie. Nie mieliśmy żadnej artylerii przeciwlotniczej. Była zdecydowana przewaga broni niemieckiej.

Potem się dowiedziałem, że u Dirlewangera było dużo kryminalistów. Była to brygada SS, która składała się z kryminalistów, [którzy popełnili] dużo zbrodni. Oni byli bardzo bojowi. Ale kiedy zostały podpisane warunki zawieszenia broni, to Niemcy przyjęli nas jako kombatantów. Ludzi, których złapali z bronią w czasie Powstania, często rozstrzeliwali od razu albo wywozili do obozu koncentracyjnego. A nas – szczęśliwie – wywieźli wtedy już do obozu jenieckiego. Traktowano nas względnie po ludzku z tym, że oczywiście namalowali nam z tyłu KG – Krieggefanger. Jedzenia mało było, a trzeba było pracować.

Pod koniec Powstania wśród młodzieży był zawód. Zrobiliśmy to, co mogliśmy. Myśmy też dążyli to Powstania. Przede wszystkim cała konspiracja szła ku temu, żeby zbrojnie wystąpić przeciwko Niemcom. Przed samym wybuchem Powstania, były obwieszczenia dane przez Niemców po polsku i po niemiecku, że potrzebują sto tysięcy ludzi do kopania okopów. Wtedy władze, słusznie moim zdaniem zdecydowały, żeby już nie czekać, że trzeba urządzić ten wybuch. Dzień czy dwa dni wcześniej wyznaczono godzinę wybuchu Powstania, która była odwołana. Potem w końcu, pierwszego sierpnia nadeszła godzina „W”.

Czy mógłby wymienić pan parę nazwisk ludzi, z którymi się pan przyjaźnił podczas Powstania?

Przede wszystkim był mój dowódca kompanii, dowódca podchorążówki – Andrzej Sanecki. Potem po jego śmierci – zginął na Starówce – dowódcą „Anny” został podporucznik Wojciech Sarnecki. Z moich rówieśników – Stefan Medwadowski – z Batalionu „Harnaś” i Tadeusz Konopacki – to byli moi najbliżsi koledzy. Z nimi przechodziłem podchorążówkę, a przede wszystkim komplety, razem zdawaliśmy maturę. Był też Zdzisław Chrzanowski, który nie dożył Powstania. Niestety został złapany przed Powstaniem i zastrzelony na Pawiaku. To był brat Wiesława Chrzanowskiego, który był pierwszym marszałkiem sejmu. W czasie Powstania z mojej kompani było kilka osób, z którymi potem byłem razem na komenderówce.

Nie przyjeżdżam często do Warszawy. Teraz się okazało, że większość moich kolegów już nie żyje. Coraz mniej jest nas. [opis fotografii ze skutkami wybuchu czołgu na Starówce]. Moje działania wojskowe skończyły się po dwóch tygodniach, bo wtedy byłem już tak ciężko ranny, że nie nadawałem się do akcji.

Dodam jeszcze kilka nazwisk ludzi, których pamiętam z Powstania. Była sanitariuszka, która mi pomagała przejeść przez kanał – nazywała się Danuta Magreczyńska, obecnie Kieżuń – żona profesora Witolda Kieżunia. Był też Jurek Sikorski „Sikson” – też kolega z gimnazjum Staszica. Jurek wrócił do Polski, już teraz nie żyje. Wśród zabitych w czasie wybuchu czołgu był Michał Woynicz-Sianożęcki. Był bardzo oddanym harcerzem i podchorążym, był wojennym drużynowym w 16. WDH. Przybocznym tej drużyny był Jasio Pawłowski – on też zginął przy wybuchu czołgu. Był też Władek Jarosz – przeżył, w tej chwili mieszka w Londynie. Utrzymuję kontakt z kilkoma kolegami, głównie z Tadkiem Konopackim w Ottawie i Stefanem Medwodowskim mieszkającym w Oakland, Kalifornia. Z czasów pracy konspiracyjnej w harcerstwie dobrze pamiętam Zbyszka Stok-Stokowca, z którym byłem w partyzantce. W czasie Powstania Zbyszek walczył w Kampinosie, a po wojnie był przez kilka lat drużynowym 16. WDH w Warszawie.
Z okazji obchodów sześćdziesięciolecia Powstania, w Ottawie zorganizowaliśmy krótką pogadankę dla klubu seniorów w Ottawie. W międzyczasie miałem kontakt z kilkoma osobami w Warszawie, ale nie są to dla mnie tak żywe wspomnienia, jak dla tych, którzy tutaj żyli, i którzy są nadal w środowisku „Gustaw-Harnaś” – oni spotykają się co miesiąc. Mam się dzisiaj z nimi spotkać.

Czy pana podejście do Powstania zmieniło się trochę przez lata, czy teraz zapatruje się pan trochę inaczej?

Samo Powstanie było niefortunne. Nikogo nie winię za to. Głównie wśród młodzieży inteligenckiej panował wtedy taki nastrój, że chcieliśmy tego Powstania. Wśród moich kolegów wszyscy byli wychowankami gimnazjum Staszica. Najpierw był entuzjazm, a później, jak Powstanie wybuchło – rozgoryczenie. Tyle osób zginęło i przede wszystkim Warszawa była bardzo zniszczona.

