|
|
|
Redakcja nie odpowiada za tresc podawanych ogloszen. Tresc i opinie zamieszczone w listach czytelnikow niekonecznie sa zgodne z pogladami redakcji. W sprawie listow prosze kontaktowac sie bezposrednio z autorami. UWAGA: W przypadku checi przedruku zamieszczonych materialow, prosze kontaktowac sie bezposrednio z autorami tekstow lub listow. Przesylanie dalej Komunikatow poczta elektroniczna dozwolone. Redakcja zezwala na przedruki wszystkich komentarzy i materialow redakcyjnych, podpisanych Czeslaw Piasta, CzP, lub bez podanego nazwiska, ale prosze podac Komunikaty Ottawskie jako zrodlo informacji. Redakcja szczegolnie goraco zacheca do rozpropagowywania imprez z Kalendarza Ottawskiego. |
|
Kalendarz Imprez Ottawskich: http://www.kpk-ottawa.org/sip/kalendarz/ Zagladaj tam, zeby zobaczyc terminarz imprez lub zeby samemu dodac impreze do kalendarza. UWAGA: Wprowadz impreze do podanego wyzej Kalendarza, lub wyslij informacje pod redakcja@KomOTT.net gdy tylko znasz termin oraz informacje o imprezie. Z reguly, informacje w Kalendarzu SIP pojawiaja sie tego samego dnia, ktorego zamieszczono informacje.
*** 3-6 wrzesnia Zamkniecie sezonu turystycznego - zlot w Algonquin Park
Lechici i Libijczycy na start! Pogoda ma byc znakomita!
*** 10 IX 2004, 19:30 wystep "Gdanskiej Formacji Szantowej" - Nepean Sailing
Club, 3259 Carling Ave., w sasiedztwie Andrew Haydon Park.
"Gdanska Formacja Szantowa" przyjezdza do Ottawy na jeden koncert. Grupa
czterech muzykow pod wodza Waldemara Mieczkowskiego, kapitana slynnego
polskiego zaglowca "Zawisza Czarny" bedzie spiewac klasyczne standardy
szantowe, ballady zeglarskie znanych polskich autorow (Janusza Sikorskiego,
Jurka Porebskiego, Ryska Muzaja) oraz wlasne utwory. Zapraszam w piatek
10 wrzesnia do Nepean Sailing Club (3259 Carling - kolo Andrew Hayden Park)
na godz 19:30. Wstep wolny. Bar (z polskim piwem) i kuchnia otwarte wiec
warto wpasc wczesniej...
Do klubu warto wpasc przed koncertem, bo jest on wspaniale polozony,
z widokiem na setki jachtow i zachod slonca na rzece... bar dobrze
zaopatrzony (ma byc polskie piwo) i kuchnia z przegryzkami na cieplo
sa otwarte od poludnia. Informacje Jacek Dubiel, (613)829-8309.
*** 12 IX 2004 (niedziela) - Piknik Parafialny - farma pp. Galkow
Organizacja: Parafia Sw. Jacka Odrowaza
Farma pp. Galkow, 8405 Road 31, na poludnie od Ottawy
Wiecej informacji: Sekretariat (613) 230-0804 Faks: 613 230-0125
E-mail: polchurch@sympatico.ca
Witryna internetowa: http://www.cyberus.ca/~polishchurch/
*** 15 IX 2004 (sroda) - Koncert - kabaret "Od Opery do Afery"
Organizacja: Federacja Polek w Kanadzie, Ogniwo #8, Ottawa
Godzina: 20:00
Adres: Audytorium, National Library, 395 Wellington St., Ottawa
Koszt: $ 20.00 od osoby
Opis wydarzenia: Ogniwo #8, obchodzi swoje 40-to lecie. Koncert kabaretowy
pod patronatem honorowym konsula RP Grazyny Sosnowskiej-Sikorskiej,
z ktorego dochod zostanie przeznaczony na cele charytatywne. Na specjalne
zaproszenie wystapi dla Panstwa Agnieszka Fatyga, czyli Maria Callas
i Louis de Funes w jednym programie "Od Opery do Afery".
Bilety do nabycia pod telefonem (613) 739-8663, w polskich sklepach
w Ottawie, w sali parafialnej po mszach oraz w Domu Polskim SPK.
