##########################################################################
K O M U N I K A T Y O T T A W S K I E Ottawa, 1 stycznia 2004
##########################################################################
B i u l e t y n b a r d z o n i e r e g u l a r n y
==========================================================================
REDAKCJA: Czeslaw Piasta czeslaw@compmore.net
Archiwum Komunikatow: http://www.compmore.net/~czeslaw/komott
Redakcja nie odpowiada za tresc podawanych ogloszen. Tresc i opinie
zamieszczone w listach czytelnikow niekonecznie sa zgodne z pogladami
redakcji. W sprawie listow prosze kontaktowac sie bezposrednio z autorami.
==========================================================================
UWAGA: W przypadku checi przedruku zamieszczonych materialow, prosze
kontaktowac sie bezposrednio z autorami tekstow lub listow.
Przesylanie dalej Komunikatow poczta elektroniczna dozwolone.
Redakcja zezwala na przedruki wszystkich komentarzy i materialow
redakcyjnych, podpisanych Czeslaw Piasta, CzP, lub bez podanego nazwiska,
ale prosze podac Komunikaty Ottawskie jako zrodlo informacji.
Redakcja szczegolnie goraco zacheca do rozpropagowywania imprez
z Kalendarza Ottawskiego.
==========================================================================
UWAGA: wszystkie ogloszenia sa bezplatne
==========================================================================
W dzisiejszym wydaniu:
* Kalendarz imienin
* Kalendarz Ottawski
* Zyczenia dla Polonii Ottawskiej od PINK-u
* Fundacja Dziedzictwa Polskiego zaprasza na cykl filmow polskich:
"Stosunki polsko-zydowskie w powojennej kinematografii polskiej"
* Noworoczne rozwazania
* Papiez dziekuje Bogu za konczacy sie rok.
Oredzie noworoczne: "Osiagniemy pokoj, wychowujac do pokoju"
* Andrzej Kumor: Alez to byl rok!
* Ottawa Citizen: Techies on the edge
(o ciezkiej sytuacji na rynku hi-tech w Ottawie)
* Odszedl na wieczna wachte - kontradmiral Romuald Nalecz-Tyminski
* Kilka artykulow o "prawie i praworzadnosci w Polsce":
- Rzeczpospolita: Oddaj pan dzialke
- Nowy Dziennik: Polak z Nowego Jorku pobity przez polska policje
- Polityka: felieton swiateczny Ludwika Stommy
* PAP: Noworoczne oredzie prezydenta RP Aleksandra Kwasniewskiego
* Wyglada na to, ze w Polsce juz nawet sie nie dyskutuje na temat,
czy Jolanta Kwasniewska moze zostac wybrana na prezydenta RP.
To sie przyjmuje za pewnik. Jedyne dyskusje to na temat: Jakaz
to bedzie ta "Polska Krolowa", ktora juz ukoronowano przed elekcja.
- "Rzeczpospolita": Jaka bedzie Lady Kwasniewska?
- "Newsweek Polska": Armia Pani Jolanty
* "Wprost": Duma Polski
(Malo kto wpada w entuzjazm, gdy dowiaduje sie, ze jestesmy z Polski.
Szanujmy siebie, docenmy Polske, a innych lubmy bez niewolniczej
imitacji i wymachiwania biala flaga.)
* PAP, Newsweek: Polska w Iraku, Polska - USA
- Seria zamachow w Karbali - 19 zabitych i 100 rannych,
w tym dwaj Polacy. Najwiekszy atak w polskiej strefie
- Terrorystom w Iraku udalo sie osiagnac cel
- Aresztowania po zamachu w Karbali
- Bulgarska baza zbyt slabo zabezpieczona
- W Karbali mozliwe nowe zamachy
- Poprawil sie stan jednego z rannych Polakow
- Zamachowcy z Karbali uzbrojeni po zeby
- Polscy zolnierze nie sa gotowi do walki z terrorystami
- Szmajdzinski: wzrost zagrozenia w Iraku przejsciowy
- A zony czekaja
- Nowa misja
- Do Iraku poleci wiecej polskich komandosow
- Bezalkoholowe babelki w obozie Babilon
- Sprzedawca alkoholu zabity w Nadzafie
- Spokojna noworoczna noc w polskiej strefie w Iraku
- Polska najbardziej proamerykanskim krajem
- NYT: Polska to antidotum na europejski antyamerykanizm
- USA brataly sie z Husajnem
* PAP: Polski oficer aresztowany pod zarzutem szpiegostwa
- Szmajdzinski: sprawa szpiega nie dotyczy panstwa NATO-wskiego
- Szmajdzinski: oficer podejrzany o szpiegostwo nie dzialal dlugo
- Sprawe szpiega ujawniono, bo wykryli ja dziennikarze
* Newsweek: Mocna eksportowa
(Caly swiat polubil byc na rauszu po naszej wodce, z czego trzezwo
korzystaja rodzimi producenci...)
==========================================================================
Kalendarz imienin - Styczen
==========================================================================
1 Marii, Mieczyslawa, Mieszka, Odyseusza
2 Bazylego, Izydora, Makarego
3 Arletty, Danuty, Genowefy
4 Angeliki, Anieli, Eugeniusza, Tytusa
5 Amaty, Emiliany, Hanny, Telesfora
6 Baltazara, Kacpra, Kaspra, Melchiora, Normana
7 Juliana, Lucjana, Oriany, Rajmunda
8 Erharda, Mscislawa, Seweryna
9 Bozymierza, Marceliny, Marcjanny, Wladymira
10 Agatona, Kolombiny, Wilhelma
11 Honoraty, Krzesimira, Matyldy, Teodozjusza, Tezeusza
12 Arkadiusza, Czeslawy, Grety, Tycjany
13 Bogumily, Lwa, Weroniki
14 Feliksa, Hilarego
15 Arnolda, Dobrawy, Domoslawa, Maura, Pawla
16 Marcela, Marcelego, Wlodzimierza
17 Antoniego, Roscislawa
18 Malgorzaty, Piotra
19 Gildy, Henryka, Mariusza, Pii
20 Fabiana, Sebastiana
21 Agnieszki, Epifaniego, Inez, Jaroslawy
22 Anastazego, Dorian, Gaudentego, Wincentego
23 Ildefonsa, Rajmunda
24 Felicji, Franciszka, Mileny, Tymoteusza
25 Milosza, Pawla, Tatiany, Witaliana
26 Pauli, Polikarpa, Tymoteusza, Tytusa
27 Angelii, Przybyslawa, Przybyslawy
28 Radomira, Tomasza, Walerego, Waleriusza
29 Franciszka, Ismeny, Salazego, Walerego, Zdzislawa
30 Dobiegniewa, Hiacynty, Macieja, Martyny
31 Cyrusa, Jana, Ludwiki, Marceli
==========================================================================
==========================================================================
======= K A L E N D A R Z O T T A W S K I =======
==========================================================================
Kalendarz Imprez Ottawskich: http://www.kpk-ottawa.org/sip/kalendarz/
Zagladaj tam, zeby zobaczyc terminarz imprez lub zeby samemu dodac impreze
do kalendarza.
UWAGA: Wprowadz impreze do podanego wyzej Kalendarza, lub wyslij informacje
pod czeslaw@compmore.net gdy tylko znasz termin oraz informacje o imprezie.
Z reguly, informacje w Kalendarzu SIP pojawiaja sie tego samego dnia, ktorego
zamieszczono informacje.
*** http://TNPolonia.com - Transatlantyk Nadziei
Artykuly na temat srodowiska Polonii Ottawskiej.
*** 4 I 2004 (niedziela) - Oplatek parafialny
Organizacja: Parafia Sw. Jacka Odrowaza
Adres: Dom Polski SPK, 379 Waverley Street, Ottawa, Ontario, Kanada
Wiecej informacji: Sekretariat, Telefon: 613 230-0804
Faks: 613 230-0125 E-mail: polchurch@sympatico.ca
*** 6 stycznia 2004, wtorek, 19:30 - Pogadanka w Domu Polskim SPK
Stowarzyszenie Tworcow Ottawskich (STO) wraz ze Stowarzyszeniem Polskich
Kombatantow (SPK) zapraszaja na wspolnie zorganizowana pogadanke
historyczna pt:
"Rozwoj terytorialny Panstwa Polskiego w okresie jego
1000-letniej historii".
Opracowanie i prezentacja: pan Henryk Brzezinski.
Impreza odbedzie sie dnia 6 stycznia, 2004, we wtorek, w Domu Polskim SPK,
o godzinie 19:30. Bedzie to okazja do poznania granic Polski od poczatkow
istnienia panstwa polskiego az do dnia dziejszego.
Po programie Kolo Pan przy SPK zaprasza na kawe i ciastka.
*** 11 stycznia 2004, niedziela - Oplatek Polonii Ottawskiej
KPK oraz Ambasada RP zaprasza na ten tradycyjny juz wspolny oplatek.
Informacje: Lidia Zielinska, (613)721-8238 lidia.zielinski@rogers.com
*** 13 stycznia 2004, wtorek, 19:30 - film "SAMSON", Biblioteka Narodowa
Audytorium Biblioteki Narodowej, 395 Wellington Street, Ottawa
Rezyseria: Andrzej Wajda
W rolach glownych: Serge Merlin, Alina Janowska, Elzbieta Kepinska, Beata
Tyszkiewicz, Roman Polanski, Wladyslaw Kowalski, Edmund Fetting, Emil
Karewicz
"Samson" jest adaptacja powiesci Kazimierza Brandysa pod tym samym tytulem.
Jest to mroczna opowiesc o losach mlodego Zyda, ktory znajduje sie poza
gettem i tam ukrywa sie, dreczony wyrzutami sumienia, ze opuscil swoich i ze
jego miejsce jest tylko tam, skad odszedl.
*** 15 stycznia 2004, czwartek, 19:30 "The struggles for Poland"
SPK Kolo Nr 8 zaprasza Polonie na wyswietlenie filmu w jezyku angielskim
pt. "The Struggles for Poland", cz. 1. Film wyswietlony bedzie w czwartek,
15 stycznia 2004 r. o godzinie 19:30 w Domu Polskim SPK.
*** 18 stycznia 2004, niedziela 11:00 - "Polish Review", Cable TV, kanal 22
Polonijny program TV z Ottawy. W tym roku po raz pierwszy stacja Rogers
zezwala w naszym programie na reklamy prywatnych firm, biznesow itp.
Zapraszamy rodakow do korzystania z uslug, w przeciwnym razie beda nam
wkladac reklamy innych nacji. Wiecej informacji udziela:
Malgorzata Rachniowska (613)825-2827
i Roman Gorny (613)224-3704
*** 18 I 2004 (niedziela), 16:00 - Koledy przy swiecach, Dom Polski SPK
Organizacja: Chor im. I. Paderewskiego
Wiecej informacji: W. Garlicka Telefon: 613 731-6376
E-mail: garlicki@alphainter.net
*** 24 stycznia 2004, sobota 11:00 - "Polish Review", Cable TV, kanal 22
Polonijny program TV z Ottawy - powtorka z niedzieli 18 stycznia.
*** 24 I 2004 (sobota) - Bal Sportowca "Biale Orly"
Klub Sportowy "Biale Orly" zaprasza na doroczny Bal Sportowca
Wiecej informacji: R. Bojarski Telefon: 613 736-9517
Witryna internetowa: http://www.whiteeagles.net
*** 27 stycznia 2004, wtorek, 19:30 - film "AUSTERIA", Biblioteka Narodowa
Audytorium Biblioteki Narodowej, 395 Wellington Street, Ottawa
Rezyseria: Jerzy Kawalerowicz
W rolach glownych: Franciszek Pieczka, Wojciech Pszoniak, Zofia Saretok,
Golda Tencer
Film "Austeria" jest oparty na utworze literackim najwyzszej klasy -
powiesci pod tym samym tytulem piora znakomitego pisarza polskiego
pochodzenia zydowskiego Juliana Stryjkowskiego (1909-1996). Stryjkowski
znany jest jako pisarz, ktory, podobnie jak Isaac Bashevis Singer, pisal o
polskich Zydach. Urodzil sie na terenach obecnej zachodniej Ukrainy jako
Pesach Stark, a w swojej tworczosci przedstawial swiat ortodoksyjnych Zydow
mieszkajacych w malych miasteczkach wschodniej Polski na poczatku XX wieku.
*** 29 stycznia 2004, czwartek - "BIALY NIEDZWIEDZ", Biblioteka Narodowa
Audytorium Biblioteki Narodowej, 395 Wellington Street, Ottawa
Rezyseria: Jerzy Zarzycki
W rolach glownych: Gustaw Holoubek, Adam Pawlikowski, Stanislaw Mikulski,
Emil Karewicz, Teresa Tuszynska
Zbiegly z transportu Zyd trafia do domu emerytowanego profesora i ukrywa
sie w skorze bialego niedzwiedzia pozujac do zdjec. Zdemaskowany przez
hitlerowskiego majora, w zamian za relacje o wrazeniach czlowieka sciganego
zyskuje zapewnienie bezpieczenstwa ale tylko do czasu, gdy badajacy psychike
zbiega major dostaje rozkaz wyjazdu na front wschodni.
----------------------------------------------------------------------------
Szara Komorka 97.9 FM :
od poniedzialku do piatku w godzinach 22:00 - 23:00
w niedziele od 20:00 do 21:00.
----------------------------------------------------------------------------
============================================================================
Zyczenia dla Polonii Ottawskiej od PINK-u
============================================================================
From: "Jablonski, Alex"
To: "'Czeslaw Piasta'"
Subject: Zyczenia Swiateczne
Date: Tue, 23 Dec 2003 23:27:55 -0500
Zarzad Ottawski Polskiego Instytutu Naukowego i Biblioteki Polskiej sklada
wszystkim swoim Czlonkom, Sympatykom oraz calej Polonii Ottawskiej
Najlepsze Zyczenia zdrowia oraz wszelkiej pomyslnosci z okazji Swiat Bozego
Narodzenia oraz Szczesliwego Nowego Roku 2004!
Merry Christmas and a Very Happy New Year!
Za Zarzad,
Aleksander Maciej Jablonski, Prezes
============================================================================
Fundacja Dziedzictwa Polskiego zaprasza na cykl filmow polskich:
"Stosunki polsko-zydowskie w powojennej kinematografii polskiej"
============================================================================
From: "Andrew Golebiowski"
To: "Czeslaw Piasta"
Subject: Cykl filmow polskich
Date: Mon, 29 Dec 2003 17:35:45 -0500
Fundacja Dziedzictwa Polskiego zaprasza na cykl filmow polskich
"Stosunki polsko-zydowskie w powojennej kinematografii polskiej".
Filmy beda prezentowane w audytorium Biblioteki Narodowej,
395 Wellington Street, Ottawa, o godzinie 19:30.
Program cyklu:
13 stycznia 2004 - "SAMSON" (1961)
Rezyseria: Andrzej Wajda
W rolach glownych: Serge Merlin, Alina Janowska, Elzbieta Kepinska, Beata
Tyszkiewicz, Roman Polanski, Wladyslaw Kowalski, Edmund Fetting, Emil
Karewicz
"Samson" jest adaptacja powiesci Kazimierza Brandysa pod tym samym tytulem.
Jest to mroczna opowiesc o losach mlodego Zyda, ktory znajduje sie poza
gettem i tam ukrywa sie, dreczony wyrzutami sumienia, ze opuscil swoich i ze
jego miejsce jest tylko tam, skad odszedl.
------
27 stycznia 2004 - "AUSTERIA" (1984)
Rezyseria: Jerzy Kawalerowicz
W rolach glownych: Franciszek Pieczka, Wojciech Pszoniak, Zofia Saretok,
Golda Tencer
Film "Austeria" jest oparty na utworze literackim najwyzszej klasy -
powiesci pod tym samym tytulem piora znakomitego pisarza polskiego
pochodzenia zydowskiego Juliana Stryjkowskiego (1909-1996). Stryjkowski
znany jest jako pisarz, ktory, podobnie jak Isaac Bashevis Singer, pisal o
polskich Zydach. Urodzil sie na terenach obecnej zachodniej Ukrainy jako
Pesach Stark, a w swojej tworczosci przedstawial swiat ortodoksyjnych Zydow
mieszkajacych w malych miasteczkach wschodniej Polski na poczatku XX wieku.
------
29 stycznia 2004 - "BIALY NIEDZWIEDZ" (1959)
Rezyseria: Jerzy Zarzycki
W rolach glownych: Gustaw Holoubek, Adam Pawlikowski, Stanislaw Mikulski,
Emil Karewicz, Teresa Tuszynska
Zbiegly z transportu Zyd trafia do domu emerytowanego profesora i ukrywa
sie w skorze bialego niedzwiedzia pozujac do zdjec. Zdemaskowany przez
hitlerowskiego majora, w zamian za relacje o wrazeniach czlowieka sciganego
zyskuje zapewnienie bezpieczenstwa ale tylko do czasu, gdy badajacy psychike
zbiega major dostaje rozkaz wyjazdu na front wschodni.
------
Bilety:
$10 dorosli i $8 seniorzy i mlodziez za film
$25 dorosli i $20 seniorzy/mlodziez za 3 filmy
do nabycia w polskich sklepach Warsaw Deli (Richmond Road) i Baltyk (Carling
Avenue) lub przed filmem.
Informacje: Andrzej Golebiowski (613)825-7774
============================================================================
Noworoczne rozwazania
============================================================================
Na poczatku tego roku patrzymy wstecz i zastanawiamy sie, jaki to byl ten
Stary Rok dla nas i jaki moze byc Nowy Rok 2004. Stary Rok przyniosl ze soba
wiele nieszczesc, wojne w Iraku, dalsze pogorszenie sie sytuacji na rynku
hi-tech w Ottawie. Kolejne osoby z naszego polonijnego podworka stracily
prace. Niektorzy zmuszeni zostali do szukania jej w innych miastach Kanady
lub w USA. Kolega z pracy przeprowadzil sie do Vancouver. Dwaj starzy
przyjaciele pracuja w Toronto i tylko od czasu do czasu moga pozwolic sobie
na odwiedzenie rodziny w Ottawie. Z kolei inny przyjaciel z Brampton kolo
Toronto pracuje w Montrealu i jego dystans od rodziny jest o 200 km dluzszy.
Starajmy sie poszukac tych radosnych momentow z naszego zycia w roku 2003.
Moze ukonczenie szkoly i rozpoczecie studiow przez corke lub syna, narodziny
pierwszego lub kolejnego wnuka. Moze to byl wspanialy urlop lub wakacje,
ktore chcielibysmy dlugo zachowac w naszej pamieci. A moze pierwsza milosc
i pierwsze randki. Moze osiagniecia sportowe lub zawodowe. Poszukajmy dobrze
w swojej pamieci - na pewno cos sie znajdzie, z czego bylismy zadowoleni.
Moze sam fakt, ze ominely nas nieszczescia i choroby wystarczy, zeby
powiedziec sobie: ten rok 2003 nie byl taki zly. Starajmy sie cieszyc nawet
z drobnostek i budujmy w sobie nadzieje, ze jutro bedzie lepsze.
Posluchajmy naszego najwiekszego wspolczesnego nauczyciela - Papieza Jana
Pawala II - nawolujacego w swoim oredziu noworocznym:
"Osiagniemy pokoj, wychowujac do pokoju"
Zycze wszystkim czytelnikom, zeby zrealizowaly sie te wszystkie zyczenia,
plany i nadzieja poprawy na lepsze. Niech rok 2004 bedzie dla kazdego
z nas tym lepszym rokiem. Zycze wytrwania i nadziei tym, ktorzy tego
bardzo potrzebuja. Zycze duzo zdrowia i pomyslnosci w Nowym Roku 2004,
Czeslaw Piasta
============================================================================
Papiez dziekuje Bogu za konczacy sie rok.
Oredzie noworoczne: "Osiagniemy pokoj, wychowujac do pokoju"
============================================================================
PAP
Jan Pawel II w homilii wygloszonej po poludniu podczas nieszporow w bazylice
sw. Piotra w Rzymie wyrazil podziekowanie za "niezliczone dobrodziejstwa",
jakich Bog udzielil w konczacym sie roku. Papiez modlil sie o pokoj dla
Europy i swiata, a chory odspiewaly dziekczynne "Te Deum".
"Maryjo Dziewico, Krolowo Pokoju, wyjednaj dni pokoju dla Rzymu, dla Wloch,
dla Europy i dla calego swiata" - prosil Jan Pawel II na zakonczenie homilii.
Snujac w homilii rozwazania nad uplywem czasu, papiez powiedzial, ze "w tych
dniach, od Bozego Narodzenia do Nowego Roku, krzyzuja sie ze soba w sposob
szczegolnie wymowny dwa wymiary czasu. Tak, jak gdyby wiecznosc Boga
wkraczala w czas ludzki. To, co wieczne staje sie jak gdyby terazniejszoscia,
by powtarzajacy sie cykl dni i lat nie konczyl sie w bezsensownej pustce".
Papiez przypomnial, ze w mijajacym 2003 roku wierni w modlitwie rozancowej
kontemplowali nie 15, jak wczesniej, lecz 20 tajemnic zycia Chrystusa, w tym
piec tajemnic swiatla, wlaczonych przez niego do modlitwy w adhortacji
apostolskiej "O Rozancu". Zostala ona opublikowana w dniu 25. rocznicy
pontyfikatu 16 pazdziernika 2002 roku.
Zawierzajac Maryi konczacy sie rok 2003 i nadchodzacy rok 2004, Jan Pawel II
przypomnial, ze "przyszlosc ludzkosci idzie poprzez rodzine". Wyrazil
zyczenie, aby "rodzina odpowiadala w sposob coraz bardziej pelny zamierzeniom
Bozym".
Podczas tradycyjnie odprawianego na zakonczenie nabozenstwa nieszporow
dziekczynny hymn "Te Deum" odspiewaly polaczone chory "Mater Ecclesiae" i
Santa Cecilia" z Agrigento na Sycylii.
W czwartek, 1 stycznia Jan Pawel II bedzie przewodniczyl uroczystej mszy
swietej w bazylice watykanskiej, podczas ktorej wyglosi homilie, zlozy
zyczenia noworoczne i udzieli wiernym blogoslawienstwa "Urbi et Orbi" (miastu
i swiatu).
1 stycznia tradycyjnie obchodzony jest Swiatowy Dzien Pokoju. Papieskie
przeslanie z okazji tej uroczystosci obchodzonej juz po raz 37. przypomina,
ze "wychowanie dla pokoju jest zawsze aktualnym zadaniem" i podkresla, ze
"jeszcze dzis, na poczatku 2004 roku pokoj jest mozliwy. A jesli jest
mozliwy, pokoj jest rowniez obowiazkiem!".
--------------------------------------
Osiagniemy pokoj, wychowujac do pokoju
--------------------------------------
Oredzie Ojca Swietego Jana Pawla II na Swiatowy Dzien Pokoju
1 stycznia 2004 roku
Zwracam sie do was, Przywodcy Narodow,
na ktorych ciazy obowiazek budowania pokoju!
Zwracam sie do was, Prawnicy, ktorzy przygotowujac umowy i traktaty
umacniajace miedzynarodowa praworzadnosc, usilujecie wytyczac szlaki
pokojowego porozumienia!
Do was, Wychowawcy mlodziezy, ktorzy na wszystkich kontynentach bez
wytchnienia pracujecie nad tym, by ksztaltowac sumienia w duchu zrozumienia
i dialogu!
Zwracam sie rowniez do was, kobiety i mezczyzni, ktorych dreczy pokusa
uciekania sie do zgubnego narzedzia terroru, ktore kompromituje u samego
korzenia racje, dla jakich walczycie!
Wysluchajcie wszyscy pokornego apelu Nastepcy Piotra, ktory wola: Jeszcze
dzis, na poczatku 2004 roku, pokoj jest mozliwy. A jesli jest mozliwy, pokoj
jest rowniez obowiazkiem!
Konieczna inicjatywa
1. Moje pierwsze Oredzie na Swiatowy Dzien Pokoju, na poczatku stycznia 1979
roku, bylo osnute na motcie: "Osiagniemy pokoj, wychowujac do pokoju".