Steve Urban
19 June 1960 - 24 January 2018


Steve Urban
Greely, Ontario

Died in Hôpital de Gatineau on January 24, 2018. Son of Dora Urban (d. 21 Aug 2008) and Stefan Urban. Brother of  Linda, Diane, Suzann and John.

Farewell ceremony:
Mondy, 29 January 2018 at 1pm
Hope Cemetery Chapel
4660 Bank St, Gloucester, ON K1T 3W7




Kalendarz Ottawski w Skrócie


Zgłoś wydarzenie wysyłając e-mail na adres: redakcja@komott.net




Kalendarz Ottawski w skrócie
  • Dzisiaj - 26 stycznia 2018 (piątek) godz. 19:00 (7pm) -  Spotkanie Wrocławian, Łodzian i przyjaciół tych miast - restauracja Villa Lucia, 3430 Carling Ave, Ottawa (mapa)
  • 27 stycznia 2018,  sobota, 11:30 - Polish Review - styczniowe wydanie polonijnego programu TV z Ottawy - Stacja Rogers Cable Ottawa, channel 510 (HD) oraz 22
  • 27 stycznia 2018, sobota, godz. 18:00 (po mszy świętej o godz. 17:00) - "Kawiarenka" w Sali Parafialnej kościoła Św. Jacka
  • 30 stycznia 2018, wtorek, godz. 19:00 - 22:00 (7pm - 10pm) - YPCPA Camp Fortune Ski Night - Camp Fortune, 300 Chemin Dunlop, Chelsea, QC (map)
  • 2 luty 2018 (piątek) godz. 19:00 (7pm) - Wykład "POLSKA POLITYKA ZAGRANICZNA - GLOBALNE WYZWANIA NA 2018 ROK" - St. Paul University, 223 Main St., Ottawa (mapa)
  • 4 luty 2018, niedziela, godz. 15:00 (3pm) - Kawiarenka Literacka - Twarze Kobiet Polskich - Dom Polski SPK, 379 Waverley St.
  • 10 luty 2018, sobota, godz. 18:30 (6:30pm) - Śledzik Harcerski - Dom Polski SPK, 379 Waverley St.
  • 15 lutego 2018, czwartek, godz. 19:30 (7:30pm) - Spotkanie z prezesem Instytutu Pamięci Narodowej (IPN) dr Jarosławem Szarkiem
  • 4 marca 2018, niedziela, godz. 11:00 - Msza Św. w intencji Żołnierzy Wyklętych - kościół Św. Jacka Odrowąża, 201 LeBreton St. N
  • 4 marca 2018, niedziela, godz. 16:00 (4pm) - Film fabularny "Wyklęty" - Dom Polski SPK, 379 Waverley St.
  • 22 kwietnia 2018, niedziela, godz. 15:00 (3pm) - Konkurs Recytatorski dla Dzieci i Młodzieży - Dom Polski SPK, 379 Waverley St.
Kalendarz Kościoła Św. Jacka Odrowąża
  • 27 stycznia 2018, sobota, godz. 18:00 (po mszy świętej o godz. 17:00) - "Kawiarenka" w Sali Parafialnej kościoła Św. Jacka
  • 3 lutego 2018,  sobota, po mszy o godz. 17:00  - film pt. “Ziemia Maryi”


Wiadomości z Internetu


 
Informacje bieżące znajdziesz na poniższych stronach internetowych:

https://www.facebook.com/komunikaty.ottawskie

Słuchaj Polskie Radio 24
https://player.polskieradio.pl/41
Słuchać możesz w mobile apps.
My słuchamy w aucie, używając telefonu (z data).


wPolityce.pl
Niezalezna.pl
Telewizja Republika
theNews.pl
Current Events Poland 
TvNiezaleznaPolonia
Ottawa

Gazeta Polska
artykuły

Gazeta Polska VOD
materiały video "GP"

TVinterPolonia
Ottawa-
Calgary
  Polonia Institute
Publications on the interests of Poland,
the Polish people and Polonia
TV Trwam
Radio Maryja
Solidarni2010.pl Nasz Dziennik
Smolensk Crash News Digest   
BlogPress
PolskieRadio24
Prawica.net
DoRzeczy.pl
SmolenskCrash.eu  
  Witold Gadowski
Komentarze, artykuły
Kokos26
Mirosław Kokoszkiewicz

JerzyRNowak
dr Jerzy Robert Nowak

Warszawska Gazeta
Doomed Soldiers
  WNET.fm
Portal Radia Wnet

Aleksander Scios
Stanislaw Michalkiewicz
Matka Kurka   Pomnik Smolensk
Goniec
Toronto
Polska-Kanada
Magazyn twórczy Toronto

Marsz Polonia
Toronto

PoloniaTube
Toronto
Ministerstwo Prawdy
Kroniki filmowe na aktualne tematy
  wPolsce.pl
Studio TV
AscoTV
ASME TV
BlogPublika.com
Tygodnik Solidarnosc
Rodak Press
Dość manipulacji Polonią

dlaPolski.pl
codziennie nowy materiał

  http://cido.pl
Centrum Informacji Drugiego Obiegu

Prezydent.pl
Prezydent RP
WZZW.wordpress.com
Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża

________________________________________________

Komunikaty Ottawskie - 26 stycznia 2018 - Dodatek
http://www.komOTT.net
________________________________________________