Wiecej informacji: http://www.TNpolonia.com ponizej w "Agnieszka Fatyga
w Ottawie" oraz Ewa Zadarnowska Telefon: 613 739-8663 E-mail: ewazadar@hotmail.com
*** http://www.tnpolonia.com/ - Transatlantyk Nadziei
Nowe wrzesniowe wydanie juz jest na Internet.
e-mail: Jolanta Szaniawska
[ Wroc na poczatek ] |
|
Wrzesniowe wydanie TNpolonia.com [ Jolanta Szaniawska ] Oczekiwany, ze wzgledu na zla pogode, ciagle odkladany termin lotu, przypadl wreszcie na sobote 7 sierpnia 2004. Zbiorka w Hampton Park Plaza, gdzie miesci sie biuro firmy "Skyview Ballooning", 4.45 rano. A tak, nasz lot nazywal sie "Ogladanie wschodu slonca". Podczas rejestracji i zlozenia podpisu, ze na wypadek wypadku to sami chcielismy, wraz z innymi wsiadamy do "vana". Jedziemy na miejsce startu - Park Jacques Cartier. Jazde umila nam Krzysztof, na co dzien student uniwersytetu ottawskiego, a latem zlota raczka od wszystkiego firmy, Skyview. Dowiadujemy sie, ze dzis wiatry wieja od polnocy, aby latac balonem trzeba zdac egzamin i uzyskac licencje w kanadyjskim Ministerstwie Transportu, informacje o pogodzie firma uzyskuje bezposrednio z lotniska i biura meteorologicznego, 50% lotow z powodu warunkow pogodowych jest odwolanych, lotu balonem nie mozna planowac, start moze byc odwolany... [Duzo ciekawych fotek miasta Ottawy z lotu balonem] [ Krystyna Sadej ] ...Do Seulu lecialam na swoj wlasny kontrakt majac w rece bilet w dwie strony, ktory zostal zakupiony przez szkole, w ktorej mialam pracowac uczac dzieci jezyka angielskiego przy pomocy zajec plastycznych. Kontraktu co prawda nie podpisalam, mialam to zrobic zaraz po przylocie. Wszystko zdarzylo sie tak niespodziewanie, ze nawet nie zdazylam sie dobrze zastanowic. Rozmowy telefoniczne w srodku nocy z para koreanskich agentow, ktorzy zalatwiali mi te prace, a ktorych poznalam w trakcie kursu "Teach and Travel" w Ottawie, byly bardzo obiecujace. Nie jestem tzw. "native speaker", mialam wiec szanse poleciec tylko na tzw. "practicum", a moj bilet mial byc zaplata za dwa miesiace pracy... [ Jolanta Szaniawska ] Gdy weszlam do domu, oprocz zaplakanego kota i trzytygodniowego kurzu, czekala na mnie obiecana przez Jaska Szustera ksiazka - "Duska - opowiesc o Darii Trafankowskiej". Ucieszylam sie! "Kochany Jasiek, pamietal i o tych, co na morzu!" Choc zmeczona po podrozy, nie w glowie bylo mi rozpakowywanie czy spanie. "Torby moga poczekac do jutra - ja nie" i glodna slowa od Dusi, rzucilam sie na ksiazke. Z kazda dotknieta wzrokiem strona wracaly kadry wspomnien; niczym film wolno przesuwaly sie obrazy z przeszlosci. Inne niz te w ksiazce, bo moje wlasne, nie przerobione piorem dziennikarza. Przymknelam oczy... Warszawa, lato roku 1980. Daria na Mariensztacie u pani Janiny Godlewskiej Boguckiej (aktorki i piesniarki, taj samej, ktora uratowala Szpilmana) z wlasciwym sobie urokiem opowiada o slubie z Waldkiem Dzikim... [ Stanislaw Kielar ] Okazaly budynek otoczony piekna zielenia drzew przy ulicy 443 Daly to siedziba Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Ottawie. Zazwyczaj wiekszosc interesantów zglasza sie ze swoimi sprawami do Konsulatu, który miesci sie w tym samym budynku, w jego prawym skrzydle. Do Ambasady przychodzi sie tylko w wyjatkowych przypadkach i to zwykle na specjalne zaproszenia, na przyklad na obchody swiat narodowych czy inne uroczystosci. Aby przyblizyc czytelnikom TNpolonia malo znany swiat dyplomacji poprosilismy o krotki wywiad Charge d'Affaires - Mieczyslawa Olendra. Czy zechcialby Pan wyjasnic naszym Czytelnikom co znaczy tytul Charge d'Affaires? Przeklad zwrotu "Charge d'Affaires" oznacza "pelniacy obowiazki" - w tym przypadku pelniacy obowiazki ambasadora, szefa misji dyplomatycznej. Isc za marzeniem! [ Jolanta Szaniawska ] A bylo to tak. Ktoregos dnia, ci mlodzi ludzie, nagle staja sie wolni od obowiazkow. Ona wlasnie konczy studia, historie sztuki na Uniwersytecie Carleton, On stracil prace w hi-tech i zegnal niewole biurka w firmie Zucotto. Szybko decyduja sie na wyjazd z Ottawy. Nie musza prosic "mlodosci, dodaj mi skrzydel", Oni te skrzydla juz maja. Poniewaz oboje kochaja gory to "za szczesciem" w te gory jada. Zostawiaja wielkomiejskie (oops, tylko bez przesady) ottawskie zycie, rodzine, przyjaciol i wiosna roku 2002 pakuja sie do starego "vana". Kierunek - Canmore w krainie Kananaskis - a to juz Gory Skaliste. [ Andrzej Wilk ] Na wiadomosc, ze reprezentacja Polski w pilce noznej rozegra mecz towarzyski w Chicago z reprezentacja Stanow Zjednoczonych, zakielkowala mi mysl - A moze by tak pojechac pokibicowac? Z taka propozycja zwrocilem sie do pana Mariana Baraniaka, wlasciciela firmy turystycznej Nelson Travel, zalozyciela i zawodnika polonijnej druzyny "Ottawa Lato", to tak na czesc Grzegorza Lato w 1974 roku. Marian oczywiscie bardzo entuzjastycznie podchwycil pomysl i zaczal go realizowac. Po wstepnych kalkulacjach kosztow wycieczki i podaniu ich do publicznej wiadomosci to chetnych zglosilo sie okolo 50 osob, czyli autokar kibicow. Niestety, im blizej wyjazdu tym liczba chetnych topniala!? W koncu, 9 lipca w czternastogodzinna podroz, juz tylko "vanem" ruszyli: wspomniany Marian, Rysiu Bojarski, Leszek Pekalski oraz ja, dzielacy sie z Panstwem wrazeniami. [ Jolanta Szaniawska ] Od czternastu lat, w miesiacach od maja do pazdziernika, w pod ottawskim miasteczku Carp odbywa sie targ plodow rolnych - "Carp Farmers Market" www.carpfarmersmarket.com Wtedy mozna kupic tu organiczne produkty, poczynajac od miesa ze strusia, koziego sera, kielbas z bizona, spadziowego miodu po czosnek, i to nawet polski. "Organiczne", czyli w tym wypadku "od chlopa", stalo sie w Ottawie bardzo modne. Nas Polakow, wychowanych na mleku prosto od krowy (ci z terenu) i serze od baby (te miastowe) cos takiego nie dziwi, no... chyba, ze trafimy na Festiwal Czosnku (zawsze w drugi weekend sierpnia). Wtedy to na placu targowym pojawiaja sie kolorowe stoiska z czosnkiem i jego przetworami na slodko i slono! Zachowanie jezyka polskiego [ Ania Lech ] Urodzilam sie w Kanadzie, ale od malego rodzice mowili do mnie po polsku. W szkole uczylam sie jezyka angielskiego. Od malego uczeszczalam do Polskiej Szkoly. W kazda sobote od 9 rano do 12:30, kiedy inne dzieci spaly lub jechaly na narty, lub ogladaly telewizje. Ja chcialam byc jak te dzieci, i w sobote zostac w domu. Mialam lekcje do odrobienia i zostawialam je do ostatniej chwili. Mialam dodatkowa szkole a dla mnie 5 dni w tygodniu nauki wystarczalo. Ale rodzice zapisali mnie do szkoly, do ktorej chodzilam przez 12 lat. W mlodych latach na przerwie gralam w skakanke z kolezankami i kolegami. Uczylam sie podstawowych slow, gramatyki itd.... [ oprac. Jolanta Szaniawska ] Ottawskie ogniwo Federacji Polek w Kanadzie z okazji jubileuszu swego 40-lecia zaprasza na koncert Agnieszki Fatygi pt. "Od opery od afery" (15 wrzesnia, godz. 2000, Audytorium National Library, 395 Wellington 95 Str.) Koncert