To Oredzie na poczatek roku bylo kontynuacja linii wytyczonej przez swietej
pamieci Papieza Pawla VI, ktory pragnal, aby 1 stycznia kazdego roku byl
obchodzony jako Swiatowy Dzien Modlitw o Pokoj. Przypomnijmy slowa tego
Papieza wystosowane na poczatek roku 1968: "Jest Naszym pragnieniem, aby
odtad kazdego roku, na poczatku kalendarza, ktory mierzy i opisuje drogi
ludzkiego zycia w czasie, powtarzala sie ta celebracja, jako zyczenie i jako
rekojmia, ze pokoj, z jego sprawiedliwa i dobroczynna rownowaga, bedzie
dominowal nad rozwojem przyszlej historii".[1]
Przyjmujac za swoje to zyczenie czcigodnego Poprzednika na Stolicy Piotrowej,
pragnalem rokrocznie kontynuowac te szlachetna tradycje, poswiecajac pierwszy
dzien roku kalendarzowego refleksji i modlitwie o pokoj na swiecie.
Na przestrzeni dwudziestu pieciu lat Pontyfikatu, ktore zostaly mi dane przez
Pana, nie przestawalem podnosic glosu wobec Kosciola i swiata, zachecajac
wierzacych i wszystkich ludzi dobrej woli do osobistego zaangazowania na
rzecz pokoju, aby przyczyniac sie do realizacji tego podstawowego dobra,
ktore zapewniloby swiatu lepsza przyszlosc, w spokojnym wspolistnieniu i
wzajemnym szacunku.
Takze w tym roku czuje sie w obowiazku zaprosic ludzi dobrej woli na kazdym
kontynencie do obchodow kolejnego Swiatowego Dnia Pokoju. Ludzkosc bardziej
niz kiedykolwiek potrzebuje bowiem odnalezienia drog porozumienia, ktore w
rzeczywistosci sa niszczone przez egoizm i nienawisc, zadze panowania i
pragnienie odwetu.
Nauka o pokoju
2. Jedenascie Oredzi, jakie skierowal do swiata Papiez Pawel VI, sukcesywnie
wyznaczalo kierunki, jakie nalezy podjac w drodze do osiagniecia idealu
pokoju. Wielki Papiez stopniowo kreslil kolejne rozdzialy prawdziwej "nauki o
pokoju". Byloby dobrze wrocic pamiecia do owych Oredzi ogloszonych na te
okazje przez Papieza Montiniego.[2] Kazde z nich zachowuje do dzis wielka
aktualnosc. Co wiecej, wobec dramatu wojen, ktore na poczatku trzeciego
tysiaclecia wciaz znacza krwia kraje swiata, zwlaszcza na Bliskim Wschodzie,
niektore fragmenty tych pism nabieraja wartosci proroczych ostrzezen.
Elementarz pokoju
3. Ze swej strony, na przestrzeni tych dwudziestu pieciu lat Pontyfikatu
usilowalem postepowac droga, ktora podjal moj czcigodny Poprzednik. Na
poczatku kazdego nowego roku zapraszalem ludzi dobrej woli do refleksji, w
swietle rozumu i wiary, nad roznymi aspektami uregulowanego wspolistnienia. W
ten sposob zrodzila sie synteza doktryny na temat pokoju, ktora jest jakby
elementarzem tych fundamentalnych tematow: elementarzem, ktory latwo zrozumie
ten, kto ma ducha pozytywnie nastawionego, a ktory rownoczesnie jest
niezwykle wymagajacy dla kazdej osoby wrazliwej na przyszle losy
ludzkosci.[3]
Rozne aspekty w pryzmacie pokoju zostaly juz bogato zilustrowane. Teraz
pozostaje juz tylko dzialac, aby ideal pokojowego wspolistnienia, z jego
konkretnymi wymaganiami, wycisnal sie w swiadomosci jednostek i calych ludow.
My, chrzescijanie, odczuwamy obowiazek zaangazowania na rzecz wychowywania do
pokoju nas samych i innych, jako przynalezacy do samego geniuszu naszej
religii. W rzeczywistosci bowiem, dla chrzescijanina gloszenie pokoju jest
zwiastowaniem Chrystusa, ktory jest "naszym pokojem" (Ef 2, 14) i
przepowiadaniem Ewangelii, ktora jest "Ewangelia pokoju" (Ef 6, 15), jest
wezwaniem skierowanym do wszystkich, aby byli tymi, "ktorzy wprowadzaja
pokoj" (Mt 5, 9).
Wychowanie do pokoju
4. W Oredziu na Swiatowy Dzien Pokoju na 1 stycznia 1979 roku juz
wystosowalem ten apel: "Osiagniemy pokoj, wychowujac do pokoju". Dzisiaj jest
to bardziej konieczne niz kiedykolwiek, poniewaz ludzie wobec tragedii, ktore
nie przestaja nekac ludzkosci, doznaja pokusy fatalizmu, tak jakby pokoj byl
nieosiagalnym idealem.
Kosciol natomiast zawsze nauczal i uczy rowniez dzis oczywistej, prostej
prawdy: pokoj jest mozliwy. Co wiecej, Kosciol nie przestaje powtarzac: pokoj
jest obowiazkiem. Powinien on byc budowany na filarach wskazanych przez
blogoslawionego Jana XXIII w Encyklice "Pacem in terris", to znaczy na
prawdzie, sprawiedliwosci, milosci i wolnosci. Jest to obowiazek, ktory
dotyczy wszystkich milujacych pokoj, a wypelnia sie przez "wychowywanie
nowych pokolen w duchu tych idealow", aby przygotowac lepsza ere dla calej
ludzkosci.
Wychowanie do praworzadnosci
5. W to zadanie wychowywania do pokoju wpisuje sie w sposob szczegolny pilna
koniecznosc prowadzenia jednostek i ludow ku szacunkowi dla prawodawstwa
miedzynarodowego i przestrzeganiu zobowiazan podjetych przez Wladze, ktore
ich zgodnie z prawem reprezentuja. Pokoj i prawo miedzynarodowe sa
wewnetrznie ze soba zwiazane: Prawo sprzyja pokojowi.
Od zarania cywilizacji formujace sie grupy ludzi troszczyly sie o to, aby
zawierac porozumienia i pakty, ktore pozwolilyby uniknac samowolnego
uciekania sie do przemocy i dzieki ktorym mozna by podejmowac proby
pokojowego rozwiazywania narastajacych sporow. Obok przepisow prawnych
poszczegolnych ludow stopniowo tworzyl sie inny zbior norm, ktory zostal
okreslony jako ius gentium (prawo narodow). Z uplywem czasu ten zbior byl
coraz lepiej precyzowany w swietle historycznych dziejow roznych narodow.
Wraz z powstaniem nowoczesnych panstw proces ten doznal wielkiego
przyspieszenia. Od XVI wieku prawnicy, filozofowie i teolodzy podejmowali
trud opracowywania roznych dzialow prawa miedzynarodowego, zakorzeniajac je w
fundamentalnych postulatach prawa naturalnego. Na tej drodze, ze wzrastajaca
moca i zasiegiem, byly formowane uniwersalne pryncypia, ktore sa uprzednie i
stojace ponad prawem wewnetrznym panstw, a ktore maja na uwadze jednosc i
wspolne powolanie rodziny ludzkiej.
Bez watpienia posrod tych pryncypiow centralne miejsce zajmuje to, ktore
mowi, ze pacta sunt servanda: porozumienia dobrowolnie podpisane maja byc
zachowywane. Jest to fundament i niezbedne zalozenie kazdej relacji pomiedzy
odpowiedzialnymi stronami zawierajacymi umowe. Naruszenie tej zasady musi
nieuchronnie doprowadzic do sytuacji braku legalnosci i w konsekwencji do
zatargow i konfliktow, ktore z pewnoscia mialyby trwale negatywne reperkusje.
Wydaje sie, ze trzeba przywolywac te fundamentalna regule, szczegolnie w
momentach, w ktorych rodzi sie pokusa, by uciekac sie raczej do prawa sily
anizeli do sily prawa.
Jednym z takich momentow byl z pewnoscia dramat, jakiego doswiadczyla
ludzkosc podczas drugiej wojny swiatowej: otchlan przemocy, zniszczenia i
smierci, jakiej dotad nie znano.
Przestrzeganie prawa
6. Wojna ta, z jej okropnosciami i przerazajacym pogwalceniem godnosci
czlowieka, prowokowala do glebokiej odnowy miedzynarodowego porzadku
prawnego. Obrona i rozwoj pokoju zostaly umieszczone w centrum mocno
zaktualizowanego systemu normatywnego i instytucjonalnego. Aby czuwac nad
globalnym pokojem i bezpieczenstwem oraz wspierac wysilki podejmowane przez
panstwa dla zachowania i zapewnienia tych fundamentalnych dobr ludzkosci,
zostala powolana i ustanowiona specjalna organizacja - Organizacja Narodow
Zjednoczonych - z Rada Bezpieczenstwa wyposazona w szerokie mozliwosci
dzialania. Jako fundament tego systemu postawiono zakaz uciekania sie do
sily. Zakaz, ktory wedlug znanego VII rozdzialu Karty Narodow Zjednoczonych,
przewiduje jedynie dwa wyjatki. Pierwszym jest ten, ktory potwierdza
naturalne prawo do slusznej obrony, ktore moze byc zastosowane zgodnie z
przewidzianymi zasadami i pod auspicjami Organizacji Narodow Zjednoczonych:
co za tym idzie, rowniez w tradycyjnych granicach wyznaczonych przez zasady
koniecznosci i proporcjonalnosci.
Drugi wyjatek stanowi system bezpieczenstwa wspolnego, ktory wyznacza Radzie
Bezpieczenstwa kompetencje i odpowiedzialnosc w kwestii utrzymania pokoju, z
moca decyzji i szeroka, nieskrepowana wladza.
System opracowany wraz z Karta Narodow Zjednoczonych mial "uchronic przyszle
pokolenia od plagi wojny, jaka dwukrotnie na przestrzeni jednego zycia
ludzkiego byla powodem niewyrazalnych cierpien ludzkosci".[4] Jednakze w
nastepnych dziesiecioleciach podzial wspolnoty miedzynarodowej na opozycyjne
bloki, zimna wojna w jednej czesci ziemskiego globu, gwaltowne konflikty,
jakie wybuchly w innych regionach, sprowokowaly narastajace odchodzenie od
przewidywan i oczekiwan, jakie zywiono tuz po wojnie.
Nowe prawodawstwo miedzynarodowe
7. Trzeba jednak stwierdzic, ze Organizacja Narodow Zjednoczonych, choc z
ograniczeniami i opoznieniami spowodowanymi w duzej mierze zwlekaniem jej
czlonkow, w znaczacy sposob przyczynila sie do promocji poszanowania godnosci
ludzkiej, wolnosci narodow i potrzeby rozwoju, przygotowujac na plaszczyznie
kulturalnej i instytucjonalnej teren pod budowe pokoju.
Dzialania rzadow narodowych niech czerpia mocna zachete ze swiadomosci, ze
idealy Narodow Zjednoczonych szeroko sie rozprzestrzenily, w szczegolnosci
dzieki konkretnym gestom solidarnosci i pokoju ze strony wielu osob, ktore
dzialaja w Organizacjach Pozarzadowych i Ruchach na rzecz praw czlowieka.
Jest to znaczacy bodziec do reformy, ktora pozwolilaby Organizacji Narodow
Zjednoczonych skutecznie funkcjonowac i osiagnac statutowe cele, wciaz
aktualne: "ludzkosc, stojaca wobec nowego i trudniejszego etapu prawdziwego
rozwoju, potrzebuje dzisiaj wyzszego stopnia zorganizowania na plaszczyznie
miedzynarodowej".[5] Panstwa winny uwazac ten cel za jednoznaczny obowiazek
moralny i polityczny, ktory wymaga roztropnosci i zdecydowania. Ponawiam
zatem zyczenie, jakie sformulowalem w 1995 roku: "Organizacja Narodow
Zjednoczonych musi wznosic sie coraz wyzej ponad model bezdusznej instytucji
typu administracyjnego i stawac sie osrodkiem moralnym, w ktorym wszystkie
narody swiata beda sie czuly jak u siebie w domu, rozwijajac wspolna
swiadomosc tego, iz - by tak rzec - stanowia jedna erodzine narodowe".[6]
Zgubna plaga terroryzmu
8. Dzisiaj prawo miedzynarodowe z trudnoscia oferuje rozwiazania konfliktow
majacych swoje zrodlo w przemianach w fizjonomii wspolczesnego swiata. W
rzeczywistosci czesto glownymi postaciami takiej konfliktowosci nie sa
panstwa, ale twory pochodzace z rozpadu panstw czy zwiazane z roszczeniami
niepodleglosciowymi lub tez ze zbrojnymi organizacjami kryminalnymi. Porzadek
prawny ustalony przez pryncypia wypracowane na przestrzeni wiekow, aby
normowac relacje miedzy suwerennymi panstwami, staje przed trudnosciami w
zetknieciu z konfliktami, w ktorych biora udzial rowniez byty, ktorych nie
mozna odniesc do tradycyjnych ujec panstwowosci. Odnosi sie to w
szczegolnosci do grup terrorystycznych.
W ostatnich latach plaga terroryzmu stala sie bardziej zaciekla i spowodowala
okrutne masakry, ktore sprawily, ze droga dialogu i negocjacji jest jeszcze
bardziej uslana przeszkodami, ktore rozpalaja umysly i zaogniaja problemy,
szczegolnie na Bliskim Wschodzie.
Niemniej walka z terroryzmem, aby mogla byc zwycieska, nie moze wyczerpywac
sie jedynie w operacjach represyjnych i karzacych. Jest bowiem
najistotniejsze, aby nawet koniecznemu uciekaniu sie do sily towarzyszyla
odwazna i jasna analiza motywacji, z jakich rodza sie ataki terrorystyczne.
Walka z terroryzmem winna byc prowadzona przede wszystkim na poziomie
politycznym i pedagogicznym: z jednej strony usuwajac przyczyny, ktore rodza
sytuacje niesprawiedliwosci i z ktorych czesto wyplywaja decyzje o podjeciu
najbardziej desperackich i krwawych aktow; z drugiej, propagujac wychowanie
inspirowane szacunkiem dla zycia ludzkiego w kazdych okolicznosciach -
jednosc rodzaju ludzkiego prawdziwie jest rzeczywistoscia mocniejsza od
przypadkowych roznic, ktore dziela ludzi i narody. W koniecznej walce z
terroryzmem prawo miedzynarodowe staje dzis wobec zadania wypracowania
wlasciwych instrumentow prawnych, wyposazonych w skuteczne mechanizmy
zapobiegania, kontroli i karania przestepstw. W kazdym przypadku
demokratyczne rzady dobrze wiedza, ze uzycie sily przeciw terrorystom nie
moze usprawiedliwiac odejscia od zasad panstwa prawa. Decyzje polityczne,
ktore mialyby przyniesc sukces, nie biorac pod uwage podstawowych praw
ludzkich, bylyby nie do przyjecia, gdyz cel nie uswieca srodkow.
Wklad Kosciola
9. "Blogoslawieni, ktorzy wprowadzaja pokoj, albowiem oni beda nazwani synami
Bozymi" (Mt 5, 9). Jak te slowa, ktore zapraszaja do dzialania na
niezmierzonym polu pokoju, moglyby znalezc gleboki oddzwiek w ludzkim sercu,
jesli nie odpowiadalyby na pragnienie i nadzieje, ktore zyja w nas
niezniszczalne? Dla jakiego innego motywu wprowadzajacy pokoj mieliby byc
nazwani synami Bozymi, jesli nie dlatego, ze Bog ze swej natury jest Bogiem
pokoju? Wlasnie dlatego w przeslaniu zbawienia, jakie Kosciol rozglasza w
swiecie, sa elementy doktrynalne o fundamentalnym znaczeniu dla opracowywania
koniecznych pryncypiow pokojowego wspolistnienia narodow.
Historyczne dzieje ucza, ze budowanie pokoju nie moze sie dokonywac z
pominieciem poszanowania porzadku etycznego i prawnego, zgodnie z antycznym
powiedzeniem: Serva ordinem et ordo servabit te (zachowaj regule, a regula
zachowa ciebie). Prawodawstwo miedzynarodowe winno unikac sytuacji, w ktorych
przewazaloby prawo silniejszego. Jego zasadniczym celem jest zastapienie
"materialnej sily broni moralna sila prawa",[7] przewidujac wlasciwe sankcje
wobec tych, ktorzy nie przestrzegaja jego norm oraz proporcjonalne
odszkodowania dla ofiar. Powinno to dotyczyc takze tych rzadzacych, ktorzy
pod niedopuszczalnym pretekstem, ze chodzi o wewnetrzne sprawy panstwa,
bezkarnie naruszaja godnosc i prawa czlowieka.
Zwracajac sie w dniu 13 stycznia 1997 roku do Korpusu Dyplomatycznego
akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej, wskazywalem na prawo miedzynarodowe
jako na podstawowe narzedzie w staraniach o pokoj: "Przez dlugi czas prawo
miedzynarodowe bylo prawem wojny i pokoju. Uwazam, ze winno ono stawac sie
stopniowo wylacznie prawem pokoju, pojmowanego jako owoc sprawiedliwosci i
solidarnosci. W tym kontekscie moralnosc winna przyczyniac sie do rozwoju
prawa; moze nawet spelniac funkcje eprekursorae prawa, ukierunkowujac prawo
na to, co jest sprawiedliwe i sluszne".[8]
Na przestrzeni wiekow wklad doktrynalny, jaki wniosl Kosciol - w
szczegolnosci przez refleksje filozoficzna i teologiczna licznych myslicieli
chrzescijanskich - w ukierunkowanie prawa miedzynarodowego na dobro wspolne
calej rodziny ludzkiej, byl znaczacy. Zwlaszcza we wspolczesnej historii
Papieze nie ustawali w podkreslaniu wagi prawa miedzynarodowego jako rekojmi
pokoju, w przekonaniu, ze "owoc (...) sprawiedliwosci sieja w pokoju ci,
ktorzy zaprowadzaja pokoj" (Jb 3, 18). Na tej drodze Kosciol, przez sobie
wlasciwe srodki, podejmuje wysilki, kierujac sie swiatlem Ewangelii, z
niezastapiona pomoca modlitwy.
Cywilizacja milosci
10. Konczac te rozwazania, uwazam za konieczne przypomnienie, ze dla
ustanowienia prawdziwego pokoju na swiecie, sprawiedliwosc musi znalezc swe
dopelnienie w milosci. Oczywiscie, prawo jest pierwsza droga, jaka nalezy
podjac, aby osiagnac pokoj. Nie mozna jednak dotrzec do konca tej drogi,
jesli sprawiedliwosc nie bedzie uzupelniona miloscia. Czasami sprawiedliwosc
i milosc jawia sie jako sily przeciwstawne. W istocie nie stanowia nic innego
jak dwa oblicza tej samej rzeczywistosci, dwa wymiary ludzkiej egzystencji,
ktore powinny nawzajem sie uzupelniac. Potwierdza to doswiadczenie
historyczne. Pokazuje ono, ze sprawiedliwosc czesto nie potrafi wyzwolic sie
z uraz, z nienawisci, a nawet z okrucienstwa. Sama sprawiedliwosc nie
wystarczy. Moze nawet dojsc do swego zaprzeczenia, jezeli nie otworzy sie na
te glebsza moc, jaka jest milosc.
Oto dlaczego wielokrotnie przypominalem chrzescijanom i wszystkim ludziom
dobrej woli o koniecznosci przebaczenia, aby mozna bylo rozwiazac problemy
zarowno jednostek, jak i narodow. Nie ma pokoju bez przebaczenia! Rowniez
przy tej okazji powtarzam to, majac zwlaszcza przed oczyma kryzys, ktory
wciaz nie przestaje szerzyc sie w Palestynie i na Bliskim Wschodzie: nie uda
sie znalezc rozwiazania powaznych problemow, ktore od zbyt dlugiego juz czasu
przezywaja ludy tamtych regionow, dotad, dopoki nie bedzie decyzji, aby wyjsc
poza logike sprawiedliwosci i otworzyc sie rowniez na logike przebaczenia.
Chrzescijanin wie, ze milosc jest motywem, dla ktorego Bog wchodzi w relacje
z czlowiekiem. Takze milosci oczekuje On jako odpowiedzi czlowieka. Milosc
jest rowniez najwyzsza i najszlachetniejsza forma relacji pomiedzy
istnieniami ludzkimi. Niech wiec to milosc ozywia kazdy wymiar ludzkiego
zycia, rozszerzajac sie rowniez na porzadek miedzynarodowy. Jedynie ludzkosc,
posrod ktorej zapanuje "cywilizacja milosci", bedzie mogla cieszyc sie
prawdziwym i trwalym pokojem.
Na poczatku nowego roku pragne przypomniec kobietom i mezczyznom kazdego
jezyka, religii i kultury antyczna maksyme: Omnia vincit amor (milosc
wszystko zwycieza)! Tak, drodzy Bracia i Siostry w roznych czesciach swiata,
ostatecznie zwyciezy milosc! Oby wszyscy zaangazowali sie w dzielo
przyspieszenia tego zwyciestwa. To ono, w gruncie rzeczy, jest tesknota
kazdego ludzkiego serca.
Watykan, 8 grudnia 2003 roku.
[1] Insegnamenti, V (1967), 620.
[2] 1968: 1 stycznia: Miedzynarodowy Dzien Pokoju
1969: Promocja praw czlowieka droga do pokoju
1970: Wychowywac sie do pokoju poprzez pojednanie
1971: Kazdy czlowiek jest moim bratem
1972: Jesli chcesz pokoju, pracuj dla sprawiedliwosci
1973: Pokoj jest mozliwy
1974: Pokoj zalezy takze od ciebie
1975: Pojednanie droga do pokoju
1976: Prawdziwa bron pokoju
1977: Jesli pragniesz pokoju, bron zycia
1978: "Nie" przemocy, "Tak" pokojowi.
[3] Oto tematy kolejnych Swiatowych Dni Pokoju:
1979: Osiagniemy pokoj, wychowujac do pokoju
1980: Prawda sila pokoju
1981: Chcesz sluzyc sprawie pokoju - szanuj wolnosc
1982: Pokoj - dar Boga powierzony ludziom
1983: Dialog na rzecz pokoju wyzwaniem dla naszych czasow
1984: Pokoj rodzi sie z serca nowego
1985: Pokoj i mlodzi ida razem
1986: Pokoj jest wartoscia, ktora nie zna podzialow. Polnoc - Poludnie,
Wschod i Zachod: jest tylko jeden pokoj
1987: Rozwoj i solidarnosc: dwie drogi wiodace do pokoju
1988: Wolnosc religijna warunkiem pokojowego wspolzycia
1989: Poszanowanie mniejszosci warunkiem pokoju
1990: Pokoj z Bogiem Stworca - pokoj z calym stworzeniem
1991: Poszanowanie sumienia kazdego czlowieka warunkiem pokoju
1992: Wierzacy zjednoczeni w budowaniu pokoju
1993: Jesli pragniesz pokoju, wyjdz naprzeciw ubogim
1994: Rodzina zrodlem pokoju dla ludzkosci
1995: Kobieta wychowawczynia do zycia w pokoju
1996: Zapewnijmy dzieciom przyszlosc w pokoju!
1997: Przebacz, a zaznasz pokoju
1998: Sprawiedliwosc kazdego czlowieka zrodlem pokoju dla wszystkich
1999: Poszanowanie praw czlowieka warunkiem i zrodlem prawdziwego pokoju
2000: Na ziemi pokoj ludziom, ktorych Bog miluje!
2001: Dialog miedzy kulturami droga do cywilizacji milosci i pokoju
2002: Nie ma pokoju bez sprawiedliwosci, nie ma sprawiedliwosci bez
przebaczenia
2003: Encyklika ePacem in terrise nieustanne zobowiazanie.
[4] Preambula.
[5] JAN PAWEL II, Enc. Sollicitudo rei socialis, 43.
[6] JAN PAWEL II, Przemowienie do 50. Zgromadzenia Ogolnego Narodow
Zjednoczonych, Nowy Jork, 5 pazdziernika 1995 r., n. 14: Insegnamenti,
XVIII/2, 1995, s. 741.
[7] BENEDYKT XV, Apel do Przywodcow walczacych narodow, 1 sierpnia 1917 r.
[8] Insegnamenti, XX/1, s. 97.
http://www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=6327
============================================================================
Andrzej Kumor: Alez to byl rok!
============================================================================
Alez to byl rok! - Chcialoby sie wykrzyknac.
Zmienil sie premier federalny, zmienil sie premier Ontario, ba, nawet
burmistrz Toronto pozegnal sie ze stanowiskiem. W gabinety kanadyjskiej
polityki wdarli sie nowi ludzie.
Zreszta mocno szarpnelo nie tylko polityka. SARS, choroba szalonych krow,
niespotykane od dziesiecioleci pozary lasow w Kolumbii Brytyjskiej,
sierpniowy blackout w Ontario. Slowem, "jak nie urok, to sraczka"... Gdy
wydawalo sie, ze nic nie jest nas w stanie zaskoczyc i wyczerpalismy juz
przydzial klesk zywiolowych i ciosow losu, wowczas, to - na przyklad - gaslo
swiatlo.
Mimo tych wszystkich "patykow" wkladanych w szprychy kanadyjskiego roweru,
wyszlismy obronna reka. Kolysalo, kolysalo, ale nas nie pozrzucalo. Idzie
wiec nowe, nowy rok, na ktory, jak na kazdy, patrzymy z nadzieja. Czy bedzie
lepiej, czas pokaze, pewne jest natomiast to, ze swiat zmienia nam sie w
ekspresowym tempie, na naszych oczach nastepuja przeksztalcenia, o ktorych
pozniej uczyc beda na lekcjach historii.
Jednym z takich podstawowych procesow jest przepoczwarzenie sie Stanow
Zjednoczonych w imperium usilujace rozstawiac innych po katach we wszystkich
zakatkach globu. Od nowego premiera Kanady bedzie to wymagalo zrecznego
lawirowania dla zachowania (przynajmniej pozorow) niezaleznosci. Nie jest to
jedyne wyzwanie nowego rzadu federalnego. Kolejne wiaza sie ze sprawami
gospodarczymi, z faktem, ze coraz mniej produkujemy a coraz bardziej
konsumujemy na kredyt.
Rok 2004 to czas kolejnych wyborow federalnych. Jesli przez kilka
najblizszych miesiecy nowa Konserwatywna Partia Kanady nie pozbiera sie do
kupy i nie wyda charyzmatycznego lidera, liberalowie nie maja sie czego
obawiac. Na razie tarcia wewnetrzne - rzecz normalna - po scaleniu w jedno
dwoch zgola roznych partii, uniemozliwiaja wypracowanie atrakcyjnego programu
politycznego. Administracja federalna usiluje, odebrac wiatr z zagli nowej
partii, forsujac program reform parlamentarnych, od dawna postulowanych przez
prawa strone kanadyjskiej sceny politycznej. Aby konserwatysci mieli jakas
szanse, szeregowy wyborca musi odczuwac potrzebe zmian i reform. Na razie
potrzeba ta nie jest zbyt rozbudowana i w zupelnosci zaspokoi ja nowa
liberalna ekipa federalna.
Czego w 2004 roku mozna sie spodziewac po nowym premierze Ontario Daltonie
McGuintym? Z pewnoscia podwyzki podatkow. Przygotowaniu gruntu sluzyc ma juz
dzis straszenie deficytem i czarnowidztwo nowego ministra finansow. Nawet
jesli nie bedzie sie to nazywalo "podwyzka podatkow", bedzie to oznaczalo
zwiekszenie daniny na panstwo ("od drugiej strony" poprzez podnoszenie oplat
za uslugi panstwa, lub wprowadzenie oplat za rzeczy do tej pory "darmowe").
Niestety, nowa ontaryjska ekipa wywodzi sie ze szkoly traktujacej gospodarke,
jak gre zero-sumowa, czyli, aby jednym dac wiecej, innym trzeba wiecej
zabrac. W rzeczywistosci - jak udowodnilo to zycie na licznych przykladach -
zmniejszenie opodatkowania poprawia oplacalnosc i zacheca do
przedsiebiorczosci, paradoksalnie, nie trzeba wowczas wiecej zabierac, aby w
koszyku bylo wiecej do rozdawania. Ot, po prostu inna filozofia...
Czy zatem bedzie lepiej?
Wiara w lepsze jutro nikomu jeszcze nie zaszkodzila...
----
Rok 2003 uplynal w Polsce pod znakiem afer. Nie byle jakich. Nawet samo slowo
"afera" nie opisuje dokladnie rozkladu samego jadra panstwa, ktory ujawnil
sie w minionych miesiacach. Wyglada na to, ze zlodzieje nie bardzo maja juz
co krasc i zaczynaja skakac sobie do oczu. W srodowisku rzadzacej sitwy
nastepuje mniej lub bardziej sterowane pranie brudow. Konkurencyjne obozy
siegaja po "kwity", a daja do zrozumienia, ze je maja. srodowisko bylego
wywiadu i polskie chlopaki z KGB szczerza dzis kly nawet na bylych kolegow z
pezetpeerowskiego "cywila". Sukna do rwania coraz mniej, wiec i rosnie
nerwowosc.
U boku afery Rywina, pod koniec roku wyplynela sprawa Wieslawa Huszczy,
skarbnika komunistow, czlowieka zwiazanego z "wojskowka", czyli Wojskowymi
Sluzbami Informacyjnymi, umoczonego w niejeden czerwony przekret, a ostatnio
w afere jednorekich bandytow.
O tym, ze polskie interesy polityczne od zarania III RP zwiazane byly z
gospodarczymi przekretami, wiadomo bylo od dawna. Od samego poczatku ugody
komunistow z tzw. opozycja, dzialalnosc polityczna oraz codzienne wydatki
politykow finansowano z gangsterskich ruchow. Poniewaz w Polsce po 1989 roku
rzadzil jeden uklad - ten pookraglostolowy - jedna i druga strona "po
dzentelmensku" przymykala oczy na dzialania drugiej, w mysl zasady "kradnij i
pozwol krasc innym". Nie bylo opozycji, wiec nie bylo komu szachowac ukladu.
Jak to wdziecznie okreslil kiedys Bronislaw Wildstein, potraktowano panstwo,
jako lup.
Dzisiaj nikt nie chce byc rzuconym na pozarcie, dlatego Huszcza publicznie
puszcza oko, ze ma kwity na Kwasniewska i Kwasniewskiego, zas drugi oboz
otwarcie mowi o czekistowskim rodowodzie skarbnika, wskazujac, jak jego
interesy wija sie obok posowieckiej grupy biznesowej. Bardzo pouczajaca jest
tu lektura tekstu, ktory 27 grudnia ukazal sie w "Rzeczpospolitej", a oparty
zostal na obserwacji gosci wchodzacych i wychodzacych z imienin Wieslawa
Huszczy, ktore we wtorek, 9 grudnia odbyly sie w siedzibie jego firmy na
Szucha 8 w Warszawie (mieszczacej sie w eleganckiej kamienicy bedacej
wlasnoscia dzis Federacji Rosyjskiej).
Wszak "Czerwona pajeczyna" musi gdzies czasem wspolnie sie napic, a nie ma
lepszej okazji, niz imieniny jej bylego skarbnika, trzymajacego dzis w rece
informacje zdolne zniszczyc najwazniejszych ludzi w panstwie.
Nowa Polska od zarania istnienia jest piaskownica, zabaw wywiadow
rozgrywajacych interesy swych central przy uzyciu rodzimych "volksdeutschow".
Podobnie, jak w czasach PRL-u, owi renegaci zabezpieczaja wylacznie wlasne
interesy grupowe. Innych nie znaja. Dla nich "Polska", "niepodleglosc",
"narod", podobnie jak kiedys "komunizm", "partia", "socjalizm" to
propagandowe slogany. Czysta abstrakcja i fasada, pod ktora pulsuje prawdziwa
czerwona geba bylych towarzyszy.
(c) Andrzej Kumor, Kanada
http://kumor.net/
============================================================================
Ottawa Citizen: Techies on the edge
============================================================================
Ottawa Citizen: Techies on the edge
Techies on the edge
'We don't wear hard hats. We wear white collars. We're hurting badly and we
need your help.'
Juliet O'Neill
The Ottawa Citizen
December 12, 2003
Tom Skrzeszewski's dream came true when he moved to Ottawa to work as a chip
designer for Mosaid. A native of Poland, he resettled in the Netherlands,
then came here. His dilemma: move to Germany where there is a job
opportunity, or stay here until the tech sector revives. He doesn't want to
leave. He works for 'sweat equity' at a startup, but will run out of savings
within a year.
Kambiz Zamani once worked in the Nortel building shown behind him. Now he
attends social assistance and employment counselling services provided by the
city in the same building.
Robert Zgraggen spends two days a week job hunting. He was laid off from
Alcatel the day he returned from three months' parental leave. He is shown
with children, from left, Katie, Kaleb and Brooke.
The young daughter of a former Nortel manager pulls strings to land her
49-year-old dad a Christmas season retail job for $7.25 an hour. It's small
change for a man who used to pull down a six-figure salary. He hasn't told
his friends.
He's doing it to be among people, to lift his spirits after more than a year
of unsuccessful job searching outside the telecom industry, which he believes
will never fully recover.
Another former tech worker, Kam Zamani, 34, has changed his address and phone
number to escape harassment from debt collectors, which included a
threatening phone call at 4 a.m. He is $50,000 in debt, owing taxes on stock
options that became worthless with loans for collapsed investments in Nortel
and credit card arrears.
He lost everything: his job as a hardware engineer at Applied Micro Circuits
Corporation, his nice apartment, his Firebird, his savings, pension funds and
stocks. He used to support his parents. They're all on welfare now, living
together, barely covering their bills.
Mr. Zamani, like many other casualties of the burst technology bubble,
crosses the city by bus each week for a meeting with employment counsellor
Tanya Ewald.
Ms. Ewald's office is among the City of Ottawa's social assistance and
employment counselling services provided at an empty Nortel building in
Nepean.
"Symbolic, isn't it ?" she says. The city has leased the building with an
option to buy and is also leasing an empty JDS building to provide services
to some of the thousands of unemployed Ottawa residents -- many of them tech
sector workers -- whose severance and employment insurance benefits have run
out.
"Things are getting dire," Ms. Ewald says. She gives the examples of
increased requests for emergency financial services, and parents whose
children were temporarily taken away by the Children's Aid Society because
they were left unattended while the parents, no longer able to afford child
care, went out.
"People are buying groceries with Visa."
And many are getting groceries at Ottawa's food banks, sometimes unable to
get all they need at their area bank and going to another neighbourhood for
more. The Kanata Food Cupboard alone is helping more than 2,200 people now,
up from about 1,500 in 1999, before the technology sector collapsed.
"Our fundraising letter was written by a family where both parents in
high-tech lost their jobs," says Marianne Wilkinson, who chairs the Kanata
Food Cupboard. "They used to be one of our major contributors and shopped for
gifts every Christmas season for the food bank. Now they're using the food
bank." This family is typical.
Ms. Wilkinson, former mayor of Kanata and a Liberal candidate in the recent
Ontario election, has recently become involved in a grassroots effort by
unemployed information technology workers. They are trying to get politicians
at all levels of government focused on a deteriorating situation that has
been masked by improvements in other sectors of Ottawa's economy and by
reports that the IT sector is at the beginning of another upward cycle.
"They want to bring the three levels of government together to see what can
be done to bridge the gap between now and when they expect things to improve
in a year or two," Ms. Wilkinson said. "Because otherwise we'll lose these
workers and then we'll need them again."
"A few years ago," said Ms. Wilkinson, "we couldn't get them for love nor
money. We've found families, they're still maybe in their homes so people
don't know, but they've had to sell their car or a lot of other things. If
they've been laid off for two years, even with a good severance package and
some savings, they're now running out of money. People are already moving
away, but many would rather work here than move elsewhere."
The group estimates employment in the IT sector has declined by almost 18,000
jobs since early 2001, representing about 30 per cent of the technology
workforce. Some were absorbed by the federal government, but many are working
for free at startups and many have hit or are hitting rock bottom
financially.
"I am not in financial ruin yet," says Robert Zgraggen, a senior software
engineer laid off by Alcatel when he returned from three months' parental
leave. But he says his wife's nursing income is not enough to sustain the
family and they will have to consider giving up their house if he does not
get work soon. He is challenging his layoff as a labour law violation, and
spends two days a week job hunting.
Interviews by the Citizen with an array of unemployed technology sector
workers indicate deep, widespread frustration over hiring practices, a lack
of clear information about the future of the IT sector and the Kafkaesque
nature of federal programs meant to provide bridges for the unemployed, the
self-employed and small businesses. Many are working retail and do not want
to be identified for fear of jeopardizing their chances of getting a good
job.
Among the technology worker self-help groups leading the grassroots effort
are Cabin Global, Positive Works, Kanata Kareer Group, the Institute of
Electrical and Electronics Engineers and Ottawa Network. They hope to
galvanize city, provincial and federal politicians around a pledge to develop
a coherent plan to rebuild Ottawa as a thriving technology community and to
hold a public event in late January aimed at lifting morale.
They call themselves Let's Get Working. Sylvain Henry of Cabin Global says
the hunger for action struck him when he organized an event in October
designed to provide hope to people. He expected 40 to come; 400 showed up.
The city employment counsellor, Ms. Ewald, is as exasperated as her clients
and angry that immigrants are still arriving in Ottawa with IT degrees,
expecting a job, when thousands are already at wit's end. She fully supports
the grassroots effort to harness "political will" on behalf of technology
workers she describes as highly skilled, extremely dedicated and ready to
retrain if they only knew for what. "They're looking for some practicality
and some truth, not a make-work project."
Some of the unemployed whose severance and employment insurance benefits are
gone are working for free at startup companies. Others are barely surviving
in minimum-wage jobs, on welfare, dwindling savings, or charity from
sometimes elderly parents.
Almost everyone interviewed mentioned someone worse off than themselves,
including the story of one man who lost everything and lived in his car all
summer. One man told of marital strain, as his wife just cannot fathom why
her once highly successful husband can't find a good job; another was on
anti-depressants. Some people are still pretending to their friends that they
have work, even though they do not.
City Councillor Peggy Feltmate, also involved in the group, said she was
surprised to discover only two months ago that a man she knows has been
unemployed for a year.
"I think we are a caring community and part of the trouble is we haven't been
acknowledging the extent of the problem," Ms. Feltmate said. "There are many
people in Ottawa that live on the edge all of the time, all of their life,
through an illness, through a divorce, through the death of a partner. But
folks with the kind of education and the kind of work history that we're
talking about in high tech haven't been prepared. Always before, if they lost
a job there's been another job to go to or they've been able to leave a job
and go to a higher-paying job or new projects."
These are some of the common themes that emerged from discussions with the
out-of-work techies:
Into the black hole: The despair of job search after job search in which
resumes, even highly polished and well-targeted ones, go into a black hole,
buried among hundreds or thousands of other applications, few, if any of
which get the courtesy of a reply.
There are so many unemployed that a single job opening will be "carpet
bombed" with resumes and workers will stand in line for hours for a few
minutes with a recruiter who may never get back to them. Employers can cherry
pick. Even knowing someone "on the inside," or constant networking, as many
do, is far from a guarantee of a job interview.
Some question why the federal government, which has been hiring IT workers,
requires bilingualism for so many technical jobs. So many government
applications are received, says employment counsellor Barb Booth of Career
Station, which provides free or low-cost employment counselling, that people
who don't check off "Canadian citizenship" are immediately set aside. She
said many Canadians don't realize they should check the box; they think it's
for immigrants and leave the box empty.
Many job openings are said to be false, attempts by companies that have
already selected an internal candidate to collect resumes for the future or
by human resource agencies to "harvest" a database of workers so they can
sell their services. Applicants wind up on a sickening roller-coaster of
false hope, never knowing whether their resume was ever received, let alone
considered. They never find out why they didn't get the job or if the job
even really existed.
Jeanne Gillanders, a telecom product manager laid off by Nortel in May 2001,
does not torture herself by blanketing the city with her resume. "I try and
target my resume to areas I can fit into," she said. The competition is
stiff.
Unfortunately, she said, her 20 years of expertise is in telecom, not IT.
"Often people think telecom is the same as IT. While the two are
interrelated, not everyone that worked in telecom can readily port their
skills sets to the IT world."
Telecom skills, which focus on designing equipment for telephone and computer
data networks, are not useful for the vast majority of IT jobs, which involve
installing and maintaining computer hardware and software, ranging from PCs
to mainframes and websites to inventory control systems. Many of the
unemployed technology people in Ottawa are telecom experts because this was
Nortel's specialty and the area high-tech scene was developed by ex-Nortel
employees.
Information underload: A lack of clear, trustworthy information about the
future of the IT sector in Ottawa, so that individuals and families can
decide whether to hang in at all costs, to downsize temporarily or for good,
to move away, to retrain within the sector or change occupations.
"There is no crystal ball," says employment counsellor Ms. Ewald. But the
grassroots people believe such government agencies as Statistics Canada,
Industry Canada and Human Resources Development Canada should be able to
combine forces and provide clear information on trends and the skill sets
that are going to be required in the workplace of the future.
Two months ago, the federal government announced a $1.1-million expenditure
for the development and dissemination of IT industry labour market
information by the Software Human Resources Council. Council president Paul
Swinwood said it's a national study and one-tenth done. Asked how workers can
find out what they should be upgrading their education and skills for, Mr.
Swinwood replied: "Let me get Swami here to pull his crystal ball out, OK?
That is the challenge. Nobody has a crystal ball that says this is what the
next hot technology is going to be.
"When you hear the complaints from these people as to whether they should
hang in or not, the question is whether or not the employment they had
previously is exactly going to come back," he said. "And my answer to that
is: not likely."
He said Ottawa will never have massive numbers of technology manufacturing
jobs again, only small numbers to build prototypes. He said there will be a
huge demand over the next five to seven years for technology experts with
marketing skills. He said Canada could develop a niche in technology project
managers for the rest of the world. And he said the major employment that is
going to emerge will be in the application of information technology, rather
than the development of it.
"I would say we have 3,000 to 5,000 people in Ottawa who are currently
underemployed who could step up when the demand comes back for that," Mr.
Swinwood said. But exactly which kind of tech workers will be in demand is
unknown. "If I knew what's going to be the next Microsoft, I would
immediately go and buy a whole bunch of shares in it and use that as my
pension plan."
Ms. Feltmate, who met many unemployed men at home during the day when she
campaigned in the recent municipal election, says a key issue is a lack of
solid information about the future and how to prepare for it.
Hog-tied by red tape: Confusion, limitations, rigid rules and red tape in
federal HRDC programs established to encourage self employment and finance
retraining. Even Ms. Ewald shakes her head over the HRDC programs.
Paul Bennett, an unemployed technology worker who is involved in the
grassroots group, told a gathering in October information about government
programs should be centralized and programs made more flexible, if need be.
"If we were fishermen whose seas had been overfished, there would be a
program to help us," Mr. Bennett said. "If we were miners whose town was
about to close because the ore had been exhausted, we would be helped. If we
were cattlemen whose markets had evaporated overnight because of disease
found in a single animal, we would be helped.
"Well, ladies and gentlemen of politics, we don't wear fishing gear and
rubber boots, we don't wear hard hats with lights on them and we don't wear
Stetsons and ride horses. We look like you. We wear white collars. But we're
still here, and even though we still look like you, we're hurting badly and
we need your help."
In brainstorming sessions, the grassroots group has come up with such
proposals as: a concerted effort, led by the City of Ottawa, to promote the
city as a hotbed of talent; having the provincial government provide
rent-free empty buildings for "incubators" where groups of tech workers could
pursue projects; securing marketing assistance from the federal government
for startups that have a product but no sales resources; wage subsidies for
startup employees; a federal-provincial retraining program; and books and
software, purchased at volume discounts by government, to help individuals
expand skills.
Josh Korn, a key figure in the group who has been working for "sweat equity"
at a startup company, says many unemployed have come to feel dispossessed. He
believes that if a single voice, uniting industry, employees and politicians,
is brought to bear on the situation, the technology community can be
reignited.
"My traditional way of doing things is to find not just a breath of life, but
a breath of fire."
Despite his recent troubles, Kam Zamani, the chip designer with the massive
debt, wants to stay in the technology sector. He spends all day applying
online for jobs in Canada and the United States. For months, he says, he was
angry at his tech friends who were still employed for not getting him a job
in their companies.
"But they all got laid off one by one. You think nobody wants to help you.
The reality is they can't."
© The Ottawa Citizen 2003
############################################################################
Odszedl na wieczna wachte - kontradmiral Romuald Nalecz-Tyminski
############################################################################
Polska/Kanada: Najstarszy polski marynarz odszedl na wieczna wachte
We wtorek, 30 grudnia, w Kanadzie, w wieku 98 lat, odszedl na wieczna wachte
najstarszy polski marynarz kontradmiral Romuald Nalecz-TYMINSKI - czytamy w
komunikacie Biura Prasowego Marynarki Wojennej.
Byl jednym z najwybitniejszych dowodcow polskich okretow II wojny swiatowej.
Uczestniczyl w kampanii norweskiej, oslanial konwoje alianckie oraz operacje
desantowe w Sycylii, Salerno i Normandii. Uroczystosci pogrzebowe odbeda sie
w Kanadzie. Zgodnie z ostatnia wola Zmarlego jego prochy zostana zlozone w
Polsce, na cmentarzu Marynarki Wojennej w Gdyni.
Romuald Nalecz-Tyminski urodzil sie 13 listopada 1905 roku w Szenderowie na
Podolu. W 1924 roku, wstapil do Unitarnej Szkoly Podchorazych w Warszawie.
Rok pozniej przeszedl do Oficerskiej Szkoly Marynarki Wojennej w Toruniu,
ktora ukonczyl z druga lokata. Stopien podporucznika marynarki otrzymal 15
sierpnia 1928 roku. W latach 1932-1936 kontradmiral Nalecz-Tyminski byl
popularyzatorem sportu, sedzia i trenerem. Kierowal marynarskim sportem i sam
aktywnie w nim uczestniczyl. Czynnie uprawial piecioboj nowoczesny,
lekkoatletyke, strzelectwo, plywanie, szermierke i zeglarstwo. Sluzbe
zawodowa rozpoczal w dywizjonie cwiczebnym na pokladzie kanonierki "General
Haller", jako oficer flagowy dowodcy dywizjonu kmdr. ppor. Adama Mohuczego.
Byl oficerem wachtowym na ORP "Czajka" i ORP "Mewa". Od 27 maja 1937 roku
przez trzynascie miesiecy byl zastepca dowodcy na ORP "Wilia". Nastepnie
dowodzil ORP "Smok" i Oddzialem Minowym Marynarki Wojennej. Przed wybuchem
wojny byl zastepca dowodcy ORP "Iskra".
2 wrzesnia 1939 roku wraz z podchorazymi przyplynal do Casablanki. 13
wrzesnia kierowal ratowaniem zalogi po eksplozji francuskiego krazownika
minowego "Pluton". Pozniej zajmowal sie ewakuacja lotnikow z Casablanki,
Pireusu, Landerneau pod Brestem. Od listopada do konca 1939 roku w obozie
przejsciowym Coëtquidan dowodzil kompania rekrucka marynarzy. Od polowy marca
do polowy lipca 1940 roku jako zastepca dowodcy niszczyciela ORP "Blyskawica"
uczestniczyl w kampanii norweskiej i ewakuacji rozbitych wojsk pod Dunkierka.
Pierwszym okretem, ktorym dowodzil w czasie II wojny swiatowej byl francuski
"Pomerol", ktory plywal takze pod polska bandera. Od wrzesnia 1941 roku do
konca lutego 1942 roku uczestniczyl w konwojach atlantyckich.
24 lutego 1942 roku wyznaczono go na dowodce HMS "Bedale", (pozniejszy ORP
"Slazak"). Zostal pierwszym dowodca okretu, oslanial na nim desant pod Dieppe
(17-19 sierpnia 1942 r.), za co otrzymal elitarny brytyjski order
Distinguished Service Cross.
Od konca pazdziernika 1942 roku do kwietnia 1943 roku sluzyl na ladzie. Byl
pierwszym oficerem sztabu w Komendzie Morskiej "Poludnie". Od 18 kwietnia
1943 roku ponownie dowodzil ORP "Slazak". Tym razem bral udzial w konwojach
gibraltarskich, oslanial desant na Sycylie, eskortowal okret liniowy HMS
"Warspite", ladowanie aliantow w Salerno i w Normandii.