odbedzie sie po patronatem honorowym konsula RP w Ottawie Grazyny Sosnowskiej - Sikorskiej, z ktorego dochod przeznaczony zostanie na cele charytatywne. Zapewne pamietaja Panstwo Agnieszke Fatyge (aktorka teatru Ateneum, piosenkarka, pianistka, kompozytorka i poetka), ktora wraz z Kabaretem "Pod Egida" Jana Pietrzaka, goscila przed laty w Ottawie. Juz wtedy pokazala ona, ze jest prawdziwa "estradowa bomba atomowa". Dzis Agnieszka Fatyga zajmuje czolowe miejsce w swiecie polskiej kultury, jest laureatka m.in. "Zlotego Ekranu", Nagrody im. St. Wyspianskiego i Nagrody TVP w Przegladzie Piosenki Aktorskiej we Wroclawiu... [ Redakcja ] Pomocy!!! Szukamy rodziny (dzieci lub wnuki) Pani Haliny Konopackiej - Matuszewskiej, pierwszej polskiej zlotej medalistki olimpijskiej w lekkiej atletyce w rzucie dyskiem z Amsterdamu z 1928 roku. Jestesmy nauczycielami wychowania fizycznego, pracujemy w gimnazjum w Domaszowicach w wojewodztwie opolskim w Polsce. Nasze Gimnazjum odnosi bardzo duze sukcesy sportowe w lekkiej atletyce i biegach przelajowych w zawodach regionalnych, krajowych i zagranicznych. Dyrekcja Publicznego Gimnazjum w Domaszowicach, w ktorym pracujemy i my nauczyciele chcemy swojej szkole nadac imie HALINY KONOPACKIEJ. Pani Halina Konopacka w 1939 roku wyjechala do USA i mieszkala do 1989 roku na Florydzie w Miami. Brat Pani Haliny Konopackiej mieszkal podobno w Ottawie w Kanadzie, mial na imie Tadeusz, szukamy tez jego rodziny (dzieci, wnukow). Interesuje nas postac Tadeusza Konopackiego, ktory mieszka lub mieszkal w Kanadzie w Ottawie lub jego rodzina, jak sie z nimi skontaktowac? Tutaj pewnie uzyskamy takie wiadomosci. Bardzo prosimy o pomoc i kontakt z nami. Czekamy cierpliwie, prosimy do nas napisac. Pozdrawiamy, z powazaniem Halina i Jan Kwasniccy Nauczyciele wychowania fizycznego 46 - 250 Wolczyn Osiedle Mlodych 5 C/4 woj. Opolskie Komentarz redakcji KO: Pewnie wymaga ona ulepszen, jesli chodzi o jakis uklad odniesienia, wspolrzedne, jesli chcialby ktos odeslac osoby zainteresowane do wyszukania danego sektora. Reportaz rodziny Lechow z regat zeglarskich dzienikarzy w Gizycku. |
|
Agnieszka Fatyga w Ottawie
Subject: Fatyga - koncert - Komunikat Federacji Polek w Kandzie -
Zapraszamy na koncert!
Date: Tue, 24 Aug 2004 16:55:08 -0500
From: jolanta szaniawska
Agnieszka Fatyga w Ottawie!Ottawskie ogniwo Federacji Polek w Kanadzie z okazji jubileuszu swego 40-lecia zaprasza na koncert Agnieszki Fatygi pt. "Od opery od afery" (15 wrzesnia, godz.20.00, Audytorium National Library, 395 Wellington Str.) Koncert odbedzie sie po patronatem honorowym konsula RP w Ottawie Grazyny Sosnowskiej-Sikorskiej, z ktorego dochod przeznaczony zostanie na cele charytatywne. (fot. Jola Szaniawska)
Zapewne pamietaja Panstwo Agnieszke Fatyge (aktorka teatru Ateneum,
piosenkarka, pianistka, kompozytorka i poetka), ktora wraz z Kabaretem "Pod
Egida" Jana Pietrzaka, goscila przed laty w Ottawie. Juz wtedy pokazala ona,
ze jest prawdziwa "estradowa bomba atomowa". Dzis Agnieszka Fatyga zajmuje
czolowe miejsce w swiecie polskiej kultury, jest laureatka m.in. "Zlotego
Ekranu", Nagrody im. St. Wyspianskiego i Nagrody TVP w Przegladzie Piosenki