13 wrzesnia 1944 roku zostal kierownikiem Referatu Wychowawczo-Oswiatowego w
Kierownictwie Marynarki Wojennej.
30 czerwca 1945 rozpoczal staz na ORP "Conrad", a 10 lipca objal dowodzenie
tym okretem. Dowodzil nim do dnia opuszczenia polskiej bandery, tj. do 28
wrzesnia 1946 roku. Kontradmiral Romuald Nalecz-Tyminski byl uhonorowany
najwyzszymi odznaczeniami - orderem wojennym Virtuti Militari, Krzyzem
Walecznych z dwoma okuciami, Medalem Morskim z dwoma okuciami oraz brytyjskim
Distinguished Service Cross.
Po wojnie pozostal na emigracji i zamieszkal w Kanadzie. W czerwcu 2003 roku
po raz ostatni odwiedzil Marynarke Wojenna podczas III Swiatowego Zjazdu
Marynarzy Polskich.
6 stycznia, 2004 roku, w Swieto Trzech Kroli, w Kosciele MW w Gdyni Oksywiu,
kapelani Marynarki Wojennej odprawia nabozenstwo w intencji kontradmirala
Romualda Nalecza-Tyminskiego.
kpt. mar. Bartosz Zajda,
Biuro Prasowe Marynarki Wojennej, Gdynia,
31 grudnia 2003 r.
http://polonia.pap.pl
============================================================================
Rzeczpospolita: Oddaj pan dzialke
============================================================================
Do kogo nalezy ziemia - do rolnika, ktory ja legalnie nabyl, czy do Agencji,
ktora ja sprzedala, a teraz chce uniewaznic przetarg
Oddaj pan dzialke
Pawel Jarosz kupil od opolskiego oddzialu Agencji Wlasnosci Rolnej Skarbu
Panstwa kawalek ziemi, z ktorym chcial zwiazac swoje zycie. Po kilku
tygodniach Agencja uznala, ze w wyniku pomylki sprzedala dzialke za tanio.
Sad przyznal jej racje. Ale Jarosz nie zamierza rezygnowac.
W listopadzie 2002 roku Administracja Mienia Niezagospodarowanego AWRSP w
Opolu oglosila przetarg nieograniczony na dzialke rolna w malej wsi Sciborz.
Jej cene wywolawcza ustalono na 6400 zlotych. Wsrod zainteresowanych oferta
znalazl sie 25-letni rolnik Pawel Jarosz, ktory po pobycie na "saksach" w
krajach Unii Europejskiej postanowil zaoszczedzone pieniadze zainwestowac we
wlasna szkolke roslin ozdobnych. - Dla mnie ta dzialka byla jak marzenie.
Blisko domu przyszlego tescia i niecaly hektar w jednym kawalku. To wazne, bo
w okolicy praktycznie nie ma obrotu ziemia. Ci, co ja maja, mysla raczej o
kupnie dodatkowych hektarow - tlumaczy.
5 grudnia 2002 roku do przetargu stanely trzy osoby. Najwiecej, bo jedenascie
tysiecy zaoferowal Jarosz, co w odpowiednim protokole odnotowali czlonkowie
trzyosobowej komisji Agencji. Kilka dni pozniej szczesliwy nabywca wplacil na
konto AWRSP wylicytowana przez siebie kwote i z dowodem wplaty stawil sie u
notariusza. Ten, na podstawie dokumentow Agencji i w obecnosci stron spisal
akt notarialny, zgodnie z ktorym Pawel Jarosz stal sie prawowitym posiadaczem
dzialki w Sciborzu. Ostatnim punktem formalnosci bylo ujawnienie nowego
wlasciciela w ksiegach wieczystych, co tez uczynil nyski Sad Rejonowy w
ostatnim dniu roku, dajac zainteresowanym prawo do zlozenia apelacji w ciagu
czternastu dniu. Apelacji nie bylo, wiec Jarosz mogl sie czuc pelnoprawnym
wlascicielem kawalka gruntu, ktory w przyszlosci mial dac utrzymanie jemu i
jego rodzinie. - Bylem naprawde zadowolony. Co prawda na polu bylo jeszcze
zboze zasiane przez poprzedniego dzierzawce, ktore mial prawo zebrac, ale po
zniwach moglem zaczac wprowadzac swoje plany. Przynajmniej tak mi sie
wydawalo - wspomina rolnik.
Niespodzianka
Pierwszym zwiastunem czekajacych Jarosza problemow byla rozmowa z szefem
komisji przetargowej Kazimierzem Gorskim, do ktorej doszlo na poczatku 2003
roku. - Pan Gorski powiedzial mi, ze jego pracownicy pomylili sie przy
wypisywaniu dokumentow, a wartosc dzialki zanizyli dziesieciokrotnie.
Zaproponowal mi, zebym wplacil dodatkowe kilkadziesiat tysiecy, bo inaczej
moge wszystko stracic - twierdzi Jarosz.
Sam Gorski nie zaprzecza tej wersji wydarzen. - Doszlo do fatalnej pomylki.
Ktos popelnil "czeski blad" przy wpisywaniu ceny do dokumentow i dzialka
poszla za tanio. Ale chlopak powinien sam sie domyslic, ze cos nie gra i nie
wchodzic w ten interes - uwaza Gorski.
Nieco inaczej na sprawe patrzy Jarosz. Podkresla, ze dzialki nie kupil na
targu, a od panstwowej Agencji w jawnym przetargu. Nie byl tez jedynym
oferentem, a skoro dal najwyzsza cene, to odzwierciedlala ona rzeczywista
wartosc rynkowa gruntu. - Agencja sprzedala mi dzialke. Zaplacilem co do
grosza. Dokumenty podpisalismy u notariusza, a do ksiegi wpisal mnie sad. Za
grunty place podatki. Jezeli te instytucje nic nie znacza, a Agencja moze
zmieniac warunki sprzedazy, kiedy chce, to pytam, czy zyjemy w panstwie
prawa, czy urzedniczych machinacji? - irytuje sie Jarosz.
W kwietniu, czyli cztery miesiace od prawomocnego wpisania praw Jarosza do
ksiegi wieczystej, Agencja kieruje do sadu pozew z zadaniem uniewaznienia
umowy. Podkresla w nim, ze byla ona wynikiem bledu pracownikow, ktorzy z
nieznanych powodow zanizyli jej wartosc wbrew ustaleniom rzeczoznawcy
majatkowego, zgodnie z ktorym na dzialce w przyszlosci moglo dzialac
gospodarstwo agroturystyczne. - Nagle dowiedzialem sie, ze kupilem nie
kawalek gruntu rolnego, a dzialke budowlana. Na dodatek uzbrojona, bo idzie
nad nia linia wysokiego napiecia. Jeszcze pare miesiecy i okazaloby sie, ze
planowano na niej budowe supernowoczesnego hotelu - ironizuje Jarosz.
Sad pierwszej instancji nie wykazal jednak zrozumienia dla argumentow
rolnika. W wydanym 25 czerwca 2003 roku wyroku uznal umowe pomiedzy Jaroszem
a Agencja za niewazna, gdyz sporzadzona przez pracownikow AWRSP dokumentacja
zawierala szereg bledow. Co wiecej, sad zauwazyl, ze Pawel Jarosz mimo
mlodego wieku ma doswiadczenie m.in. z pracy w wysoko rozwinietych krajach UE
i nalezy domniemywac, iz zdawal sobie sprawe z podejrzanie niskiej ceny
zakupionego gruntu.
Chlop Agencji nie przepusci
- Czytajac takie uzasadnienie malo mnie krew nie zalala. Czy mialem na
zakonczenie przetargu krzyczec - dalem za malo, wezcie jeszcze wiecej? A moze
powinienem robic sledztwo na temat rzetelnosci pracy w Agencji, u notariusza
i w sadzie. W koncu kazdy z nich ogladal dokumenty - podkresla Jarosz i
sklada apelacje do sadu w Opolu. Ten, pod koniec wrzesnia podtrzymuje wyrok
sadu pierwszej instancji, uznajac tym samym przyjete przez Sad Rejonowy w
Nysie uzasadnienie. Mimo niekorzystnych wyrokow Jarosz nie rezygnuje z walki
o dzialke. Jego adwokat zlozyl juz wniosek o rewizje nadzwyczajna do Sadu
Najwyzszego i prosbe o pomoc rzecznika praw obywatelskich. - Nie odpuszcze
ani kawalka ziemi. To nie ja mam balagan i nie ja na narobilem tego
galimatiasu. Jezeli Agencja ma do kogos pretensje i chce wyrownania szkod,
niech zwroci sie do tych, ktorzy zawinili. Moja jedyna wina polega na tym, ze
uwierzylem w autorytet panstwa, notariusza i sadu. Widac jednak, ze w Polsce
szary obywatel nadal jest tylko pionkiem, ktory musi dopasowywac sie do
aparatu, na ktory ciagle kaza mu placic - utyskuje Jarosz.
W Agencji Nieruchomosci Rolnych, bedacej nastepca AWRSP, sprawa Jarosza jest
doskonale znana. - Nie kryjemy, ze popelnilismy blad. Winni pracownicy
odeszli badz odejda od nas w najblizszym czasie. Nie zmienia to faktu, ze ta
ziemia musi wrocic do nas - uwaza zastepca dyrektora ANR w Opolu Mieczyslaw
Strzelecki. Problem jednak w tym, ze do tej pory Agencja nie oddala Jaroszowi
wplaconych przez niego pieniedzy. Nikt tez z Agencji do tej pory nie doszedl
do wniosku, ze warto rolnika oficjalnie przeprosic. Nic wiec dziwnego, ze
Jarosz nadal traktuje dzialke w Sciborzu jako swoja wlasnosc. - Niedlugo
wiosna. To dobry czas dla ogrodu. A sadyÉ Jezeli nie pomoze Sad Najwyzszy, to
poskarze sie do Strasburga - zapowiada.
Marek Szczepanik
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_031222/kraj/kraj_a_11.html
============================================================================
Nowy Dziennik: Polak z Nowego Jorku pobity przez polska policje
============================================================================
Pruszkow to nie Ameryka 2003-12-27 (00:59) Nowy Dziennik
Polak z Nowego Jorku pobity przez polska policje
52-letni Miroslaw Czernik, ktory od 16 lat mieszka w Nowym Jorku, w
listopadzie zostal bestialsko pobity przez policjantow podczas odwiedzin w
Pruszkowie. Furie "mundurowych" wywolal amerykanski paszport polskiego
imigranta.
Policjanci weszli do mieszkania Czernika, poniewaz ktos zadzwonil na
posterunek ze skarga na halasy dochodzace z klatki schodowej, na ktorej
znajduje sie jego mieszkanie. "To Polska, a nie jakas Ameryka!" krzyknal
jeden z policjantow na widok amerykanskiego paszportu, ktory Czernik pokazal
w czasie ich najscia 16 listopada br. na jego mieszkanie w Pruszkowie. Wyrwal
mu go z reki i rzucil na podloge. "D... mozesz sobie tym podetrzec"
powiedzial, po czym skul go w kajdanki i pobil.
"Nizszy policjant zaczal mnie okladac piesciami, najpierw bil w brzuch, potem
w splot sloneczny, upadlem, zaczalem plakac" mowi "Nowemu Dziennikowi" po
powrocie do Nowego Jorku Miroslaw Czernik. W trakcie bicia go jego brat
Marek, ktory tez byl wtedy w mieszkaniu, zapytal policjantow o powod takiego
traktowania. Dostal piescia w twarz.
Po pobiciu policjanci zabrali Czernika na komende powiatowa, a po sprawdzeniu
zawartosci alkoholu we krwi (alkomat wykazal 0,7 promila) wypuscili na
wolnosc. W wyniku pobicia Polak stracil sluch w prawym uchu.
Czernik zlozyl zazalenie na policjantow w komendzie w Pruszkowie i wniesie
pozew do sadu. Prawnik, ktory chcialby zajac sie sprawa, ocenil jej koszty na
30 tys. zlotych. "Ja tego tak nie zostawie" mowi Czernik "Nowemu
Dziennikowi" kilka tygodni po wydarzeniach w Pruszkowie.
http://www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?tekstID=6285
============================================================================
Polityka: felieton swiateczny Ludwika Stommy
============================================================================
[Felieton Ludwika Stommy ze swiatecznej "Polityki"]
Basia dostala paszport tymczasowy i wszelkie pierwsze gwiazdki na niebie
zdaja sie wskazywac, ze za odpowiednia ilosc dlugich miesiecy dostanie tez
dziesiecioletni. Powinienem wiec juz siedziec cicho i sluchac, co ciekawego
powiedza wol i osiol o polnocy. Jesli tego nie zrobie, to z wigilijnych
wlasnie powodow.
Jest w Polsce taki ladny zwyczaj, ze przed karpiem, przy stole, zostawia sie
jedno wolne krzeslo dla "zagorskich panow". Otoz w tym roku wiele takich
krzesel pozostanie w Rzeczypospolitej niezajetych. A to z racji nieustajacej
i radosnej gorliwosci naszych sluzb zagranicznych.
Zaczne od opowiesci, ktora sam uznalbym za nieprawdopodobna, gdyby, niestety,
nie byla prawdziwa. Oto pan Rafal Weiss z Brisbane w Australii dostal
wiadomosc o agonalnym stanie swojej mieszkajacej w Wielkopolsce matki. W
konsulacie RP wbito mu wize do australijskiego paszportu i w pare dni pozniej
wyladowal na Okeciu. W miedzyczasie stan zdrowia matki pana Weissa nieco sie
poprawil, nie na tyle jednak, by nie wymagala obecnosci syna. Ow udal sie
wiec do odpowiedniego urzedu, zeby troche przedluzyc wize. Mozna sobie
wyobrazic jego zdumienie, gdy oswiadczono mu, iz bedac obywatelem polskim nie
ma prawa poslugiwac sie paszportem australijskim, w zwiazku z czym... nie
opusci Rzeczypospolitej, dopoki nie wyrobi sobie uprawniajacego do
przekroczenia granicy dokumentu polskiego, co wymaga oczywiscie zebrania
odpowiednich papierow i odczekania pozniej paru miesiecy.
Nietrudno zrozumiec, ze takowe rozwiazanie oznaczaloby dla pana Weissa utrate
pracy w Brisbane, wszelkiego rodzaju klopoty rodzinne; jednym slowem
katastrofe zyciowa. Na nic jednak prosby i grozby. Urzedy pozostaly
niewzruszone. Sprawe w tym jednym, szczegolowym przypadku dalo sie
ostatecznie zalatwic jedynie dzieki rozpaczliwym interwencjom
przewodniczacego Rady Naczelnej Polonii Australijskiej Janusza Rygielskiego
na najwyzszych warszawskich szczeblach ministerialnych, u marszalka Longina
Pastusiaka i samego prezydenta RP. Nie zmienilo to jednak w niczym reguly.
A jakaz jest ona?
Oto niedawno wprowadzone lub zmodyfikowane ustawy nakazuja obywatelom polskim
wjazd i wyjazd z kraju wylacznie na polskim paszporcie. Ponadto wizy polskie
do obcych paszportow moga byc wydawane tylko i wylacznie cudzoziemcom, a wiec
osobom nieposiadajacym obywatelstwa polskiego. Jak na razie brzmi to wszystko
zupelnie logicznie. Ktoz jest jednak obywatelem polskim? Takze osoba urodzona
poza Polska, majaca jednak chocby jednego rodzica lub prarodzica (dziadka,
babke) obywatelstwa polskiego. Przelozmy to teraz na jezyk konkretow. Oto
mlody obywatel Urugwaju, Australii czy Republiki Poludniowej Afryki, majacy
dziadka od Andersa, chce odwiedzic kraj przodkow. Zglaszajac sie do polskiej
placowki konsularnej ma dwa wyjscia: albo zataic swoje polskie pochodzenie,
co jest oszustwem i moze pociagnac za soba konsekwencje prawne, albo wyrobic
sobie (niektorzy z tych petentow nie rozumieja juz nawet mowy wieszczow) nowy
paszport polski.
To, ze wyrabianie paszportu przez konsulat trwa pol roku, nie byloby nawet
najwiekszym problemem. Przedtem jednak skazany na polskosc nieszczesnik musi
zlozyc odpowiednia ilosc papierow, ktorych odnalezienie i sprowadzenie z
kraju graniczy dlan z niemozliwoscia. Decyduje sie wiec w rozpaczy (tak
bardzo chcialby zobaczyc ojczyzne, w ktorej nigdy nie byl) na wariant
zrzeczenia sie obywatelstwa. Toz kto nie-Polak moze do Polski i po Polsce
jezdzic do woli.
O slodki paradoksie polskich przepisow, ktore sklaniaja do wyrzekania sie
Polski (sluze licznymi przykladami)! Nie wie, niestety, zdesperowany, ze jest
to tylko inna droga przez meke. Juz tylko taki drobny szczegol, o ktorym
pisal do ministra Cimoszewicza Bolko J. Skowron z Cheraw (USA): "Pierwszym
dokumentem, ktory nalezy dolaczyc do wniosku o zrzeczenie, jest wazny
dokument stwierdzajacy polskie obywatelstwo wnioskodawcy". Z kolei "jednym z
dokumentow podczas starania sie o dowod tozsamosci jest przedstawienie
waznego zameldowania w Polsce, podczas gdy jednym z podstawowych dokumentow
niezbednych dla zrzeczenia sie obywatelstwa jest przedstawienie zaswiadczenia
o wymeldowaniu sie z Polski". Specjalnosc naszych urzedow: abstrakcyjne
poczucie humoru. Czym sie rozni wrobelek? - Tym, ze ma jedna nozke bardziej
niz druga.
Ktos by pomyslal, ze to juz pointa? A skadze! W tym samym czasie, w ktorym
konsulat polski w Australii nie wbija Polakom wiz do ich australijskich
paszportow (po sprawie Weissa juz i dzuma w rodzinie nie pomoze), konsulat w
Kanadzie Polakom z kanadyjskimi paszportami wiz jak najzyczliwiej udziela.
Komentuje to marszalek Pastusiak: "Oczywiscie prawo powinno znaczyc prawo,
ale niestety czesto mamy do czynienia z subiektywna ocena prawa przez
przedstawicieli wladz konsularnych".
No i co? No i nic! -jak spiewa Kuba Sienkiewicz. Dlaczego zreszta konsul ma
miec mniejszy talent artystyczny od swoich przelozonych w ministerstwie,
ktorzy wykoncypowali np. cene za wize przekraczajaca w Kazachstanie wysokosc
dwumiesiecznych przecietnych zarobkow; natomiast plaszczac sie sluzalczo
zniesli wizy do Polski dla obywateli USA, podczas gdy Polak chcacy jechac do
Amery ki musi slono placic za sama promese wizy bez zadnej gwarancji jej
uzyskania i jeszcze poddawac sie upokarzajacemu przesluchaniu przez fagasa z
jankeskiego konsulatu.
Dosyc. Dla rozweselenia historyjka odnotowana przez Roberta Jaworskiego,
redaktora polonijnego pisma z Sydney: Przychodzi Polka do konsulatu zalatwic
sprawy paszportowe. Zdjecia oczywiscie nieodpowiednie. Trudno, zrobi sie
nowe.
Idzie do pobliskiego fotografa: - Prosze mi zrobic portretowe z widocznym
lewym uchem. - Pani Polka? - A skad pan wie? - Bo tylko Polacy maja taki
dziwny kult lewego ucha. Czy to jakas tradycja narodowa?...
Tyle razy fotografowalismy obowiazkowe "lewe ucho, prawe oko", ze zgola
przestalismy zauwazac surrealistyczny debilizm tego zarzadzenia.
Najserdeczniej dziekuje Robertowi Jaworskiemu za odswiezenie zamulonej juz,
jak widac, percepcji.
A jednak Wigilia stwarza szanse. Niepowtarzalna. Nie chodzi niestety o
"zagorskich panow". Tych nasi tepi biurokraci wykluczyli skutecznie ze
swiatecznej wieczerzy. Jak sie juz jednak wspomnialo, w noc te, cudowi zjaw
pelna, rowniez zwierzeta okolo polnocy mowa ludzka przemawiaja. I do tego,
jak porecza Benedykt Chmielowski, mowa nasza rodzinna. Nie trzeba znac
jezykow obcych!
Niechaj wiec urzednicy w naszych ministerstwach sprowadza sobie na ten swiety
czas do gabinetow jakiegos czworonoga. Osiol wystarczy. Niech go wysluchaja i
zastosuja sie do rad. To rozsadne zwierze. W kazdym razie rozsadniejsze.
Zreszta gorzej byc nie moze, wiec na pewno bedzie lepiej.
Wszystkiego najlepszego!
Ludwik Stomma
---------------------------
Ponizej fragment wczesniejszego listu Stommy do ministra Cimoszewicza.
Caly tekst listu na internet pod:
http://polityka.onet.pl/162,1136564,1,0,2422-2003-41,artykul.html
---
Do Pana Ministra Wlodzimierza Cimoszewicza
Szanowny Panie Ministrze
....
Oto Basia postanowila przedluzyc paszport. W paszporcie wydanym przez
konsulat polski w Paryzu w roku panskim 1993 widnieje jak byk: Barbara
Stomma urodzona w Jasle 31.10. ... Panie Ministrze, nie uzylem w tym
felietonie brzydkich slow typu "zbalwanienie do kwadratu" czy "lekcewazenie
obywateli". Przy calym szacunku dla Niego pozwole sobie jednak uwazac, ze
Jego nowe przepisy maja pewne znamiona bezdusznosci lub niedotlenienia
odpowiednich komorek. I nie jest to felieton interwencyjny. Pol roku to
grubo ponad 17 500 kwadransow. 17 500 razy wiecej czasu zmarnowanego na
uzeraniu sie z biurokracja.
...
http://polityka.onet.pl/162,1136564,1,0,2422-2003-41,artykul.html
============================================================================
PAP: Noworoczne oredzie prezydenta RP Aleksandra Kwasniewskiego
============================================================================
Prezydent Aleksander Kwasniewski w oredziu noworocznym zyczyl wszystkim
Polakom, aby nadchodzacy rok spelnil nasze nadzieje na "silna Polske w silnej
Europie", a takze na rozwoj gospodarczy i powstanie nowych miejsc pracy.
Prezydent zyczyl, aby spelnily sie nadzieje Polakow na uczciwosc i rzetelnosc
instytucji publicznych i w relacjach miedzy ludzmi.
Nie mam watpliwosci, ze sprawa, ktora zapisze sie w polskiej historii, jest
wyrazone w referendum zdecydowane "tak" dla wejscia Polski do Unii
Europejskiej - powiedzial prezydent w radiowo- telewizyjnym oredziu,
wygloszonym wieczorem w Sylwestra.
"Wrocilismy do rodziny, z ktorej zostalismy wykluczeni decyzjami mocarstw po
II wojnie swiatowej. Jestesmy znowu we wspolnym europejskim domu, ktory od
ponad tysiaca lat wspoltworzymy i wzbogacamy nasza kultura i tradycja" -
powiedzial prezydent.
Prezydent podkreslil, ze "wierzymy w zjednoczona Europe, bogata swoja
roznorodnoscia; wierzymy we wspolnote solidarna, gdzie szanse odnajduja i
wielcy, i mali; Europe, ktora zapewni swoim mieszkancom pokoj, dobrobyt i
poszanowanie godnosci czlowieka".
Szczegolne slowa wdziecznosci prezydent skierowal pod adresem papieza Jana
Pawla II, ktory w mijajacym roku obchodzil jubileusz 25-lecia pontyfikatu.
"To wlasnie on przypomnial, ze Europa potrzebuje Polski, a Polska - Europy.
Wdzieczni jestesmy, ze na tych trudnych drogach Polski, Europy i swiata
mozemy cieszyc sie wsparciem i dobra rada Ojca Swietego" - powiedzial
prezydent.
W mijajacym roku slowo "Polska" odmieniane bylo w obcych jezykach wyjatkowo
czesto: wzrosla rola naszego kraju w ksztaltowaniu polityki miedzynarodowej -
mowil Kwasniewski.
"Dowodzac strefa stabilizacyjna w Iraku, wspolnie z sojusznikami dajemy jego
mieszkancom spokoj i nadzieje na lepsze jutro. Chcemy przywrocic Irak
Irakijczykom tak szybko, jak to mozliwe. Jestem przekonany, ze ta misja sluzy
slusznej sprawie; ze przyniesie Irakowi i swiatu dobre owoce" - powiedzial
prezydent.
Przypomnial swoje niedawne spotkanie w Iraku z polskimi zolnierzami. "Sa
wspaniali, nasi zagraniczni partnerzy nie szczedza im pochwal" - podkreslil.
Polska - zaznaczyl - "nie odmawia swojej obecnosci tam, gdzie trzeba walczyc
o pokoj, przeciwstawic sie przemocy, pogardzie dla czlowieka, czystkom
etnicznym". Przypomnial, ze polscy zolnierze pelnia misje pokojowe w
Afganistanie, Kosowie, Macedonii, Bosni i Hercegowinie, Syrii i Libanie.
Aleksander Kwasniewski podkreslil w oredziu uczestnictwo Polski w
podejmowaniu decyzji o rozszerzeniu NATO i przyjeciu w szeregi Sojuszu
siedmiu nowych krajow. "Szczegolnego znaczenia i tresci nabralo nasze
partnerstwo ze Stanami Zjednoczonymi" - powiedzial.
"Umacnialy sie tez nasze dobre relacje z Rosja - poprawial sie klimat
wspolpracy gospodarczej, rozwijaly sie kontakty naukowe i kulturalne, a do
zablizniania zadawnionych ran w stosunkach polsko- ukrainskich przyczynily
sie obchody 60. rocznicy tragicznych wydarzen na Wolyniu" - przypomnial
Kwasniewski.
"Pomimo burzliwej debaty na temat wysiedlen, w kontaktach polsko- niemieckich
zachowujemy ducha pojednania i dialogu" - powiedzial prezydent. Dodal, ze
"trudne, ale wazne i udane" bylo ubiegloroczne spotkanie we Wroclawiu
przywodcow Trojkata Weimarskiego - Francji, Niemiec i Polski.
Po latach stagnacji, w mijajacym roku nastapilo wyrazne ozywienie w polskiej
gospodarce, a nasz Produkt Krajowy Brutto rosl ponad trzykrotnie szybciej niz
w poprzednim - powiedzial prezydent. "Zwieksza sie eksport, utrzymuje sie
niska inflacja, powraca dobry klimat dla inwestycji".
Jednak - dodal - obraz tego roku zawiera i "ciemne barwy, zdarzenia, ktore
nie przynosza nam chluby". "Zbyt czesto nasz dzien powszedni obfitowal w
bulwersujace doniesienia, ujawniane afery, sygnaly o korupcji. Odkrylismy
wiele nieprawidlowosci w dzialaniu panstwa. Okazalo sie, ze wciaz
nieprzejrzyste sa procedury tworzenia prawa. Pojawily sie uzasadnione obawy,
ze za niektorymi waznymi decyzjami kryl sie nieuczciwy lobbing, a
postepowanie osob pelniacych funkcje publiczne klocilo sie z normami
etycznymi. Zastrzezenia budzil styl sprawowania wladzy. To musi sie zmienic"
- podkreslil prezydent.
Niepokojace sa rowniez - dodal - wciaz nierozwiazane problemy spoleczne
takie, jak bezrobocie i bieda, ktore nadal dotykaja tysiecy polskich rodzin.
"Dla wielu osob oznacza to osobisty dramat. Ta Polska nas zasmuca i niepokoi.
Nikt nie moze byc zadowolony, dopoki tylu ludzi czuje sie wykluczonych i
niechcianych - nie powinnismy godzic sie na taki stan rzeczy" - powiedzial
prezydent.
Rok 2004 to rok trudnych zadan i wielkich nadziei. Zdaniem prezydenta -
"decydujaca role odegra przygotowana przez rzad reforma finansow
publicznych". "To trudny plan, budzacy wiele kontrowersji, ale jego
powodzenie pozwoli zapewnic Polsce, kazdemu z nas, bezpieczniejsze jutro" -
podkreslil Kwasniewski. "Dlatego licze, ze spotka sie on ze zrozumieniem
spoleczenstwa i poparciem wszystkich odpowiedzialnych sil politycznych" -
dodal.
============================================================================
"Rzeczpospolita": Jaka bedzie Lady Kwasniewska?
============================================================================
Majstersztyk fachowcow od masowej wyobrazni
Jaka bedzie lady Kwasniewska?
GRZEGORZ WASYLKOWSKI
Wyglada na to, ze Jolanta Kwasniewska ma wokol siebie sztab znakomitych
psychologow i socjotechnikow. Wystarczylo poogladac program w telewizyjnej
Dwojce, promujacy plyte "Ladies", by ten wniosek przyszedl do glowy.
Jakiz to byl koncert?
Oto w scenerii Teatru Wielkiego, w obecnosci publiki, elity establishmentu,
wystapily gwiazdy sceny - i te legendarne - Rodowicz, Pronko i te mlode, dzis
panujace - Kayah, Steczkowska, Jopek. Wystapily w nostalgicznym repertuarze
najwiekszych przebojow lat szescdziesiatych i siedemdziesiatych, a koncert
zwienczyl przeboj "To byly piekne dni", wprawiajacy w nostalgiczny nastroj
pokolenie po czterdziestce.
Powie ktos: koncert jak koncert. Plyta jak plyta. Ot, skladanka
sentymentalnych melodii w nowej aranzacji zdolnych piosenkarek. Pewnie i tak.
Ale czy przypadkowo - wlasnie tak? Ta plyta jawi sie jako podsumowanie i
koncowy akcent pierwszej fazy walki Jolanty Kwasniewskiej o fotel prezydenta.
Ktos powie, ze wniosek to za daleko idacy. Jednak obserwujac zalew tekstow o
pierwszej lady w ostatnich miesiacach, w prasie juz nie tylko kobiecej i
bulwarowej, ale tez stricte opiniotworczej, vide "Polityka", koncert w
Teatrze Wielkim pasuje na taki final jak ulal. Oto nasza kandydatka, otoczona
nimbem dzialaczki charytatywnej, zwiencza promocje wlasnej osoby przy pomocy
wielkich gwiazd sceny, spiewajacych piosenki chwytajace za serce. Byla juz
Kwasniewska na pierwszych stronach w pocalunku z mezem, z corka na salonach
Paryza, w swoich pokojach prywatnych, w szpitalach z maluczkimi, na
zagranicznych rautach, byla tez smutna i zapracowana, w wytartych dzinsach,
pijaca poranna kawe. Poznalismy pania Jolante we wszystkich aspektach zycia,
choc byly to glownie aspekty, o jakich marzy kazdy szary czlowiek. I teraz
ten koncert. Bohaterka, gwiazdy, nostalgia, kwiat pieknych
czterdziestoletnich wsrod widowni. I to wszystko tuz przed swietami, w
najlepszej porze ogladalnosci, wlacznie z legendarna Maryla Rodowicz z
wlosami a'la Madonna. To wyglada na majstersztyk fachowcow od masowej
wyobrazni, ktorzy doskonale wiedza, ze dzisiejszy polityk to w duzej mierze
ich twor.
I tu mozna by zakonczyc te uszczypliwe wywody, gdyby nie jeden fakt, o ktorym
powiedziec nie wypada. Otoz z pozycji bezstronnego obserwatora, czlowieka
sledzacego jedynie media, Kwasniewska ma osobowosc i charakter. Mimo tego
calego gigantycznego szumu wokol wlasnej osoby, i tu niewazne - ile w tym
zapotrzebowania mas, ile jej wlasnej inwencji, ile sluzalczosci dziennikarzy,
ile cisnienia wlascicieli mediow o kolejne hity o zonie prezydenta, ma ona
wewnetrzna sile i jest bardzo pracowita. Trudno jeszcze powiedziec, czy ma
charyzme, ale chyba jest na dobrej drodze, by ja pozyskac.
Te cechy wazniejsze od szumu medialnego. Ten minie juz na poczatku kampanii
prezydenckiej, potem zaczna sie ataki i realna walka o wladze. I tu juz nie
pomoze piekny usmiech czy wytworna sukienka. Wtedy okaze sie, co Kwasniewska
ma do powiedzenia na temat podatkow, bezrobocia, inwestorow zagranicznych,
chuliganstwa Leppera, blokad kolejarzy czy wykorzystywania najnizszego
personelu w supermarketach Macro i Cash. Co sadzi o korupcji najwyzszych
urzednikow z partii tak jej bliskiej, o partnerskich stosunkach z Kosciolem,
aborcji i o tym, jak pomoc piecioosobowej rodzinie spod Bialegostoku, zyjacej
za 1200 zl miesiecznie. W tych rozmowach zetrze sie ze starymi wyjadaczami
sceny politycznej, ktorzy od lat zyja z odpowiedzi na te pytania - politykami
i dziennikarzami.
Jak wypadnie? I co naprawde o tym mysli? Jakie ma poglady? Tu fachowcy od
psychologii i socjotechniki juz nie wystarcza. Kwasniewska musi wiedziec. Ma
znac odpowiedzi na te pytania, musi skutecznie bronic swoich racji. Powinna
miec wizje. Widac, ze uczy sie szybko.
Tylko czy tego mozna sie nauczyc?
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_031229/publicystyka/publicystyka_a_2.html
============================================================================
"Newsweek Polska": Armia Pani Jolanty
============================================================================
Po dziewieciu latach w Palacu Prezydenckim Jolanta Kwasniewska ma swoich
ludzi - silnych, wplywowych i oddanych. Moga jej pomoc osiagnac szczyty, moga
tez zaszkodzic.
To nie byla przypadkowa wizyta, to nie byla zwykla rozmowa. W czwartek 18
grudnia Jolanta i Aleksander Kwasniewscy byli goscmi zamknietego dla mediow
wigilijnego spotkania Klubu Polskiej Rady Biznesu w Palacyku Sobanskich w
Warszawie. Wiekszosc sposrod 300 obecnych stanowili najwazniejsi w kraju
przedsiebiorcy. Przybycie prezydentowej zdziwilo zebranych, bo w poprzednich
latach obecny byl tylko prezydent. - Co wiecej, Aleksander Kwasniewski
wyszedl stosunkowo wczesnie, a Jolanta Kwasniewska zostala do pozna, a po
zakonczeniu czesci oficjalnej przez dwie godziny rozmawiala z rekinami
polskiego biznesu: Ryszardem Krauze, Janem Kulczykiem i Janem Wejchertem -
relacjonuje "News-weekowi" jeden z biznesmenow. To mogla byc demonstracja
salonowych umiejetnosci pani prezydentowej, a moze juz poczatek zabiegow o
wielkie pieniadze na jej kampanie prezydencka. Pieniadze, do ktorych klucze
trzymaja polscy oligarchowie. Jeszcze wczoraj rodzimi miliarderzy byli dla
niej tylko dobroczyncami do wspierania fundacji charytatywnej. Ale teraz -
gdy mysli o kandydowaniu na prezydenta - sa jednym z tych srodowisk, bez
wsparcia ktorych nie ma co marzyc o zwyciestwie w wyborach. Swoje zaplecze w
tych kilku kluczowych srodowiskach Jolanta Kwasniewska tworzy juz od lat.
Jako zona prezydenta konsekwentnie zaznaczala swoja obecnosc w mediach, ale
rownie konsekwentnie plotla nitki powiazan, zaleznosci i sympatii w
srodowiskach organizacji spolecznych, biznesowych i wsrod politykow. Dzis ta
machina - i jej cztery kola zamachowe - jest juz prawie gotowa. Pierwsze kolo
to dzialajaca od 1997 roku Fundacja Jolanty Kwasniewskiej Porozumienie bez
Barier. Drugie - srodowiska medialno-feministyczne. Trzecie - to zaplecze
biznesowe. I czwarte - swiat polityki. Jolanta Kwasniewska jeszcze nie
powiedziala: "tak, kandyduje", ale juz teraz kazde z kol w ruch moga wprawic
sprawdzeni wspolpracownicy. Krystyna Kaszuba, Slawomir Wiatr i Andrzej
Pagowski to specjalisci od wizerunku i kampanii wyborczych. Ryszard Kalisz i
Tomasz Nalecz, ktory szuka swojego miejsca na scenie politycznej, moga byc
lacznikami w swiecie polityki. Andrzej Kratiuk jest specjalista od finansow.
To najblizsi pretorianie. Ale oprocz nich jest tez armia zaciezna - Hanna
Bakula czy Nina Terentiew. I wielu innych, ktorzy na haslo "kandyduje", stana
w szeregu. Takze dlatego, ze Kwasniewska w Palacu Prezydenckim gwarantuje
zachowanie ich interesow i wplywow.
O ile zaplecze prezydenta jest dla mediow trudno dostepne, to zaplecze jego
zony - wrecz hermetyczne. Podobnie jak maz, Jolanta otacza sie ludzmi
calkowicie lojalnymi, ale w odroznieniu od prezydenta nie musi i nie ujawnia
nawet podstawowych informacji o swoim dworze. Wszystko jest tajne. Jolanta
Kwasniewska ma pozostac ciepla, kochajaca i kochana. Szczesliwa i niewinna,
lagodzaca konflikty, unikajaca starc. A przede wszystkim - apolityczna. Ma
stac z dala od codziennego brudu polskiej polityki. Taki wizerunek tworzyla
przez dziewiec ostatnich lat i taki obraz w kampanii jej kola zamachowe maja
podtrzymac. Pierwszym i najwazniejszym kolem jest jej dobrze sprzedawana w
mediach dzialalnosc charytatywna - dzis jedno z glownych zrodel popularnosci
prezydentowej w sondazach (w listopadowym badaniu "Rzeczpospolitej" na
Kwasniewska chcialo glosowac 53 proc. Polakow, na drugiego w kolejnosci
Andrzeja Leppera - 14 proc.). Te popularnosc prezydentowa w ogromnej mierze
zawdziecza swojej fundacji Porozumienie bez Barier. Choc na etatach zatrudnia
tylko trzy osoby, to dorobek fundacji jest imponujacy: programy prozdrowotne,
kampanie billboardowe, pomoc dla szpitali, budowa Kliniki Hematologii i
Onkologii Dzieciecej Szpitala Klinicznego Akademii Medycznej, koncerty
charytatywne, wlasny program w TVP. Ale ciekawsze od samych akcji - bo takich
jest w Polsce bez liku - jest to, ze o dzialaniach organizowanych przez
prezydentowa zawsze wie caly kraj. Czy na koncercie chinskich artystow
niepelnosprawnych, czy podczas wizyty w hospicjum zawsze towarzysza jej
media. I to tylko te wybrane. Na przyklad - spotkanie wigilijne fundacji w
Palacu Prezydenckim pokazane przez telewizyjna Dwojke 24 grudnia bylo
niedostepne dla dziennikarzy innych mediow. Nie mieli wstepu na nagranie
programu (15 grudnia). Dzialalnosc charytatywna dala jednak Jolancie
Kwasniewskiej o wiele wiecej niz popularnosc. Krag wiernych i wyprobowanych
wspolpracownikow z fundacji mozna wykorzystac w kampanii wyborczej. Tym
bardziej ze w tym gronie sa ludzie doswiadczeni w politycznych bataliach:
Andrzej Pagowski, znany grafik i wspolautor wizerunku Aleksandra
Kwasniewskiego w jego obu prezydenckich kampaniach, czy Slawomir Wiatr,
dzialacz SdRP z poczatku lat 90., byly pelnomocnik rzadu Millera do spraw
referendum europejskiego, a obecnie biznesmen i specjalista od marketingu
politycznego.
Siedzimy z Andrzejem Pagowskim w eleganckim biurze w domku na warszawskich
Mlocinach, tu miesci sie kierowana przez artyste agencja reklamowa Studio P.
Na polce statuetki i dyplomy, na scianach plakaty. Na honorowym miejscu obok
slynnego manifestu antynikotynowego "Papierosy sa do dupy" prace wykonane dla
fundacji Porozumienie bez Barier. - A wie pan - mowi Pagowski na przywitanie
- bylem ostatnio z chorym dzieckiem w szpitalu przy Nieklanskiej w Warszawie.
Zobaczylem, ze oddzial dzieciecy jest kolorowy, piekny, bajkowy. Zrobila to
fundacja pani Jolanty w ramach akcji "Motylkowe szpitale". Wlasnie to, a nie
polityka, jest w naszej pracy w fundacji najwazniejsze - opowiada. Pagowski
wie, co mowi. Takie emocje, a nie polityczne przeslanie stworzyly fenomen
popularnosci Kwasniewskiej. I takie emocje beda sprzedawane w kampanii. O
wyborach prezydenckich Pagowski mysli ostatnio coraz czesciej, bo - jak mowi
- pracujac z prezydentowa od ponad pieciu lat, nie mozna byc obojetnym na to,
co wypisuja gazety. I choc zastrzega, ze nie dostal zadnej oferty ani sie nie
naprasza, to rownoczesnie deklaruje: jesli zostanie poproszony o pomoc przy
kampanii wyborczej, nie odmowi. - Choc to ciezkie zadanie. Juz dzis widac,
jak brutalna kampanie wyborcza prowadziliby przeciwnicy Jolanty
Kwasniewskiej. Zbyt wielu politykom zagrozila, zbyt wielu ich interesom. Oni
zrobia wszystko, by ja zniszczyc. To nie bedzie walka w bialych rekawiczkach,
ale mam za soba wygrana kampanie prezydenta, gdzie tez nie bylo latwo - mowi
z pasja. To bedzie wazny element przeslania prezydentowej, pokazanie, ze jest
ona z dala od brudu polityki. Slawomir Wiatr - takze zwiazany z fundacja
Kwasniewskiej - mysli wlasnie o takim modelu kampanii. Spotykamy sie w jego
firmie, dzialajacej w branzy reklamowo-medialnej, pracujacej dla duzych
koncernow, takich jak Axel Springer Polska, Bauer, Edipresse. Wiatr zaczyna
dowcipem: "Czym sie rozni promowanie margaryny od polityka? Margaryna nie
gada i sama sobie nie szkodzi".
To celna uwaga i prezydentowa wydaje sie juz ja realizowac - o trudnych
sprawach mowi niewiele i niekonkretnie. Do dzisiaj nie okreslila swojego
stanowiska w tak waznych sprawach, jak aborcja czy zwiazki homoseksualne. Nic
nie wiadomo o jej pogladach gospodarczych, nie wiemy, kogo na scenie
politycznej ceni, a kogo uwaza za szkodnika. A wiec robi to samo, co w
drazliwych sprawach czyni jej maz, i za co wyborcy nagradzaja go
70-80-procentowym zaufaniem. Niewykluczone, ze to wplyw rad udzielanych przez
Wiatra, ktory z fundacja Porozumienie bez Barier wspoldziala od pieciu lat i
jest zaliczany do bliskiego kregu przyjaciol panstwa Kwasniewskich. Sam nie
ukrywa, ze jest z nimi emocjonalnie zwiazany. Z "Aleksandrem", jak mowi o
Kwasniewskim, pracowal w kampaniach wyborczych w latach 1990, 1995 i 2000.
Ale Wiatr, podobnie jak Pagowski, zastrzega, ze kampanii Kwasniewskiej
jeszcze nie ma, nikt mu tez nie skladal zadnej oferty. Gdy oferta sie pojawi,
jego rola bedzie prawdopodobnie polegala na pracy na glebokim zapleczu i
nakreslaniu strategii. Takiej pomocy Wiatr na pewno nie odmowi. Podobnie jak
malarka Hanna Bakula, ktora juz dzis deklaruje: - Kandydatura prezydentowej
ma moje poparcie na milion procent! Na dowod swoich uczuc wobec Kwasniewskiej
pokazuje stojace na biurku zdjecie z prezydentowa i drugie - w lazience.
Bakula nalezy do drugiego kola zamachowego zaplecza prezydentowej - srodowisk
medialnych, feministycznych i kobiecych. Jak bliskie i mocne to zwiazki,
potwierdza fakt, ze portret Jolanty Kwasniewskiej autorstwa Bakuly wisi - co
podkresla sama malarka - w prezydenckiej sypialni. Ale takze inne zwiazki obu
pan sa powszechnie znane: ich fundacje blisko ze soba wspolpracuja,
prezydentowa przynajmniej kilkakrotnie byla gosciem zalozonego przed trzema
laty przez artystke Klubu Kobiet (stowarzyszenia majacego integrowac kobiety
sukcesu). Natomiast obrazy malarki byly licytowane na imprezach dobroczynnych
organizowanych przez Kwasniewska.
Te srodowiska juz od dawna wspieraja zone prezydenta. Wedlug nieoficjalnych
informacji tworczyni miesiecznika "Twoj Styl" Krystyna Kaszuba (obecnie bez
zajecia), mialaby nawet rozpoczac etatowa prace dla Kwasniewskiej w
Kancelarii Prezydenta. - Nie jestem szefowa sztabu prezydentowej - twierdzi
Kaszuba w rozmowie z "Newsweekiem". Czy bedzie dla niej pracowac? - Na ten
temat moge rozmawiac tylko z prezydentowa - stwierdza stanowczo. Ewentualna
praca Kaszuby dla Kwasniewskiej nie powinna dziwic - panie wspoldzialaja przy
akcjach charytatywnych, dotyczacych profilaktyki raka piersi, prezydentowa
nawet osobiscie wreczala nagrody przyznane w tej dziedzinie przez "Twoj
Styl". Miesiecznik Kaszuby w 1997 roku wybral Jolante Kwasniewska na Kobiete
Roku, a zdjecia prezydentowej pojawiaja sie w pismie regularnie. Nic dziwnego
- jej wizerunek jest rownie gladki jak miesiecznika stworzonego przez Kaszube
- gazety opisujacej ekskluzywny swiat wyzszych sfer, nieosiagalny dla
czytelnikow, ale stanowiacy przedmiot ich marzen i uwielbienia.
Newsweek Polska, w numerze 01/04
============================================================================
"Wprost": Duma Polski
============================================================================
Tygodnik "Wprost", Nr 1099 (21 grudnia 2003)
Szanujmy siebie, docenmy Polske, a innych lubmy bez niewolniczej imitacji
i wymachiwania biala flaga
Zdzislaw Krasnodebski
(Filozof i socjolog, profesor Uniwersytetu Kardynala Stefana Wyszynskiego
w Warszawie oraz uniwersytetu w Bremie)
Powiedzmy sobie szczerze: malo kto wpada w entuzjazm, gdy dowiaduje sie, ze
jestesmy z Polski. Nawet przychylnosc jest raczej wyjatkiem. Funkcjonariusze
strazy granicznej i celnicy na lotniskach na widok polskiego paszportu
zazwyczaj przybieraja zatroskane miny i wzmagaja czujnosc. Polskie nazwiska
i imiona sa w wielu krajach Europy sygnalem ostrzegawczym lub oznaka niezbyt
wysokiego statusu. Polak cieszy sie, gdy ktos bierze go za Wlocha czy
Francuza. Z kolei Niemcy obrazaja sie smiertelnie, gdy ktos bierze ich za
Polakow.
Punkt na czerwonej plamie
Od czego zalezy sympatia czy antypatia do innego narodu, do jego
przedstawicieli? Osobiste przezycia mieszaja sie z osadzonymi w doswiadczeniu
historycznym wyobrazeniami, zakodowanymi w zbiorowej pamieci i kulturze
popularnej. Wielki, choc nie zawsze trwaly wplyw maja biezace wydarzenia
polityczne. Drobna roznica obyczajowa moze w zyciu codziennym przerodzic sie
w zrodlo powaznych nieporozumien. Ale czesto takze zbytnia bliskosc nie sluzy
przyjazni. Bliskosc kulturowa laczy sie z bliskoscia geograficzna, ta zas
z konfliktami, podczas gdy odmiennosc moze sie stac atrakcyjna, nabrac smaku
egzotyki. Nie przypadkiem w Niemczech powiada sie, ze nie lubi sie
najblizszych sasiadow, lecz lubi sasiadow sasiadow. Lubimy rowniez tych,
ktorzy nie sprawiaja klopotow, ktorzy nam nie zagrazaja, nie sa konkurentami.
Nie lubi sie biednych, choc i bardzo bogaci oraz silni takze nie wzbudzaja
sympatii.
Kazdy z nas ma w glowie mape, na ktorej zaznaczone sa strony cywilizowane
i niecywilizowane, atrakcyjne i malo pociagajace, z sympatycznymi lub niezbyt
sympatycznymi mieszkancami. Kraje, do ktorych warto jezdzic, i te, ktorych
nalezy unikac. Tak jak istnieje hierarchia prestizu zawodow, tak istnieje
hierarchia prestizu narodow, choc o niej nie zawsze wypada mowic.