Aktorskiej we Wroclawiu.Agnieszka Fatyga - "Maria Callas i Luis de Funes w jednym wcieleniu", - bo taka zyskala opinie po kreacji w legendarnym juz spektaklu "Opera Granda" rez. Macieja Wojtyszki w warszawskim Teatrze Ateneum. Pamietamy tez wspaniala gre w "Spiewniku domowym Moniuszki" w rez. Adama Hanuszkiewicza z Teatrze Narodowym, "Niebo Zawiedzionych" songi Brechta w rez. L.Szurmieja czy "Bel" w rez. Wojciech Mlynarski w Teatr Ateneum Nic dziwnego, ze w spektaklach muzycznych jest niezastapiona! Fatyga to fenomen wokalny - spiewa repertuar od bluesa, songow Brechta, przebojow musicalowych, romansow rosyjskich po najtrudniejsze arie operowe (Carmen, Triaviata, Tosca, Gilda, Krolowa nocy) i ich pastisze. Jest tez gwiazda kabaretu polskiego, odbyla wielokrotnie tournee po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie (w tym rowniez koncerty z orkiestrami symfonicznymi Chicago i Toronto), ma na swym koncie recitale w calej Europie i Australii. Zawsze witaly ja pelne sale! Nic dziwnego, Fatyga laczy gruntowne przygotowanie akademickie z bogata praktyka estradowa i sceniczna. W tym, co robi jest profesjonalistka! Chcialoby sie powiedziec, "Kobieta akademii" - ukonczyla: Akademie Teatralna w Warszawie Wydzial Aktorski, Akademie Muzyczna w Warszawie - Wydzial Operowy, i do tego dyplom pianistyczny - klasa fortepianu u. Prof. A. Jasinskiego. Wystepuje w teatrach i filharmoniach, ale jak sama mowi: "Moja pierwsza ojczyzna sa Akademie, ale druga, w ktorej teraz mieszkam najczesciej - szeroko pojety Kabaret. Formula, ktora kocham, bo jest najbardziej otwarta. Moge sobie w niej pozwolic na wszystko, na kazda konwencje: od sztuki wysokiej po clownade. Na przyklad: spiewac jedna z najbardziej karkolomnych arii koloraturowych, prowadzac jednoczesnie monolog satyryczny i rozmowe z jednym z widzow. Albo - wykonac kilka roznych wersji piosenki "wlazl kotek na plotek" - jakby w wykonaniu a"la Ewa Demarczyk, Hanna Banaszak czy Maria Callas. W kabarecie mam prawo "gwalcic" granice gatunkow i przekraczac to, co nieprzekraczalne w teatrze, filmie czy filharmonii. To lubie, od heroiny do malpy. Dlatego jeden z moich recitali nosi tytul: "Od opery od afery", ktory to publicznosc Ottawy bedzie miala okazje wkrotce zobaczyc." Opr. Jolanta Szaniawska |
|
Moj warszawski szal. Druga strona Powstania "Gazeta Wyborcza", 23-08-2004 W Warszawie stoczylem 19 walk na noze i bagnety. W piwnicach. Piwnice to byla druga Warszawa. Kiedy walczysz w piwnicy, jest cicho, nic nie widzisz. Bylem szybszy. Zabilem tego Polaka. Warszawa to moje najstraszniejsze przezycia. Lato 1944. W gospodzie jedza zupe fasolowa, Mathi Schenk z Peterem, kolega z wojska. Obaj w mundurach Wehrmachtu. Urwali sie z koszar na miasto. Gadaja o tym durniu Felsie i ze wczoraj jakims chlopakom znowu udalo sie zwiac z wojska. Mathi nie moze uciekac, bo gestapo zagrozilo, ze wezma jego ojca na front wschodni. Jest najmlodszy w 46. Brygadzie Szturmowej, wolaja na niego Bubi. Niedawno skonczyl 18 lat. Stacjonuja pod Bonn. Do brygady wzieli ich podstepem. Najpierw szukali chetnych do SS, potem ochotnikow do nowej brygady szturmowej. Nikt sie nie zglosil. To oglosili, ze potrzebuja szoferow ciezarowek. Chlopacy sie pchali. Kazdy chcial pojezdzic. Mathi byl szczesliwy, ze sie dostal. Dali im nowe mundury, okulary ochronne i przywiezli pod Bonn. Tu przywital ich porucznik Fels: - Bezczelne swinie, co sie tak wystroiliscie jak cyrkowcy, zdjac te okulary! O ciezarowkach nie bylo juz mowy. Oberzysta podkreca radio. Mowia o Fuehrerze, ze byl zamach, ze chyba nie zyje. W gospodzie robi sie cicho. Po ulicy jezdza zolnierze na motocyklach. Slychac rozkazy. Nagle sala pustoszeje. Jedzenie zostaje. Nikt nie placi. Oberzysta chowa