Z umieszczeniem Polski i Polakow na mapie sentymentow i wartosci wielu
cudzoziemcow ma klopot, gdyz - jak wiadomo - przez dlugi czas istniala ona
tylko wirtualnie, a po II wojnie swiatowej przez dlugie lata nalezala do
Wschodu, do bloku komunistycznego, ginela w wielkiej czerwonej plamie.
Ta przynaleznosc skazywala nas na odmiennosc kulturowa, ktora najczesciej
okazywala sie nizszoscia. Swiat dzielil sie na tych, ktorzy znali smak
camemberta, i tych, ktorzy zadowalali sie serem ogolnie nazywanym zoltym lub
szwajcarskim. Ta odmienna rzeczywistosc budzila zainteresowanie i sympatie
wsrod tzw. ludzi postepowych na Zachodzie - marzacych o alternatywnym,
lepszym swiecie i na nas projektujacych te marzenia. Ci lubili nas bardzo,
a raczej lubili swoje marzenia.
Bywaly czasy, kiedy nagle pojawialismy sie w centrum przychylnej uwagi,
wydobywalismy sie z owej czerwonej plamy - w pazdzierniku 1956 r. czy w marcu
1968 r. Edward Gierek stal sie iluzoryczna prefiguracja Gorbiego, a Polska
rzadzona jego laskawa reka zaczela sie kojarzyc z otwartoscia, liberalizmem,
nowoczesnoscia i prozachodnioscia. Radykalna poprawe nastawienia wobec
Polakow przyniosl wybor Karola Wojtyly na papieza. Gdy w marcu 1981 r.
przebywalismy w wiekszej polskiej grupie na miedzynarodowym sympozjum
w Dubrowniku, Jugoslowianie bili brawo. W Niemczech, tych zachodnich, znaczek
"Solidarnosci" byl poszukiwanym gadzetem. Stan wojenny potwierdzil mit Polaka
bojownika o wolnosc. Malo rozsadnego, ale odwaznego i szlachetnego, choc
skazanego na porazke i przesladowania. "Okragly stol", a zwlaszcza wybory
w czerwcu 1989 r. jeszcze raz wywolaly fale zainteresowania i sympatii.
Potem bylo juz gorzej. Polska gwaltownie stracila na uznaniu.
Polacy, robicie swietna rzecz!
Mniej wiecej od roku, w zwiazku z wojna w Iraku i sporem o konstytucje
europejska, Polska znowu powrocila na czolowki gazet i wiadomosci
telewizyjnych. W Ameryce nasze zaangazowanie w Iraku przysporzylo nam
sympatykow. Kiedy pod koniec sierpnia przyjechalem z rodzina do Waszyngtonu,
na lotnisku Dulles celnik, starszy pan, weteran, zobaczywszy nasze polskie
paszporty, usciskal nam serdecznie dlonie, mowiac: "Robicie swietna rzecz
w Iraku". Podobno takze w Izraelu i ogolnie w zydowskiej diasporze wzrosla
sympatia dla Polakow. Natomiast w Europie Zachodniej utrwalil sie obraz
nieodpowiedzialnych Polakow. Wzmocnily sie tez obawy o przyszlosc UE po
przyjeciu nowych czlonkow.
W pamieci spoleczenstw zapisane sa rozne wizerunki Polakow. W Wielkiej
Brytanii pamietaja, ze podczas II wojny swiatowej bylismy po dobrej stronie.
Pamieta sie polskich lotnikow. Kiedys, na przyjeciu wydanym przez rektora
uniwersytetu w Bremie, sasiad przy stole mial zgola inne asocjacje: "Pan
z Polski? Wszystkie sprzataczki w naszym laboratorium sa z Polski".
Nie chcial byc nieuprzejmy. To tylko przyszlo mu do glowy, by nawiazac
konwersacje.
Na poczatku lat 90. przebywalem z rodzina w Edynburgu. Szkoci pozytywnie
reagowali, kiedy dowiadywali sie, ze jestesmy z Polski. Niektorzy pamietali
jeszcze polskich lekarzy, ktorzy zostali tam po wojnie. Oczywiscie, takze w
Wielkiej Brytanii wizerunek Polaka dzentelmena, oficera i zolnierza zostal
przesloniety obrazem pracujacego na czarno biedaka cwaniaka. Polacy, ktorzy
osiedli tutaj po wojnie, nadal podkreslaja swoj dystans "do tych z Polski",
ktorzy nie zachowuja sie tak, by mozna bylo sie do nich przyznawac. Ale
dzisiaj nawet na przykladzie sezonowych pracownikow widac, jak bardzo
poprawia sie status Polakow. W Londynie mozna porozmawiac po polsku nie tylko
z pokojowka w hotelu, ale takze ze sprzedawczynia w eleganckim sklepie na
Oxford Street.
Niemiecka pamiec wybiorcza
Rejestrowana przez socjologow niechec do Polakow w Austrii wynika chyba
glownie z doswiadczen z emigracja lat 80., z leku malego kraju, ze zostanie
zadeptany i wpedzony w chaos. Owczesni uchodzcy, aby sie utrzymac na
powierzchni, gotowi byli na wiele. Opracowano metody, jak za darmo dzwonic
z automatu do Polski, jak wielokrotnie jezdzic metrem na ten sam bilet itp.
Irytacja wywolana podobnymi zachowaniami przycmila habsburskie marzenia
o wielokulturowej Europie Srodkowej.
W Niemczech dlugo dominowal obraz Polaka ofiary. W popularnym wyobrazeniu
historia Polski skladala sie z niezliczonych rozbiorow. Obok tego istnial
dlugo wypierany ze sfery publicznej obraz Polakow jako nacjonalistow,
przesladowcow niemieckiej mniejszosci i sprawcow wypedzenia. Zachowala sie
tez do dzisiaj pamiec o gornikach w Zaglebiu Ruhry i tkaczkach w Bremie.
W tej pamieci miesci sie druzyna pilkarska Schalke 04, w ktorej graja Polacy.
Z jednej strony jest to pozytywna pamiec o udanej asymilacji trudnej
mniejszosci, a z drugiej - polskie nazwiska pozostaly stygmatem. Nie
zachowala sie natomiast w Niemczech pamiec o tym, ze Reichstag zbudowano na
dzialce nalezacej przedtem do Raczynskich, ani o polskim wkladzie w pokonanie
nazizmu, ani o polskiej strefie okupacyjnej w dolinie rzeki Ems itd.
Kiedys sympatykow Polski mozna bylo spotkac wsrod lewicowo nastawionej
inteligencji niemieckiej. Typowy polonofil tego pokolenia zachwycal sie
tworczoscia Stanislawa Lema, przezyl gleboko "Popiol i diament", znal filmy
Romana Polanskiego. "Solidarnosc" skupila na sobie uwage, choc wywolywala
ambiwalentne uczucia. Nazwisko Walesy bylo bodaj pierwszym, ktorego
prawidlowa wymowa sie interesowano. Papiez, poczatkowo niezwykle lubiany,
teraz raczej uosabia polskie wstecznictwo. W sporcie sympatii przysporzyla
nam druzyna Gorskiego, ale juz nie Malysz, ktory w zwiazku z reakcjami
polskich kibicow zbyt zaszedl Niemcom za skore.
Polki zdominowaly rynek malzenski i sa pozytywnym symbolem statusowym. Ich
mezowie tworza silna frakcje polonofilow. Opinia o polskich robotnikach jest
coraz bardziej pozytywna, choc laczy sie z historycznie ugruntowanym
przekonaniem, ze naturalnym stanem rzeczy jest ten, w ktorym Niemiec jest
pracodawca, a Polak - pracownikiem.
Z Francja lacza nas zwiazki historyczne, ale pamiec o tym nad Sekwana
przyblakla. Dzieli nas gleboko stosunek do religii. Francuski sekularyzm,
antyamerykanizm oraz rusofilstwo nie sprzyjaja propolskim uczuciom. Zreszta
rusofilstwo prawie zawsze laczy sie z niechetnym stosunkiem do Polski.
Dlatego tez niechec ta jest rozpowszechniona wsrod specjalistow od Europy
Wschodniej, ktorzy wybrali kiedys te specjalnosc z milosci do ZSRR.
Polska historia braterska
W USA nie wszyscy wiedza, gdzie lezy Polska. Polak tam jest kims z Europy,
ktorej juz nie roznicuje pod wzgledem kulturowym lub ekonomicznym. Czasami
Amerykanie maja o tych podzialach dosc abstrakcyjne wyobrazenie, jak na
przyklad pewna para malzenska, ktora dwa lata temu w hotelu przysiadla sie
podczas sniadania do mojego stolika. "Pan jest Polski? Jakie to interesujace!
A moja rodzina pochodzi z Walii. Bylismy tam przed rokiem. To tez jest chyba
Europa Wschodnia, prawda?" - mowili. Sa tez Amerykanie, ktorzy doznaja
w Polsce iluminacji. Gdy w drugiej polowie lat 90. moja waszyngtonska
kolezanka otrzymala stypendium Fulbrighta na wyjazd do Krakowa, rodzina
byla rozzalona, ze nie jest to jakis atrakcyjny kraj. Jechali jak na
zeslanie, wrocili zauroczeni. Teraz jej maz z zapalem uczy sie polskiego.
Czekaja, zeby znow przyjechac do Krakowa.
Sladow polskiej historii jest w Ameryce wiecej niz gdzie indziej. Tylko
w Waszyngtonie znajduje sie na cmentarzu w Arlington tablica poswiecona
Paderewskiemu, pomnik Kosciuszki przed Bialym Domem, pomnik Pulaskiego
w Federal Triangle. Dlatego dla Amerykanow bardziej zorientowanych Polska
zdecydowanie lezy w innym regionie niz Rosja, ktora zadnego Pulaskiego nigdy
nie wydala.
Podskakujacy polski karzel
Wsrod Rosjan lekcewazenie dla polskiego karla, ktory podskakuje nie wiadomo
dlaczego, miesza sie z obrazem Polski jako agresywnego sasiada. Wyrzuty
zbiorowego sumienia sa rzecza nieznana. Moskwa jest chyba jedyna stolica
europejska (poza granicami dawnej Rzeczypospolitej) upamietniajaca pomnikiem
Minina i Pozarskiego takze polska mocarstwowosc. Kiedy raz nieopatrznie na
seminarium w Bremie spytalem studentow z Rosji o obraz Polakow, przedstawili
mi wizerunek dwoch odwiecznych wrogow Rosji - Zyda i Polaka, zdrajcow
i krwiopijcow. Czlonkostwo w NATO postrzegali jako kontynuacje polskiej
agresji. Studenci niemieccy sluchali tego z mieszanymi uczuciami, ale nie bez
aprobaty, bo litosc dla biednej Rosji jest tutaj powszechna. Jednoczesnie
jednak wielu Rosjan chwali sie polskim pochodzeniem i ma lekki kompleks
nizszosci kulturowej.
Zydzi i Polacy
Lubia nas Arabowie, bo pamietaja dawne poparcie dla Palestynczykow i -
niestety - domniemuja wspolna niechec do Zydow. Wsrod Zydow obok niecheci
spotyka sie ogromny sentyment do Polski i polskiego jako jezyka dziecinstwa.
Pewien nowojorski socjolog opowiadal mi, ze jego matka pod koniec zycia, po
wielu latach spedzonych w Ameryce, chciala mowic tylko po polsku. Takich
przykladow jest wiele. Duzo jest malzenstw polsko-zydowskich. Byc moze racje
ma znajoma - ktora wyjechala z Polski w 1968 r. i traktowala to jako
ostateczne zerwanie, a potem wyszla za maz za Polaka - gdy powiada: "Moze
Polacy i Zydzi nie lubia sie, ale nie moga bez siebie zyc".
Z wieksza sympatia jestesmy przyjmowani w krajach katolickich - od Wloch
i Hiszpanii po Meksyk i Filipiny. Ale juz nie w kregach postepowych
katolikow, w miare jak Jan Pawel II staje sie w ich oczach "zawada postepu".
Docenmy Polske
W kazdym kraju mozna spotkac polonofilow. W czasach komunizmu w krajach
zwanych wtedy "demoludami" sporo ich bylo wsrod krytycznie nastawionych
intelektualistow i dysydentow. Uczono sie polskiego, bo zapewnial dostep do
swiata, do informacji. Jezyk polski i polska kultura byly rozsadnikiem idei
wolnosci. Spoleczenstwa nie zawsze akceptowaly oficjalnie zarzadzona
przyjazn. Po 1989 r. stosunki z Czechami czy Wegrami nie poprawily sie tak
bardzo, jak mozna by sie spodziewac. Zapanowala dziwna konkurencja, kto jest
bardziej "zachodni", kto najszybciej wyrwie sie ze Wschodu. Dla naszych
wschodnich sasiadow - Litwinow, Ukraincow i Bialorusinow - jestesmy juz
Zachodem. Tu sympatia wzrosla, pozytywnie patrzy sie na wspolne dziedzictwo
Rzeczypospolitej.
Zdecydowanych polonofobow spotyka sie rzadko. Na zachodzie Europy wsrod
postaw nieprzyjaznych przewazaja raczej hamowane poprawoscia polityczna
uprzedzenie i skrywane lekcewazenie. Wydaje mi sie, ze najwiekszymi
polonofobami sa sami Polacy. Pelni kompleksow, zarazem zadni sukcesow, rzadko
szanuja sie nawzajem. Raczej wstydza sie swego kraju, niz go kochaja.
Oczywiscie, w zadnym kraju nie brak sceptykow i krytykow. W Polsce jednak ten
sceptycyzm i niewiara obejmuje takze klasy, ktore gdzie indziej sa nosnikiem
spontanicznego patriotyzmu. Amerykanie z nizszych warstw i z malych miast sa
zarliwymi patriotami. To oni walczyli w Wietnamie, gdy dzieci z klas wyzszych
na uniwersytetach protestowaly przeciw tej wojnie. Niemcy z warstw nizszych,
mimo lat publicznego samobiczowania sie za nazistowska przeszlosc przez
lewicowych politykow i intelektualistow, sa przekonani, ze sa najbardziej
pracowici, efektywni, najlepiej zorganizowani (choc to juz dawno przestalo
byc prawda), po prostu - lepsi. A ich kraj jest najlepszym miejscem pod
sloncem. Natomiast Polacy czesto maja negatywny autostereotyp i zdecydowanie
zanizone oceny swego kraju.
A przeciez, mimo wszystkich trudnosci i negatywnych zjawisk, od 1989 r.
dokonuje sie awans Polski i Polakow. Zmienia sie nasze miejsce na owej
wyimaginowanej mapie sentymentu i prestizu. Coraz bardziej przesuwamy sie
w strone ciepla, kultywowana, normalna, dodatnio oceniana. Jeszcze pare
miesiecy temu szokiem kulturowym dla wielu Europejczykow byla wiadomosc, ze
Polacy maja zarzadzac jedna ze stref w Iraku, a potem, ze Hiszpanie maja sie
znalezc pod polskim dowodztwem. Teraz jednym tchem mowi sie o Polsce
i Hiszpanii. Mowi sie krytycznie, ale fakt, ze postrzegani jestesmy w jednej
kategorii z Hiszpania, sam w sobie jest wielka europejska rewolucja
swiadomosciowa. Przeciez jeszcze na poczatku lat 90. na konferencjach
naukowych przyjmowano z niedowierzaniem wiadomosc, ze Polska chcialaby zostac
czlonkiem NATO. Powoli wracamy na miejsce nam nalezne. I jest to powod do
dumy. Tym bardziej ze nikt niczego nie dal nam za darmo. Demokracji nie
przyniesli nam Niemcy, wolnosci - Francuzi, a poprawy sytuacji materialnej -
Unia Europejska. Polska, mierzona normalnymi miarami, a nie utopijnymi
wyobrazeniami o Europie czy Ameryce, jest krajem, ktory moze przysparzac
radosci, prestizu, zaslugiwac na cieple uczucia. Mamy Krakow - miasto kultowe
na europejska skale. Warszawa tetni zyciem. Odbudowalismy Wroclaw i Gdansk.
Cudzoziemcy, ktorzy przelamali bariere jezyka, wiedza, jak zywe jest polskie
zycie intelektualne. Mamy niezwykle inteligentnych mlodych ludzi, czesto
bijacych na glowe studentow niemieckich czy nawet amerykanskich. Zasluguja
oni na znacznie lepsze uniwersytety. Wszyscy zaslugujemy na znacznie lepsze
panstwo i znacznie sprawniejsza gospodarke. Lecz jesli chcemy zmian, polubmy,
docenmy i szanujmy siebie. Docenmy Polske. Pielegnujmy nasze cnoty i zalety.
A innych lubmy bez przymilania sie, bez niewolniczej imitacji i wymachiwania
biala flaga. Wtedy i oni nas bardziej polubia.
Zdzislaw Krasnodebski
Statystyka, Zrodlo: OBOP
Z czego jestesmy dumni:
OBALENIE KOMUNIZMU 36%
PAPIEZ POLAK 16%
WSTAPIENIE DO NATO 16%
WIELCY POLACY 12%
CUD NAD WISLA 3%
OSIAGNIECIA GOSPODARCZO-CYWILIZACYJNE 1%
Czego sie wstydzimy:
NISKI POZIOM ZYCIA W POLSCE 22%
OKRES PRL 12%
WADY NARODOWE 11%
WPROWADZENIE STANU WOJENNEGO W 1981 R. 9%
INTERWENCJA W CZECHOSLOWACJI 3%
WYBOR ALEKSANDRA KWASNIEWSKIEGO NA PREZYDENTA 1%
http://www.wprost.pl/ar/?O=53656
============================================================================
PAP, Newsweek: Polska w Iraku, Polska - USA
============================================================================
-----------------------------------------------------------
Seria zamachow w Karbali - 19 zabitych i 100 rannych,
w tym dwaj Polacy. Najwiekszy atak w polskiej strefie
-----------------------------------------------------------
Niedziela, 28 grudnia 2003
Siedmiu zolnierzy sil koalicyjnych i 12 Irakijczykow zginelo, a ponad 100
osob, w tym dwaj Polacy, zostalo rannych w serii starannie przygotowanych
atakow na duza skale, do ktorych doszlo w sobote w Karbali, w polskiej
strefie w Iraku.
- To jak dotad najpowazniejszy atak na terenie polskiej strefy - powiedzial
dowodca wielonarodowej dywizji gen. Andrzej Tyszkiewicz. - Byl to
spektakularny atak obliczony na duze czy tez bardzo duze straty. Jednak
sadze, ze tego celu terrorystom nie udalo sie osiagnac - dodal general.
Wedlug Tyszkiewicza do baz probowaly przedrzec sie samochody prowadzone przez
kierowcow samobojcow. Obrona zadzialala sprawnie. Terrorysci zostali
zastrzeleni przed ogrodzeniem zewnetrznym baz. W jednym przypadku samochod,
juz bez kierowcy, sila rozpedu sforsowal brame i dojechal w poblize budynku.
Napastnicy uzyli czterech samochodow cystern, wypelnionych benzyna i
materialami wybuchowymi. Jeden skierowali przeciw bazie bulgarskiej, dwa inne
przeciw wielonarodowej bazie logistycznej, czwartym usilowali zburzyc
siedzibe miejscowych wladz.
- Najpierw byla walka, slyszalem strzaly. Potem na baze bulgarska spadly
pociski - relacjonowal korespondentowi PAP straznik polozonego w poblizu
Uniwersytetu Karbali. W uniwersytet trafily liczne odlamki, byli ranni.
Inny swiadek opowiadal, ze slyszal cztery eksplozje. Przez godzine w Karbali
slychac bylo strzaly, czuc bylo zapach siarki. W miescie panowal chaos,
polscy zolnierze kierowali ruchem.
Bulgarskie Ministerstwo Obrony zakomunikowalo, ze w sobotnich atakach smierc
ponioslo czterech zolnierzy - kapitan, dwaj sierzanci i szeregowiec. Pozniej
w szpitalu w Bagdadzie zmarl ciezko ranny porucznik. Wczoraj w szpitalach
znajdowalo sie 18 rannych Bulgarow, w tym szesciu ciezko. Wladze Tajlandii
poinformowaly z kolei, ze eksplozja jednego z samochodow pulapek zabila dwoch
zolnierzy tajlandzkich. Wsrod rannych sa amerykanscy zandarmi, a takze
Irakijczycy, w tym gubernator Karbali Akram al-Jasiri i czterej jego
wspolpracownicy.
Dwaj ranni Polacy to cywilni pracownicy wojska z tzw. zespolu wsparcia rzadu
- Radoslaw Ciechanowski i Moussa Suhel Samuel (obywatel RP pochodzenia
syryjskiego). Obaj przebywali w bazie bulgarskiej. Stan jednego z nich jest
stabilny, drugiego ciezki.
Z amerykanskiej bazy wojskowej w Ramstein w Niemczech wczoraj wieczorem
przylecial do Bydgoszczy samolot wojskowy AN-26, ktorym przywieziono trumne z
cialem starszego szeregowego Gerarda Wasielewskiego, zmarlego tragicznie w
Iraku. W ostatni poniedzialek zostal postrzelony przez kolege podczas
czyszczenia broni. Pogrzeb odbedzie sie we wtorek we wsi Pokrzydowo k.
Brodnicy.
Eksplozja w Bagdadzie
Wczoraj z kolei mial miejsce wybuch w centrum Bagdadu. Potezna bomba
eksplodowala rano w zatloczonej dzielnicy handlowej Karanda, zabijajac
zolnierza z amerykanskiego 2. Pulku Kawalerii Pancernej i dwojke irackich
dzieci oraz raniac 14 osob - pieciu Amerykanow i dziewieciu Irakijczykow.
Inny Amerykanin zginal w zamachu na konwoj kolo Faludzy.
Trwa operacja poszukiwania terrorystow i partyzantow. Kierowana przez USA
koalicja oglosila, ze za informacje, ktore pozwola na aresztowanie dawnych
wspolpracownikow Saddama Husajna, mozna otrzymac nagrode w wysokosci miliona
dolarow. Do tej pory sposrod 55 poszukiwanych zatrzymano lub zabito 41. Na
wolnosci pozostal Izzet Ibrahim ad-Duri, "numer dwa" rezimu Husajna, na
amerykanskiej liscie znajdujacy sie na pozycji szostej - Amerykanie oferuja
za niego 10 mln dolarow - oraz Hanni Latif Tilfah (numer 7), szef sil
specjalnych.
Szef jordanskiej izby adwokackiej Husejn Mdzalli poinformowal, ze zglosilo
sie ponad 600 adwokatow, ktorzy chca bronic pojmanego niedawno przez
Amerykanow Saddama Husajna. - Zamierzaja stworzyc komitet majacy na celu
obrone Saddama, w ktorym znalezliby sie wybitni prawnicy z calego swiata -
dodal. Nad formula takiego komitetu bedzie sie tez zastanawiac Zwiazek
Adwokatow Arabskich.
------------------------------------------
Terrorystom w Iraku udalo sie osiagnac cel
------------------------------------------
Niedziela, 28 grudnia 2003
Terrorystom w Iraku udalo sie osiagnac cel. Dokonujac zamachu w Karbali
wprowadzili zamieszanie i zastraszyli zolnierzy i samo dowodztwo w naszej
strefie - ocenil gen. bryg. w stanie spoczynku prof. Stanislaw Koziej.
Wedlug gen. Kozieja, zaatakowani w Karbali zolnierze sil koalicyjnych
zachowali sie w sposob odpowiedni. "Nie sadze, ze mozna bylo zrobic cos
wiecej, aby uniknac tego typu akcji. Ich uniknac sie nie da. Mozna wiedziec,
ze beda, ale nigdy nie wiadomo, w ktorym momencie wystapia. Atakujacy ma
zawsze przewage, ze sam wybiera czas i miejsce ataku. Nie mozna sie wszedzie
zabezpieczyc przed tego typu sytuacjami" - powiedzial gen. Koziej.
Jego zdaniem, wojsko moze stosowac coraz bardziej rygorystyczne i drastyczne
procedury zabezpieczajace, ale to niesie ze soba rowniez negatywne skutki:
zupelne wylaczenie sie z funkcjonowania. "Tymczasem zolnierze musza wykonywac
wiele zadan cywilnych, a tym samym kontaktowac sie ze spoleczenstwem irackim.
Wtedy zwieksza sie prawdopodobienstwo akcji skierowanych przeciwko
zolnierzom" - wyjasnil gen. Koziej.
Jak powiedzial, mozna sie spodziewac, ze po sobotnich atakach wojsko w
polskiej strefie bedzie starac sie minimalizowac prawdopodobienstwo kolejnych
atakow. "Im bardziej bedziemy czujni, bedziemy starac sie rozpoznawac trasy
swoich przemieszczen, im bardziej bedziemy penetrowac srodowiska, w ktorych
sie znajdujemy, tym prawdopodobienstwo atakow bedzie mniejsze" - ocenil
emerytowany wojskowy.
Dodal, ze w zwiazku z tym utrudnione bedzie wykonywanie zadan
cywilno-wojskowych w Iraku - tych, dla ktorych tam wlasciwie jestesmy.
Oznacza to, ze konieczny czas na znormalizowanie sytuacji bedzie przedluzal
sie, tym samym bedzie przedluzal sie czas stacjonowania naszych zolnierzy.
Gen. Koziej wyjasnil, ze Irak jak magnes przyciaga teraz terrorystow z
roznych stron swiata, bo jest to kraj - mimo obecnosci wojsk koalicyjnych -
stosunkowo slabo chroniony. "Terytorium Iraku to, mozna powiedziec, obszar
bezpanstwowy. Tylko bardzo mala czesc kraju jest kontrolowana przez sily
miedzynarodowe, duza czesc jest poza wszelka kontrola, nie mowiac o
granicach. W zwiazku z tym grupom terrorystycznym jest stosunkowo latwo tam
przeniknac i dosiegnac Amerykanow - narod, ktory obrali jako lidera tej
cywilizacji, ktora zwalczaja" - tlumaczyl gen. Koziej.
W Karbali w serii atakow na dwie bazy wojsk koalicyjnych, siedzibe
miejscowych wladz irackich i komisariat irackiej policji, zginelo 18 osob, w
tym 4 zolnierzy bulgarskich, dwoch tajlandzkich i 12 Irakijczykow. Rannych
zostalo ponad 100 osob, w tym mniej groznie dwoch Polakow.
---------------------------------
Aresztowania po zamachu w Karbali
---------------------------------
Niedziela, 28 grudnia 2003
Pieciu Irakijczykow zostalo aresztowanych po zamachach w Karbali -
poinformowal szef polskiego kontyngentu w tym miescie gen. Marek Ojrzanowski.
W Karbali, w polskiej strefie stabilizacji, doszlo do serii skoordynowanych
atakow terrorystycznych na dwie bazy wielonarodowej dywizji, uniwersytet i
siedzibe wladz prowincji.
"Prowadzone sa przesluchania i zobaczymy, czy doprowadzi to do jakichs
konkretnych sladow" - powiedzial w gen. Ojrzanowski.
---------------------------------------
Bulgarska baza zbyt slabo zabezpieczona
---------------------------------------
Baza zolnierzy bulgarskich w Karbali, na ktora w sobote zostal dokonany
zamach za pomoca samochodowej cysterny-pulapki byla zbyt slabo zabezpieczona
- uwaza Michal Zakowski, ktory jako specjalny wyslannik Polskiego Radia
spedzil ponad 3 miesiace w Iraku i w wigilie Bozego Narodzenia wrocil do
kraju.
Eksplozja wyladowanej pociskami artyleryjskimi cysterny zabila 5 zolnierzy
bulgarskich, dwoch zolnierzy z Tajlandii oraz 12 Irakijczykow.
Cysterna podjechala pod plot oddalony zaledwie o 10 metrow od budynku bazy i
wtedy zamachowiec ja zdetonowal. Michal Zakowski powiedzial w "Sygnalach
Dnia" na antenie programu I Polskiego Radia, ze w przypadku polskich baz
wojskowych nie byloby to mozliwe. Wyjasnil, ze przed bazami naszych wojsk
najpierw sa wysuniete punkty kontrolne zatrzymujace i dokladnie sprawdzajace
pojazdy, a pozniej jest szeroka strefa bezpieczenstwa, przejazd przez ktora
ogradzaja wysokie zapory z betonu i workow z piaskiem.
Takich zabezpieczen nie bylo wokol bazy Bulgarow w Karbali - powiedzial
Zakowski. Przypomnial, ze w sobote dzieki zabezpieczeniom nie powiodl sie
podobnie zaplanowany zamach terrorystyczny na baze logistyczna naszego wojska
w Karbali.
------------------------------
W Karbali mozliwe nowe zamachy
------------------------------
Poniedzialek, 29 grudnia 2003
Nowych zamachow terrorystycznych nalezy spodziewac sie w Karbali, gdzie w
polskiej strefie stabilizacyjnej w Iraku sluzy bulgarski kontyngent -
ostrzegl szef bulgarskiego wywiadu wojskowego gen. Plamen Studenkow. W sobote
w zamachach w Karbali zginelo 19 osob.
W wywiadzie dla dziennika "Trud" Studenkow ocenil, ze sobotnie zamachy, w
ktorych zginelo pieciu bulgarskich zolnierzy, a 26 zostalo rannych, to dzielo
miedzynarodowej organizacji terrorystycznej, zwiazanej z Al-Kaida.
"Wywiad wojskowy nie ma danych, by sadzic, ze terrorysci zamierzaja oslabic
ataki. Calkiem mozliwe sa nowe zamachy przeciw bulgarskiemu batalionowi.
Wojskowi bulgarscy zostali przeniesieni do innej bazy, a wywiad zaleca
nasilenie srodkow bezpieczenstwa w nowym miejscu" - powiedzial general.
Nalezy takze miec na uwadze, ze terrorysci stale zmieniaja taktyke - dodal.
Studenkow przypomnial, ze wywiad wojskowy jeszcze na poczatku grudnia
uprzedzal, iz miedzy swietami Bozego Narodzenia i Nowym Rokiem nalezy
spodziewac sie atakow terrorystycznych.
-------------------------------------------
Poprawil sie stan jednego z rannych Polakow
-------------------------------------------
Poprawil sie stan Radoslawa Ciechanowskiego, jednego z dwoch polskich
cywilow, rannych w sobotnim zamachu na bulgarska baze wojskowa w Karbali -
poinformowal p.o. rzecznika prasowego wielonarodowej dywizji, pplk Mariusz
Michalski.
Stan Moussy Suhela Samuela, obywatela polskiego pochodzenia syryjskiego, nie
zmienil sie - jest powazny, ale stabilny. W chwili ataku obaj pracownicy
Zespolu Wsparcia Rzadu przebywali w bazie bulgarskiej. Przewieziono ich do
szpitala w Bagdadzie.
W sobotnim ataku w Karbali zginelo siedmiu zolnierzy sil koalicyjnych -
pieciu Bulgarow i dwoch Tajlandczykow - oraz 12 Irakijczykow.
--------------------------------------
Zamachowcy z Karbali uzbrojeni po zeby
--------------------------------------
W samochodach, ktorych terrorysci uzyli w atakach na bazy wielonarodowej
dywizji w Karbali znajdowalo sie od 500 do 700 kilogramow pociskow
artyleryjskich kalibru 122 mm.
"W okolicy Karbali znajduje sie kilka skladow amunicji, ktore zostaly
rozszabrowane, jeszcze zanim wkroczyly tu wojska koalicyjne. Uwazamy, ze ta
amunicja zostala uzyta w tym przypadku" - powiedzial szef polskiej brygady w
Karbali, gen. Marek Ojrzanowski.
W ataku na Baze Lima - gdzie m.in. miesci sie polski szpital wojskowy -
zamachowcy uzyli dwoch samochodow-pulapek.
"Pierwszy mial utorowac droge. Drugi mial dostac sie do srodka. Nie bylo
szans na to, udaremnil to row, ktory zostal wykopany 15 metrow przed plotem i
na tym rowie obydwa pojazdy eksplodowaly" - poinformowal general.
Trzeci pojazd eksplodowal w bazie bulgarskiej, wartownicy zastrzelili
wczesniej kierowce, jednak samochod wjechal na teren bazy sila rozpedu.
Czwarty samochod eksplodowal przed budynkiem administracji prowincji Karbala,
zabijajac m.in. szefa lokalnej policji drogowej
------------------------------------------------------
Polscy zolnierze nie sa gotowi do walki z terrorystami
------------------------------------------------------
Niedziela, 28 grudnia 2003
Polscy zolnierze nigdy nie byli przygotowywani do rozpoznawania sygnalow,
wskazujacych na mozliwosc ataku terrorystycznego. Tu jest pewna luka -
powiedzial Jerzy Dziewulski, komentujac ataki terrorystyczne na zolnierzy
koalicji w irackim miescie Karbala.
Byly szef jednostki antyterrorystycznej na lotnisku Okecie uwaza, ze
sobotnich zamachow terrorystycznych w Karbali nie mozna bylo uniknac.
"Wymaganie od sluzb specjalnych takiej pracy, dzieki ktorej mozna by uniknac
zamachow, jest czysta abstrakcja. Zamach terrorystyczny planowany jest w
niezwyklej konspiracji. Kazde miejsce w Iraku, kazdy dom, budynek moze byc
celem. (...) W zadnym wypadku nie obwinialbym sluzb koalicji, ktore tam
znajduja sie na miejscu" - powiedzial Dziewulski.
Dodal, ze problem tkwi w tym, ze nasi zolnierze nie sa przygotowywani do
rozpoznawania pewnych okolicznosci, sytuacji, ktore wskazuja na to, iz moga
byc obiektem zamachu. Taka wiedza pomoglaby zminimalizowac skutki ataku.
Dziewulski zaznaczyl, ze o takich sygnalach dobrze poinformowani sa
policjanci zajmujacy sie walka z terroryzmem w kraju.
Wedlug niego, rozwiazaniem byloby przygotowanie kilku ludzi z grup
antyterrorystycznych dzialajacych w Polsce, ktorzy przekazaliby swoja wiedze
zolnierzom. Chodzi o "pewne fazy, zdarzenia, sygnaly, zachowania
niemilitarne, na ktore zolnierze powinni zwracac uwage" - wyjasnil.
W ocenie Dziewulskiego eskalacja zamachow w Iraku powoduje, ze do tego kraju
przyjezdzaja terrorysci z innych krajow. "Chcac wykorzystac swoja wiedze,
uklady, znajomosci, nawiazuja kontakty w celu prowadzenia swoich dzialan.
Dlatego polscy zolnierze sa zdecydowanie bardziej zagrozeni. Ale to jest
cena, ktora w takiej sytuacji trzeba zaplacic. Tu moze pomoc jedynie szybkie
rozwiazanie problemu w sensie politycznym" - uwaza Jerzy Dziewulski.
---------------------------------------------------
Szmajdzinski: wzrost zagrozenia w Iraku przejsciowy
---------------------------------------------------
Poniedzialek, 29 grudnia 2003
Minister obrony narodowej Jerzy Szmajdzinski uwaza, ze po ostatnim ataku
terrorystycznym na polska misje stabilizacyjna w Iraku wzroslo zagrozenie
naszych zolnierzy, ale "o trwalej tendencji za wczesnie mowic".
Ponownych atakow na nasze wojsko mozna sie spodziewac w zwiazku z "ostatnimi
zdarzeniami, ich charakterem i sposobem wykonania zamachow" - powiedzial szef
resortu obrony dziennikarzom w czasie poniedzialkowej wizyty w Zakladach
Metalowych Mesko SA w Skarzysku-Kamiennej.
"Nie nalezy wykluczac, ze ciezar aktywnosci terrorystycznej moze przeniesc
sie do strefy srodkowo-poludniowej i poludniowej, poniewaz grupy
terrorystyczne obecne w Iraku coraz bardziej wypierane sa z polnocy i z
Bagdadu" - wyjasnil minister. W jego opinii nie powinno byc "sinusoidy" w
nastrojach; zawsze trzeba byc jednakowo skoncentrowanym i czujnym. Podstawa
bezpieczenstwa jest pelne przestrzeganie procedur rozpoznania, planowania i
wykonywania zadan - ocenil.
"Przeciwdzialanie terrorystycznemu zamachowi samobojczemu to zadanie w bardzo
wielu wypadkach niewykonalne" - dodal. "Mozna ograniczac skutki, mozna bardzo
wiele zrobic w profilaktyce, ale jesli ma sie do czynienia ze zdeterminowanym
samobojca-terrorysta, to bardzo trudno wyeliminowac ryzyko zwiazane z
wykonaniem takiego zamachu" - zaznaczyl Szmajdzinski.
Minister zapowiedzial, ze w kolejnym polskim kontyngencie wojskowym bedzie
wiecej "sily bojowej" i wiecej zolnierzy do zadan na rzecz wzmocnienia
potencjalu obronnego samego Iraku. Mniej bedzie natomiast sluzb pomocniczych
i logistycznych, bo nie ma juz tylu potrzeb, ktore zaspokajaja te formacje -
tlumaczyl minister.
Szmajdzinski wyrazil przekonanie, ze w wyniku sledztw prowadzonych przez
naszych wojskowych i policje iracka w sprawie terrorystycznych zamachow na
polskich zolnierzy "predzej czy pozniej dopadniemy sprawcow".
Rowniez szef bulgarskiego wywiadu wojskowego gen. Plamen Studenkow ostrzegl w
poniedzialkowym wywiadzie dla bulgarskiego dziennika "Trud", ze w Karbali,
gdzie w polskiej strefie stabilizacyjnej w Iraku sluzy bulgarski kontyngent,
nalezy spodziewac sie nowych zamachow terrorystycznych.
Studenkow przypomnial, ze wywiad wojskowy jeszcze na poczatku grudnia
uprzedzal, iz miedzy swietami Bozego Narodzenia a Nowym Rokiem nalezy
spodziewac sie atakow terrorystycznych. "Mielismy sygnaly na ten temat i
poinformowalismy o nich na posiedzeniach prezydenckiej Rady Bezpieczenstwa
Narodowego 10 i 17 grudnia" - podkreslil szef bulgarskiego wywiadu
wojskowego.
"Wywiad wojskowy nie ma danych, by sadzic, ze terrorysci zamierzaja oslabic
ataki. Calkiem mozliwe sa nowe zamachy przeciw bulgarskiemu batalionowi.
Wojskowi bulgarscy zostali przeniesieni do innej bazy, a wywiad zaleca
nasilenie srodkow bezpieczenstwa w nowym miejscu" - powiedzial general.
"Nalezy takze miec na uwadze, ze terrorysci stale zmieniaja taktyke" - dodal.
--------------
A zony czekaja
--------------
Najdluzsze jest czekanie na telefon po informacji, ze w Iraku znowu cos
wybuchlo. A swieta? Swieta obchodzic beda w styczniu, po powrocie zolnierzy z
misji.
Monika Wanko to poznanianka z krwi i kosci - rzeczowa, konkretna, skrzetnie
skrywa emocje. - Jesli oczekujecie, ze bede plakala, i zrobicie mi malownicze
zdjecie, jak stoje przy oknie, wypatrujac powrotu meza z Iraku, od razu
szukajcie innej rozmowczyni - mowi na poczatku rozmowy z reporterem
"Newsweeka". - Wyjechal, to wroci - dodaje krotko. Ale zmienia ton, gdy
rozmowa schodzi na swieta. Prawdziwego Bozego Narodzenia w tym roku nie
bedzie - bedzie w przyszlym, po 15 stycznia, gdy stacjonujacy w Al-Hilli w
Iraku kapitan Boguslaw Wanko wroci do Polski. - Jeszcze raz upieczemy z
dziecmi swiateczne pierniki. Specjalnie kupilam tez sztuczna choinke, bo
prawdziwa nie doczekalaby jego przyjazdu - mowi Monika. Zony, dzieci i
rodzice zolnierzy, ktorzy wyjechali piec miesiecy temu do Iraku, pozornie
oswoili sie z ich nieobecnoscia. Tylko jakby wyczulil im sie sluch. Kazdy
dzwiek SMS-a, dzwonek telefonu i sygnal nowego e-maila napina nerwy jak
postronki. Przerzucaja telewizyjne kanaly w poszukiwaniu wiadomosci z Iraku.
Gdy w przedswiateczny poniedzialek polskich zolnierzy odwiedzil prezydent
Aleksander Kwasniewski, znowu wypatrywali na ekranie twarzy bliskich. Kazdy
dzwonek to nadzieja na kontakt, ale tez niepokoj. A od listopadowej smierci
majora Hieronima Kupczyka i ostatniego, smiertelnego postrzelenia zolnierza
podczas czyszczenia broni, nerwow jest jeszcze wiecej. Choc im blizej
stycznia, rosnie nadzieja. Pani Balbina Antczak 7 sierpnia - w dniu wyjazdu
syna do Iraku - zawiesila na drewnianej szafce w kuchni pusta kartke. Na
kartce, z doczepionym zdjeciem Bartka, zapisuje kazde wazne wydarzenie
zwiazane z pobytem w dalekim kraju. - To dzien, w ktorym wyjechal, to jego
pierwszy telefon, to znow, kiedy dostalismy pierwsza kartke, a tu - kiedy do
nas dzwonil i mowil, ze jest mu dobrze - wyjasnia. Czasem ze lzami w oczach
staje przy szafce i mowi do zdjecia: "Zadzwonisz dzis, Bartusiu, czy nie?".
Niedlugo przed swietami Bartek przez telefon powiedzial: "Mamusiu, bardzo
tesknie, ale nie bede dzwonil w Wigilie, bo bedzie nam wszystkim smutno".
Dlatego Antczakowie prawdziwe swietowanie odlozyli takze na styczen. Podobnie
jak wiele innych rodzin 2,5 tysiaca wojskowych, ktorzy Boze Narodzenie
spedzili w Iraku.
Chcieli dla Bartka wyslac na swieta duza paczke. Ale wojsko wyznaczylo limit:
dwa kilogramy. Poslali wiec tylko to, co najlzejsze - oplatek, kartke z
pozytywka, zupki chinskie, ptasie mleczko, rodzynki, karton polskich
papierosow i egzemplarz ulubionego magazynu dla mezczyzn. Reszte Bartek
dostanie po powrocie. Pod choinka bedzie na niego czekac paczka z kolekcja
ulubionych czasopism i zapas papierosow na kilka miesiecy. Sam rozpakuje
sobie prezent, gdy wroci do kraju. Ale niepokoj na razie nie minal. - Gdy
widzimy w telewizji materialy o deszczach w Iraku, od razu sie zastanawiamy,
czy jego nie zalalo, a jesli tak, to jak sobie radzi, gdzie suszy rzeczy. Ma
ich przeciez tak niewiele - mowi siostra Izabela, odruchowo zerkajac na
TVN24. Ten kanal w domu Antczakow wlaczony jest niemal bez przerwy. Martwia
sie, tym bardziej ze Bartek nie jest urodzonym zolnierzem. Zastanawial sie
nawet, jak wojska uniknac, a gdy trafil do 10. Brygady Kawalerii Pancernejw
Swietoszowie, myslal tylko, jak stamtad odejsc. - Ale tuz przed zakonczeniem
sluzby, kiedy uslyszal o wyjezdzie do Iraku, zobaczyl dla siebie szanse -
mowi matka. - Moze chodzilo mu o pieniadze, moze chcial swiata troche
zobaczyc - probuje odgadnac motywacje syna pani Balbina. Jak nie dac sie
opetac myslom o tym, co najgorsze, doskonale wiedza wojskowe rodziny z
tradycjami. Katarzyna Szymanska, 28-letnia corka pulkownika stacjonujacego w
Bagdadzie, wlascicielka malego biura turystycznego, twardo stapa po ziemi. -
Gdyby cos sie tacie stalo, dowiedzialabym sie pierwsza, zanim podalyby media
- zauwaza. I dlatego prawie nie oglada telewizji, radio gra tylko w tle. -
Codziennie kontaktuje sie z tata przez Internet, to czasami bywa glebsze niz
pospieszne rozmowy, gdy jest w Polsce - mowi Katarzyna.
Artykul ukazal sie w tygodniku Newsweek Polska, w numerze 01/04
----------
Nowa misja
----------
W polowie stycznia zacznie sie wymiana polskich zolnierzy w Iraku. Teraz
pojedzie mniej kucharzy, a wiecej wojownikow.
Okolo dziesieciu incydentow dziennie - gen. broni Mieczyslaw Cieniuch,
pierwszy zastepca szefa Sztabu Generalnego, jak ksiegowy, bez emocji podlicza
niebezpieczne sytuacje, jakie zdarzaja sie w polskiej strefie w Iraku.
Incydent jest wtedy, gdy ktos probuje nas zabic albo zabic tych, ktorych
ochraniaja nasi zolnierze. Oni nauczyli sie zyc z niepokojem, ktory
towarzyszy kazdemu patrolowi. Juz pierwszego dnia po przyjezdzie do Al-Hilli,
do Babilonu i Karbali ci, ktorzy wczesniej brali udzial w polskiej misji na
Balkanach, mowili: na Balkanach, to bylo sanatorium, a tu bedzie pieklo. I
nie pomylili sie. W drugiej polowie stycznia ruszy wielka akcja wymiany
prawie wszystkich polskich zolnierzy. Teraz kontyngent liczy 2469 osob. Nowy
powiekszy sie o 12 wojskowych. Zmieni sie tez struktura kontyngentu. Ubedzie
sztabowcow i logistykow, za to przybedzie specow od rozpoznania i grup
bojowych. To ostatni dzwonek, bo juz w lutym 2004 roku naszej strefy
przestanie strzec blisko 7 tysiecy amerykanskich zolnierzy. Dla
bezpieczenstwa zmniejszymy z szesciu do czterech liczbe baz (znikna dwie bazy
w Al-Hilli i Karbali). Pozostana te, ktorych latwiej pilnowac, bo sa poza
centrami miast. W pierwszym kontyngencie wyslalismy zbyt wielu dowodcow i
kucharzy, a za malo zolnierzy wyszkolonych do dzialan operacyjnych, takich
jak patrole. - Polskie wojsko musi byc bardziej aktywne, ma szukac miejsc,
gdzie moga byc przygotowywane zamachy - tlumaczy pplk Piotr Patalong, dowodca
18. Batalionu Desantowo-Szturmowego w Bielsku-Bialej, ktory w styczniu udaje
sie do Iraku. Dlatego teraz pojedzie o 10 procent mniej polskich sztabowcow.
Zmniejszy sie tez o ok. 100 osob liczba logistykow, odpowiedzialnych za
zaopatrzenie (do tej pory bylo ich 800). Za to przybedzie ok. 130 zolnierzy z
pododdzialow operacyjnych, ktorzy zorganizuja patrole, zajma sie
przeszukiwaniem budynkow, samochodow, poszukiwaniem osob i ochrona. Zwiekszy
sie tez o 60 osob liczba zwiadowcow.
Newsweek Polska, w numerze 01/04
------------------------------------------
Do Iraku poleci wiecej polskich komandosow
------------------------------------------
W styczniu do Iraku poleci wiecej niz dotad polskich komandosow oraz
zolnierzy do zadan specjalnych, operacyjnych, ktorzy sa przygotowani do
bezposredniej walki z terrorystami - zapowiedzial szef Sztabu Generalnego WP
gen. Czeslaw Piatas. Decyzje taka podjeto, gdy zmienila sie w Iraku forma
atakow z ostrzalow na ataki bombowe.
General powiedzial, ze decyzja o wyslaniu wiekszej liczby zolnierzy
przygotowanych do zadan specjalnych zapadla "pod koniec pazdziernika".
Przypomnial, ze wczesniej do Iraku wyslano specjalistow, by ocenili sytuacje.
Piatas podkreslil, ze ryzyko w Iraku zawsze bylo dosc duze, ale obecnie
zmienila sie forma atakow. "Kiedys mielismy wiecej prob ostrzelania z
granatnikow, broni maszynowej. Obecnie jest wiecej atakow bombowych czy
minowych przy drogach. Dlatego tez potrzebujemy lepszego patrolowania i
nadzoru, w tym takze kontroli tego wszystkiego w warunkach nocnych" -
powiedzial Piatas.
"W ramach limitu tysiaca zolnierzy przebudowujemy strukture wewnetrzna.