sie za lade. Mathi z kumplem uciekaja tylnymi drzwiami. W koszarach zamieszanie, wyja syreny. - Czy Hitler nie zyje? - pyta jakis zolnierz. - Zamknac mordy! Nawet jesli zostalismy calkiem sami, pozostaniemy wierni naszemu Fuehrerowi. Kto sie zawaha, bedzie rozstrzelany! - wrzeszczy Fels. Ustawia warty wokol koszar, a zolnierze sie podsmiewaja, ze przeciez jeszcze broni nie maja. Karabiny i granaty dostali po kilku dniach. Gotowosc. Grala orkiestra. Pomaszerowali na dworzec. Byli pewni, ze jada do Francji. Cieszyli sie, bo tam latwiej zwiac. Prowiant na dwa dni i pelno czerwonego wina w 20-litrowych kanach. Wagony otwarte, na podlodze siano. Wygodnie. Pija, spiewaja. Graja w karty. Ludzie na polach machaja. Na postoju poslali Bubiego na tyl pociagu, zeby zalatwil nastepne 20 l wina. Pociag byl dlugi, kiedy ruszyl, Bubi nie zdazyl do swojego wagonu. Noc przesiedzial na schodku miedzy wagonami. Dlatego, jak o swicie wjechali miedzy male wioski, tylko on byl trzezwy. Od razu pomyslal, ze to Polska, bo plasko, chaty pod strzecha. Znow zaczelo sie picie. Bylo goraco, 1 sierpnia. Lezeli na sianie i wsluchiwali sie w stukot kol. Nagle zobaczyl, jak drewno z desek wagonu dziwnie odpryskuje. Krzyki, krew. - Ktos do nas strzela! Pociag zaczal sie cofac. Ranni umierali, pijani sie budzili. - Cholera, na ruski front nas wywiezli. Nawet dowodca kompanii sie zataczal; byl niezdolny do walki. Jakies dzieci prosily o chleb. Przez pola biegl zolnierz; mial podarty mundur, twarz umazana krwia. - W Warszawie wybuchlo powstanie! - krzyczal. W "Bakowie" Lato 2004. 1200 km z Warszawy do Buellingen, malej belgijskiej wioski przy granicy z Niemcami (po jednej stronie ulicy knajpa belgijska, po drugiej niemiecka). Okolica malownicza, wiatraki-elektrownie. Mathias Schenk mieszka w chatce po przodkach z zona i najmlodszym synem. Chata kryta strzecha. Dziadkowie nazwali to miejsce "Bakowem" od roju bakow, ktore gniezdzily sie w starym debie. Nad kominkiem Matka Boska Czestochowska. Dar od polskich chlopow z Ochodzy, ktorzy w 1945 roku uratowali Mathiasowi zycie. Pojechalismy do "Bakowa", zeby wysluchac relacji z Powstania Warszawskiego. Relacji drugiej strony. Opowiada 78-letni Belg Mathias Schenk, wtedy 18-letni Sturmpionier, (saper szturmowy - torowal droge esesmanom). Jego pociag byl ostatnim, ktory 1 sierpnia wjechal do powstanczej Warszawy. - Tego sie nie da tak opowiedziec... - krzywi sie staruszek. - Jak sie pali ciala, to one sie poruszaja. Slychac odglosy, jakby jeki. Wtedy myslalem, ze oni naprawde jeszcze zyja. I te muchy, robaki. Ilu ludzi zostalo zabitych w Warszawie? Chyba ze 350 tys. Tak? Ordynans kapitana - Od dziecka chcialem zostac weterynarzem. Mielismy gospodarstwo. Kiedy w 1940 roku niemieckie wojsko pojawilo sie w naszej wiosce, mialem 14 lat. (Region Eupen-Malmedy to dzisiaj Belgia niemieckojezyczna. Jako teren przygraniczny przechodzil z rak do rak, w 1919 roku zostal przyznany Belgii traktatem wersalskim. Hitler po zajeciu Belgii traktowal te tereny jak czesc Rzeszy). Niektorzy sasiedzi zaczeli sie witac "Heil Hitler!". U nas mowilo sie po staremu "Guten Tag". Patrzyli na nas jak na zdrajcow, bo nie wywiesilismy w oknach swastyk. Nazisci pytali ojca, dlaczego nie jestem w Hitlerjugend. Przesluchiwali rodzicow, bo dwaj moi bracia uciekli w glab Belgii. Bylo gestapo, mnie tez pytali o braci. Trzeci brat ukrywal sie w okolicy. Zlapali go. Wrocil z frontu rosyjskiego ciezko ranny. Najlepszym moim przyjacielem byl kuzyn Daniel, uzdolniony majsterkowicz. Zrobil nawet potajemnie radio. Skrzynka odbierala tylko BBC. Na sluchaniu audycji przylapali nas ojcowie. Dali lanie i rozbili skrzynke. Daniela powolali do Wehrmachtu. Zostal radiotelegrafista; polegl na Krymie. Od dziecka znalem droge przez zielona granice. Pomagalismy uciekac do Belgii Zydom z Niemiec, szmuglowalismy jedzenie. Ostatni raz szedlem przez nia na Wielkanoc 1944, juz w niemieckim mundurze. Zlapali mnie, ale mialem szczescie, bo sluzbe pelnil pan Furt, szewc z Losheim. Przed wojna szyl nam buty. Pozwolil uciec. Wezwanie do obowiazkowej pracy dla Rzeszy dostalem w pazdzierniku 1943 roku. Pierwsze Boze Narodzenie poza domem. Przepustek nie bylo. W dwudziestu przeskoczylismy plot i poszlismy na pasterke. Za kare musielismy oprozniac latryny, biegac po kupie gnoju i spiewac koledy. Pol roku pozniej wzieli mnie do wojska; specjalnosc saper. Czesc chlopakow zwiala. Ja nie moglem, bo moja rodzina byla juz na cenzurowanym i grozili, ze wysla ojca na front wschodni. Na szkoleniu saperskim nie cierpialem cwiczen wodniackich. Plywac sie nie nauczylem, bo kapitan wzial mnie na ordynansa. Kombinowalem jak moglem, zeby wyrwac sie na pare dni do domu. Kiedy szef kompanii zapytal, kto ma w domu dosc kur, zeby przywiezc sto jaj na sniadanie wielkanocne, sklamalem i dostalem cztery dni urlopu. Zbieralem jaja po sasiadach. W wiosce zlapali akurat rosyjskiego jenca, ktory uciekl z obozu. Pedzili go bosego ulica, ludzie go okladali. Wtedy obowiazywala juz instrukcja, jak traktowac podludzi. Moja mama dala nieszczesnikowi pare butow i maslo. Sasiedzi doniesli i nie dostalismy kartek na buty i maslo. Kiedy wracalem do wojska, matka dala mi rozaniec z czarnych paciorkow. Gdzie byliscie, swinie?! - Wkraczalismy do Warszawy po kocich lbach. Polacy strzelali, ale nie bylo ich widac. Na domach biale flagi. Skoczylem przez wybite okno. Na schodach lezeli mezczyzna i kobieta zabici strzalem w czolo. Szturmowalismy kolejne domy, wszedzie cywile, kobiety, dzieci. Wszyscy z dziura w glowie. Dotarlismy do koszar SS. Druga kompania, ktora przyjechala ciezarowkami, zle skrecila i trafila wprost pod polskie pozycje. Kilka ciezarowek plonelo, zolnierze uciekali. Wielu bieglo pod lufy Polakow. Sierzant upadl kilka metrow ode mnie. Nastepnego dnia mielismy zdobyc jakas droge. Szlismy przez ogrodki dzialkowe. Nasz dowodca porucznik Fels gnal nas na przod. Trzeba bylo wysadzic drzwi domu, z ktorego strzelali najbardziej. Wrzucilismy granaty i wskoczylismy do srodka. Otoczyli nas Polacy, krotka walka na noze i ucieczka w krzaki. Czterech z naszego wagonu zginelo. Fels znowu gnal nas do ataku, ale Polacy siedzieli dobrze ukryci. Nie moglismy sie wycofac, bo z tylu tez strzelali. Cala noc siedzielismy w ogrodkach jak sploszone zwierzeta. Chcialo mi sie pic. Znalazlem pomidory. Polacy ciagle nas ostrzeliwali. Nastepnego dnia pod wieczor przyszla na pomoc piechota, ale nie posunelismy sie naprzod. Potem nadciagnal oddzial SS. Dziwnie wygladali, nie nosili dystynkcji, cuchneli wodka. Zaatakowali z marszu, "Hurraa!" i gineli tuzinami. Ich dowodca w czarnym skorzanym plaszczu szalal z tylu, pedzac nastepnych do ataku. Przyjechal czolg. Pobieglismy za nim z esesmanami. Kilka metrow przed budynkami czolg zostal trafiony. Wybuchl, czapka zolnierza poleciala wysoko w powietrze. Znowu ucieklismy. Drugi czolg wahal sie. My oslanialismy przod, a esesmani wypedzali