Potrzeba wiecej zolnierzy do dzialan operacyjnych. Nie potrzeba az tylu do
logistyki, bo logistyka jest juz ustawiona i dobrze funkcjonuje" - wyjasnil
Piatas. Dodal, ze obecnosc zolnierzy do zadan specjalnych umozliwi
"aktywniejsze dzialania i pozwoli na wiekszy odpoczynek tym, ktorzy
wyjezdzaja na patrole. Te wyjazdy poza baze wymagaja sporego wysilku nie
tylko fizycznego, ale i psychicznego".
Wymiana polskiego kontyngentu w Iraku rozpocznie sie w styczniu. Ostatnia,
trzecia tura zolnierzy wyleci do Iraku w lutym. "I tak, w trzech etapach,
zakonczymy rotacje naszych zolnierzy. Nikt nie zostanie dluzej, niz
zakladano" - zapewnil general.
--------------------------------------
Bezalkoholowe babelki w obozie Babilon
--------------------------------------
Sroda, 31 grudnia 2003
W obozie Babilon, siedzibie polskiego dowodztwa wielonarodowej dywizji w
Iraku, nie bedzie specjalnych obchodow Nowego Roku. Po ostatnich zamachach w
Karbali i na drogach polskiej strefy wojsko wzmoglo kontrole, zatrzymano
kilkanascie osob.
"Nie miejsce i nie pora swietowac. Wykonujemy normalne zadania; dodatkowo w
zwiazku z ostatnimi wydarzeniami jest prowadzone sledztwo. Wszystkie sluzby
pilnujace bezpieczenstwa sa aktywne, w Karbali rozstawiono punkty kontrolne,
rozpoczeto przeszukiwania kwartalow miasta. W zwiazku z roznymi sprawami, nie
tylko ostatnich zamachow, zatrzymano 16 osob" - powiedzial w srode p.o.
rzecznika dowodcy dywizji pplk Mariusz Michalski.
Michalski dodal, ze inny powod, by nie organizowac wiekszych spotkan, to
wzgledy bezpieczenstwa.
"Gromadzenie wszystkich w jednym miejscu nie jest wskazane, ale to sprawa
drugorzedna, najwazniejszy powod to wykonywanie obowiazkow. Podobnie bez
duzych uroczystosci spedzilismy swieta Bozego Narodzenia" - powiedzial.
Zolnierze - ci, ktorzy beda mogli - beda swietowac sylwestra w mniejszym
gronie. Przy wieczornym posilku mogli sie zaopatrzyc w bezalkoholowy napoj z
babelkami, do wyboru czerwony lub bialy. Jest rozlany w butelki
przypominajace te do szampana. "Tym napojem powitamy Nowy Rok, bo prohibicja
pozostaje utrzymana" - powiedzial Michalski.
W czwartek rano z okazji Swiatowego Dnia Pokoju w Obozie Babilon zostanie
odprawiona ekumeniczna msza.
-------------------------------------
Sprzedawca alkoholu zabity w Nadzafie
-------------------------------------
Sroda, 31 grudnia 2003
Sprzedawca napojow alkoholowych zostal zastrzelony w Nadzafie w polskiej
strefie stabilizacyjnej - podala miejscowa policja. Nadzaf to swiete miasto
szyitow z calego swiata. Mezczyzna wielokrotnie dostawal pogrozki.
Sprzedawce zabili nieznani sprawcy z przejezdzajacego samochodu. Ich kule
dosiegly jeszcze jednego czlowieka, ktory zostal ranny.
Policja podala, ze wielokrotnie przyjmowala skargi od wiernych, ktorym nie
podobalo sie, ze mezczyzna sprzedawal alkohol w poblizu jednego z meczetow w
Nadzafie. Islam zabrania picia alkoholu
--------------------------------------------------
Spokojna noworoczna noc w polskiej strefie w Iraku
--------------------------------------------------
Czwartek, 1 stycznia 2004
Ostatni dzien roku i noworoczna noc uplynely spokojnie, mimo sygnalow o
mozliwych sabotazach - powiedzial rano w Obozie Babilon p.o. rzecznika
dowodcy wielonarodowej dywizji, pplk Mariusz Michalski.
"Wczorajszy dzien minal wyjatkowo spokojnie; otrzymalismy informacje, ze w
Karbali i Hilli nalezy sie spodziewac atakow w miejscach skladowania paliwa,
zostaly wiec podjete srodki prewencyjne - patrole, obserwacja. Minionej nocy
nie odnotowalismy zadnej wrogiej dzialalnosci" - powiedzial Michalski.
-----------------------------------------
Polska najbardziej proamerykanskim krajem
-----------------------------------------
2003-12-29 (00:22) IAR, MFi
Polska stanowi antidotum na powszechna obecnie w Europie niechec wobec Stanow
Zjednoczonych - pisze nowojorski dziennik "New York Times".
Zdaniem gazety, w Polsce, gdzie Amerykanie przez lata aktywnie propagowali
idee niepodleglosciowe, przyjazn z Waszyngtonem oznacza najpewniejszy srodek
na zabezpieczenie wolnosci.
Felietonista dziennika pisze, ze kilkudniowy pobyt w Polsce pozwolil mu na
zagojenie wszystkich antyamerykanskich siniakow, ktorych doznal w krajach
Europie Zachodniej. Thomas Friedman podkresla, ze Polska, obok Stanow
Zjednoczonych, jest najbardziej proamerykanskim krajem na swiecie. Zdaniem
autora, Polska jako przyszly czlonek Unii Europejskiej stanie sie bardzo
waznym przyjacielem Waszyngtonu w strukturach europejskich.
Przeciwnie tez do krajow arabskich, gdzie Amerykanie przez lata popierali
tamtejszych dyktatorow, w Polsce Stany Zjednoczone kojarza sie przed
wszystkim z ideami niepodleglosciowymi.
"New York Times" zwraca jednak uwage, ze wiekszosc Polakow przeciwna jest
udzialowi Polski w koalicji amerykanskiej w Iraku. Jezeli Amerykanie nie beda
w stanie zaprowadzic porzadku w Iraku, "stara" Europa nie bedzie smiac sie
tylko z Waszyngtonu, ale rowniez z Warszawy - pisze dziennik.
Biorac pod uwage geopolityczne polozenie Polski, trudno wyobrazic sobie, aby
Polacy zmienili swoj stosunek do Stanow Zjednoczonych. Jest to jednak mozliwe
i Amerykanie powinni zdawac sobie sprawe, ze jesli utraca zaufanie Polski,
bedzie to mialo ogromne konsekwencje dla pozycji Stanow Zjednoczonych w
Europie - konkluduje gazeta.
http://www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=6308
------------------------------------------------------
NYT: Polska to antidotum na europejski antyamerykanizm
------------------------------------------------------
"Polska to najbardziej proamerykanski kraj na swiecie - wliczajac w to Stany
Zjednoczone" - napisal w "New York Times" Thomas L. Friedman. Ten ceniony
komentator obawia sie, ze zaniedbania Waszyngtonu doprowadza do utraty
pozycji USA w Polsce.
Friedmana, ktory niedawno spedzil trzy dni w Polsce, uderzyla niezwykla
sympatia, jaka Polacy darza USA. "Ludzie tutaj mowia, ze naprawde lubia
Ameryke. I nie mowia tego szeptem. Polska to antidotum na europejski
antyamerykanizm" - pisze Friedman.
Komentator te sympatie tlumaczy polozeniem geopolitycznym Polski, zwlaszcza
sasiedztwem z Rosja i Niemcami. Friedman przypomina, ze przez te kraje Polska
kilkukrotnie znikla z mapy swiata. "Nie nalezy wiec sie dziwic, ze ten kraj
jest najwiekszym adwokatem obecnosci amerykanskich wojsk w Europie" -
zaznacza dziennikarz. "Gdy Polacy mysla o Ameryce, mysla o slowie +wolnosc+"
- dodaje.
Friedman cieszy sie, ze Polska wstepuje do Unii Europejskiej, stanie sie
bowiem waznym sojusznikiem we wspolnocie europejskiej, przeciwwaga dla
antyamerykanskich sil w UE. Podkresla fakt, ze polskie wojska pomagaja USA w
stabilizowaniu sytuacji w Iraku i apeluje o przyznanie Warszawie nagrody za
jej postawe, np. w postaci latwiejszego dostepu do amerykanskich wiz.
Jednoczesnie komentatora martwi brak dbalosci wladz amerykanskich o
podtrzymanie proamerykanskich nastrojow w Polsce. "Gdy Polska stanie sie
pelnoprawnym czlonkiem UE, jej mlodziez bedzie dojrzewac w tej
postmodernistycznej europejskiej nirwanie, gdzie antyamerykanizm dodaje sie
do wody pitnej" - pisze Friedman. Dziennikarz obawia sie, ze z czasem Polska
zacznie odchodzic od USA. "A to bedzie mialo powazne konsekwencje dla
obecnosci Ameryki w Europie" - konkluduje.
Thomas L. Friedman pracuje w "NYT" od 1981 roku. Jest trzykrotnym laureatem
nagrody Pulitzera. Ostatnia otrzymal w 2002 roku za komentarze.
http://polonia.pap.pl
--------------------------
USA brataly sie z Husajnem
--------------------------
Obecny minister obrony USA Donald Rumsfeld odwiedzil w 1984 roku Irak jako
specjalny wyslannik administracji Ronalda Reagana, aby zapewnic tamtejsze
wladze, ze choc Irak uzywa broni chemicznej, Stany Zjednoczone pragna
poprawic stosunki z prezydentem Saddamem Husajnem - podal "New York Times".
Dziennik powoluje sie na dokumenty odtajnione niedawno przez Archiwum
Bezpieczenstwa Narodowego.
Dwadziescia lat temu Rumsfeld kierowal pewna firma farmaceutyczna, ale
wczesniej byl ministrem obrony w administracji prezydenta Geralda Forda. Do
Bagdadu pojechal na prosbe sekretarza stanu George'a P. Shultza, aby zapewnic
Saddama Husajna, ze amerykanskie potepienie Iraku za uzycie broni chemicznej
przeciwko Iranowi i powstancom kurdyjskim ma charakter czysto formalny i ze
priorytetem USA jest zapobiec zwyciestwu Iranu w wojnie z Irakiem i poprawic
stosunki dwustronne.
Podczas tej wojny USA potajemnie pomagaly Irakowi w planowaniu operacji, choc
bylo wiadomo, ze Saddam stosuje bron chemiczna. "New York Times" podaje, ze w
scisle tajnym programie wspierania Iraku uczestniczylo przeszlo 60 oficerow
amerykanskiego wywiadu wojskowego. Przekazywali oni Irakowi informacje o
rozmieszczeniu wojsk iranskich, oceny skutecznosci nalotow irackich i inne
cenne dane.
Z odtajnionych dokumentow - pisze dziennik - wylania sie obraz amerykanskich
staran o nawiazanie scislejszych stosunkow z Bagdadem w okresie, gdy
oficjalnie Waszyngton zachowywal neutralnosc w osmioletniej wojnie
iracko-iranskiej. Widac tez, ze prywatnie owczesna administracja USA nie
oburzala sie na uzywanie przez Irak broni chemicznej.
"New York Times" przypomina, ze przed marcowo-kwietniowa wojna z Saddamem
Husajnem administracja George'a W. Busha, w tym Rumsfeld, podawala stosowanie
przez Saddama gazow trujacych jako jeden z glownych powodow, dla ktorych
prezydenta Iraku trzeba obalic.
Dokumenty odtajnione przez Archiwum Bezpieczenstwa Narodowego dotycza drugiej
wizyty Rumsfelda w Iraku, wiosna 1984 roku. Po raz pierwszy byl on w
Bagdadzie w grudniu 1983 roku. Zdjecia z jego owczesnego spotkania z Saddamem
i relacja z wizyty znalazly sie wtedy w mediach amerykanskich.
Tom Blanton, dyrektor Archiwum, powiedzial "NYT", ze Stany Zjednoczone placa
obecnie cene za wczesniejsze poblazanie Irakowi.
"Bratanie sie z Saddamem w latach 80. i to, co zrobil osmielony przez nas,
powinno byc przestroga i sklonic nas do bacznego przyjrzenia sie wszystkim
naszym ciemnym sojuszom" - powiedzial Blanton. "Sciskanie dloni dzisiejszym
dyktatorom moze jutro przeobrazic ich w Saddamow" - dodal.
============================================================================
PAP: Polski oficer aresztowany pod zarzutem szpiegostwa
============================================================================
Oficer Wojska Polskiego zostal aresztowany przez Sad Garnizonowy w Warszawie
pod zarzutem dzialalnosci na rzecz obcego wywiadu - poinformowala Wojskowa
Prokuratura Okregowa w Warszawie.
Oficer zostal zatrzymany w poniedzialek przez funkcjonariuszy Agencji
Bezpieczenstwa Wewnetrznego - poinformowal zastepca wojskowego prokuratora
okregowego w Warszawie pplk Jerzy Kwiecinski.
Zostal mu przedstawiony zarzut z artykulu 130 par. 2 Kodeksu karnego. Art.
130 par. 2 mowi, ze "kto, biorac udzial w obcym wywiadzie albo dzialajac na
jego rzecz udziela temu wywiadowi wiadomosci, ktorych przekazanie moze
wyrzadzic szkode Rzeczpospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolnosci
na czas nie krotszy od 3 lat".
Wspolne sledztwo Wojskowych Sluzb Informacyjnych i ABW podjeto 27 grudnia.
Sledztwo dotyczylo prowadzenia przez oficera WP dzialalnosci na rzecz obcego
wywiadu, polegajacej na przekazywaniu dokumentow zawierajacych wiadomosci,
mogace wyrzadzic szkode Rzeczpospolitej Polskiej - poinformowal Kwiecinski.
Nie wiadomo, na rzecz ktorego wywiadu pracowal zatrzymany oficer. "Z uwagi na
przedmiot prowadzonego sledztwa jest ono w calosci objete klauzula
niejawnosci" - przekazal w komunikacie Kwiecinski. Nie podano zadnych danych
oficera.
"Nie mam zadnej wiedzy na ten temat: skad pochodzi ten oficer, z jakiej jest
jednostki, w jakim stopniu, nic nie wiem" - powiedzial rzecznik Sztabu
Generalnego WP plk Zdzislaw Gnatowski. Rowniez ABW nie chciala udzielac
zadnych dodatkowych informacji. Sprawy nie chcial tez skomentowac szef
sejmowej komisji ds. sluzb specjalnych Konstanty Miodowicz.
W 1999 r. Urzad Ochrony Panstwa zatrzymal trzech oficerow WP pod zarzutem
szpiegostwa na rzecz Rosji. Prokuratura wojskowa zapewniala, ze sprawy tych
oficerow nie maja ze soba zwiazku.
Czeslaw Wojtkun, byly pplk Wojskowych Sluzb Informacyjnych, zostal skazany w
2002 r. przez Wojskowy Sad Okregowy w Warszawie na 4 lata wiezienia i
degradacje za szpiegostwo na rzecz ZSRR i Rosji. Caly proces utajniono "ze
wzgledu na wazny interes panstwa".
Sad I instancji uznal, ze Wojtkun jako szef kontrwywiadu wojskowego w Lodzi
od konca lat 80. do 1993 r. udzielal KGB tajnych informacji, dotyczacych
glownie dzialalnosci polskiego wywiadu wojskowego. Sad uznal, ze przekazywal
on kserokopie niejawnych dokumentow wytwarzanych na potrzeby tej sluzby,
ktorych ujawnienie moglo wyrzadzic szkode panstwu.
W 2001 r. Wojskowy Sad Okregowy w Warszawie skazal na 3 lata wiezienia i
degradacje pplk. Zbigniewa P., drugiego zatrzymanego oficera. Proces
trzeciego oficera prawdopodobnie nigdy sie nie zacznie, bo cierpi on na
stwierdzona przez kilka ekip lekarskich chorobe psychiczna.
Najglosniejsza w III RP, a zakonczona w sadzie afera szpiegowska ze
specsluzbami ZSRR byla sprawa Marka Zielinskiego (majora MSW z lat 80.),
ktory w latach 1981-93 wspolpracowal z wywiadem wojskowym ZSRR, a potem
Rosji. Zatrzymal go w 1993 r. w Warszawie Urzad Ochrony Panstwa podczas
wreczania materialow szpiegowskich attache wojskowemu ambasady Rosji plk.
Wladimirowi Lomakinowi, ktorego potem wydalono z Polski. W 1994 r.
Zielinskiego skazano na 9 lat wiezienia. (mag)
-------------------------------------------------------------
Szmajdzinski: sprawa szpiega nie dotyczy panstwa NATO-wskiego
-------------------------------------------------------------
Zostal aresztowany czlowiek, ktory dzialal na rzecz obcego wywiadu. Nie
dotyczy to panstwa NATO-wskiego - powiedzial minister obrony narodowej Jerzy
Szmajdzinski, komentujac aresztowanie oficera Wojska Polskiego podejrzanego o
szpiegostwo.
Oficer zostal zatrzymany w poniedzialek przez funkcjonariuszy Agencji
Bezpieczenstwa Wewnetrznego. Przedstawiono mu zarzut z artykulu 130 par. 2
Kodeksu karnego. Wedlug artykulu, "kto, biorac udzial w obcym wywiadzie albo
dzialajac na jego rzecz udziela temu wywiadowi wiadomosci, ktorych
przekazanie moze wyrzadzic szkode Rzeczpospolitej Polskiej, podlega karze
pozbawienia wolnosci na czas nie krotszy od 3 lat". Oficer zostal aresztowany
we wtorek przez Sad Garnizonowy w Warszawie.
"Sprawa ma charakter szpiegowski. Jesli ma charakter szpiegowski, musi byc
traktowana z zachowaniem wszystkich zasad i regul postepowania. Ilosc
informacji jest limitowana. (...) Informowac o postepie w tej sprawie bedzie
prokuratura" - powiedzial Szmajdzinski. (mag)
---------------------------------------------------------------
Szmajdzinski: oficer podejrzany o szpiegostwo nie dzialal dlugo
---------------------------------------------------------------
Dzialalnosc mlodszego oficera, aresztowanego pod zarzutem szpiegostwa, nie
trwala dlugo - poinformowal szef MON Jerzy Szmajdzinski, powolujac sie na
oceny Agencji Bezpieczenstwa Wewnetrznego i Wojskowych Sluzb Informacyjnych.
Zapytany o komentarz do wypowiedzi sugerujacych, ze dzialalnosc aresztowanego
oficera mogla wynikac ze spraw sprzed 1989 r., Szmajdzinski zapewnil, ze nie
bylo takiego zwiazku.
Na pytanie, czy dzialalnosc oficera dotyczyla kierunku wschodniego, czy
zachodniego, minister powtorzyl tylko, ze nie wiazala sie z zadnym panstwem
NATO.
Poproszony o komentarz do twierdzen srodowej prasy, ze oficer przekazywal
plany rozmieszczenia w Polsce baz NATO, minister odparl, ze na razie nie ma
takich planow. Zaprzeczyl tez, by sprawa wiazala sie z zagrozeniami
terrorystycznymi.
"Po to sa sluzby kontrwywiadowcze, zeby takie przypadki znajdowac" - tak
Szmajdzinski odpowiedzial na pytanie, czy zaskoczylo go zdemaskowanie
oficera. "To sie niestety, zdarza" - dodal.
Prowadzaca sledztwo Wojskowa Prokuratura Okregowa w Warszawie nie udziela
zadnych informacji o aresztowanym oficerze, nawet takich, jak inicjaly czy
stopien wojskowy. "Z naszego punktu widzenia sa to okolicznosci, ktorych nie
chcemy ujawniac" - powiedzial pplk Jerzy Kwiecinski z tej prokuratury.
Szmajdzinski przyznal tymczasem, ze chodzi o "mlodszego oficera" (czyli
podporucznika, porucznika lub kapitana).
Kwiecinski poinformowal, ze po zakonczeniu sledztwa prokuratura poinformuje o
- prawdopodobnym wedlug niego juz obecnie - skierowaniu aktu oskarzenia do
sadu. Do tego czasu nie bedzie zas udzielac informacji o tym tajnym
sledztwie. Zgodnie z prawem, w sprawach o szpiegostwo sledztwo i proces sa
tajne. (mn)
----------------------------------------------------
Sprawe szpiega ujawniono, bo wykryli ja dziennikarze
----------------------------------------------------
Sprawe zdemaskowania szpiega ujawniono, gdyz dowiedzieli sie o niej
dziennikarze - taka informacje "Gazety Wyborczej" potwierdzil dziennikarz PAP
w wiarygodnym zrodle zwiazanym ze sluzbami specjalnymi.
Sprawy o szpiegostwo sa otoczone z mocy prawa tajemnica; takze w tej sprawie
tak by bylo, gdyby nie fakt, ze dziennikarze jednego z mediow dowiedzieli sie
o niej, wobec czego postanowiono ja ujawnic - twierdzi zrodlo PAP.
Rzecznik Wojskowej Pprokuratury Okregowej w Warszawie pplk Jerzy Kwiecinski
nie odpowiedzial na pytanie PAP, czy toczy sie jakies postepowanie w sprawie
tego przecieku. Dodal, ze w kazdym sledztwie moga byc "poboczne watki".
We wtorek warszawski sad wojskowy aresztowal oficera wojska podejrzanego o
szpiegostwo. Jak twierdzi "Gazeta Wyborcza", byl to szpieg rosyjskiego
wywiadu. Nikt na razie nie potwierdzil tej informacji.
============================================================================
Newsweek: Mocna eksportowa
============================================================================
Caly swiat polubil byc na rauszu po naszej wodce, z czego trzezwo korzystaja
rodzimi producenci.
Henrykowi Wnorowskiemu, dyrektorowi handlowemu bialostockiego Polmosu,
przytrafila sie przygoda jak ze snu. W czasie sluzbowego pobytu w Japonii
wstapil do baru skosztowac sake. Po chwili ze zdumieniem odkryl, ze jest
jedynym amatorem slynnej wodki z ryzu. Wiekszosc Japonczykow zamawiala...
bialostocka zubrowke.
To dzieki takim egzotycznym klientom Wnorowski sprzedal w tym roku za granica
- glownie w Azji - ok. 900 tys. litrow wodki, o 150 tys. wiecej niz w roku
2002. Ale to i tak niewiele w porownaniu do krajowego potentata - poznanskiej
Wyborowej, ktora szczyci sie, ze na eksport wysyla najwiecej wodek sposrod
rodzimych gorzelni, glownie do Meksyku (4,5 mln l), a jej produkty naleza
do najlepiej sprzedawanych na swiecie. Wyborowa jest piata, a Premium siodma.
Wyprzedzaja je tylko rosyjska Stoliczna, angielski Smirnoff, szwedzki Absolut
i Finlandia.
Wedlug GUS w 2002 r. polskie firmy sprzedaly za granica ok. 7,5 mln l alkoholu
za prawie 50 mln dol. To zaledwie 5 proc. krajowej produkcji spirytualiow, ale
eksport rosnie w tempie ok. 8 proc. rocznie. Dla wytworni wodek, ktore
znalazly sobie miejsce na zagranicznych rynkach, to swietny interes. Na kazdej
butelce zarabiaja przecietnie o jedna trzecia wiecej niz w kraju.
Uniezalezniaja sie tez od krajowego popytu, duszonego akcyza ponaddwukrotnie
wyzsza niz w UE.
Pierwsze na podboj Ameryki ruszyly polmosy z Zyrardowa i Siedlec - w polowie
ubieglej dekady. Zyrardowscy kiperzy specjalnie na tamtejszy rynek stworzyli
luksusowa wodke Belvedere, a ich koledzy z Siedlec - Chopina. Amerykanskie
podniebienia zdobyli wyjatkowo delikatnym jak na wodki smakiem, uzyskanym
dzieki wielokrotnej destylacji. Ale sukcesu by nie bylo, gdyby nie 50 milionow
dolarow wpompowane w reklame. W amerykanskich mediach i na ulicznych
billboardach ukazaly sie reklamy z ogorzalym, silnym mezczyzna i haslem
"czysta wodka z Polski". W prasie kusily hasla: "polska wodka za dobra, by ja
mieszac". Efekt - niemal cala produkcja Belvedere i co druga butelka Chopina
trafiaja do Ameryki. Polmosy czerpia z ich sprzedazy polowe swoich przychodow
- prawie 25 mln dol. Ale konkurencja nie spi.
Newsweek Polska, w numerze 01/04
============================================================================
============================================================================
[Idz do poczatku - do gory]