z okolicznych domow cywilow i obstawiali nimi czolg, kazali siadac na pancerzu. Pierwszy raz widzialem cos takiego. Pedzili Polke w dlugim plaszczu; tulila mala dziewczynke. Ludzie scisnieci na czolgu pomagali jej wejsc. Ktos wzial dziewczynke. Kiedy oddawal ja matce, czolg ruszyl. Mala wysunela sie matce z rak. Spadla pod gasienice. Kobieta krzyczala. Jeden z esesmanow skrzywil sie i strzelil jej w glowe. Pojechali dalej. Tych, co probowali uciekac, esesmani zabijali. Atak sie udal. Polacy cofali sie. Bieglismy za nimi. Za nami z piwnic wychodzili ludzie z podniesionymi rekami. "Nis partizani!" (nie jestesmy partyzantami), krzyczeli. Nie widzialem, co sie tam dzieje, bo ostrzeliwalismy sie z Polakami, ale slyszalem, jak ten esesman w skorzanym plaszczu krzyczal do swoich ludzi, zeby zabijali wszystkich. Kobiety i dzieci tez. Wpadlismy za Polakami do jakiegos domu. Bylo nas trzech. My na parterze, Polacy atakowali z pieter i piwnicy. Cala noc palilismy w pokoju rozne sprzety, zeby troche widziec. Co chwila walczylismy na bagnety. O swicie zobaczylem, ze zostalismy we dwoch, trzeci kolega lezal z poderznietym gardlem. W kazdym pokoju byly ciala. Z dachu domu naprzeciwko strzelal snajper. Trafilismy go, zwalil sie i zahaczyl noga o belki. Wisial z glowa w dol. Zyl jeszcze dlugo. Kiedy wracalismy, na ulicach lezaly ciala Polakow. Nie bylo miejsca, trzeba bylo isc po zwlokach; w tej goraczce szybko sie rozkladaly. Slonce zaslanial kurz i gesty dym. Mnostwo robakow i much. Bylismy usmarowani krwia, mundury sie lepily. Przywital nas porucznik Fels, glupi fanatyk: "Gdzie byliscie, bezczelne swinie?!". Chwalil SS za dobra robote. Nic nie moglem zjesc, wymiotowalismy. Mowilismy o nim "rzeznik" W koszarach Bubi uslyszal, ze ten wielki esesman w czarnym plaszczu to Oskar Dirlewanger, a jego ludzie to kryminalisci wyciagnieci z wiezien. Wiecej o "towarzyszach broni" dowiedzial sie dopiero po wojnie. W 1940 roku za zgoda Himmlera Dirlewanger powyciagal z wiezien klusownikow, bo "posiadali zadziwiajaca sprawnosc strzelecka" i umieli robic pulapki. Sam Dirlewanger, doktor nauk politycznych, od 1923 roku czlonek NSDAP, tez juz siedzial w wiezieniu. Za napastowanie nieletnich. Szkolili sie w obozie Oranienburgu. Wslawili sie okrutnymi pacyfikacjami na Lubelszczyznie i Bialorusi. Straty jednostki uzupelniano nowymi kryminalistami, czesto z wyrokami smierci, i esesmanami z karnych jednostek. Latem 1944 awansowali do brygady. 5 sierpnia Himmler rzucil ich do tlumienia Powstania w Warszawie. SS-Sturmbrigade "Dirlewanger" atakowala od strony Wolskiej i Towarowej, pacyfikowala Starowke, Powisle, Gorny Czerniakow i Srodmiescie. Za tlumienie Powstania juz w polowie sierpnia Dirlewanger dostal awans na SS-Oberfuehrera, a pod koniec wrzesnia odznaczono go Krzyzem Rycerskim Orderu Zelaznego Krzyza. - Wtedy w piwnicach Warszawy mowilismy o nim "rzeznik". Ale po cichu, bo u Dirlewangera droga na sznur byla krotka. Mial zwyczaj wieszania co czwartek, Polakow albo swoich, za byle co. Czesto sam odkopywal wieszanym stolki. W restauracji stary Schenk siada w kacie, zawsze plecami do sciany. - Glupi zwyczaj - usmiecha sie - tez pamiatka z Powstania. - Po paru dniach walk zostalismy przydzieleni do Dirlewangera, po trzech saperow szturmowych na kazdy pluton SS. Mielismy torowac esesmanom droge, wysadzac przeszkody i drzwi. Wskakiwalismy do domow i wypedzalismy z nich ludzi. Podlegalismy Felsowi, ale w walce wykonywalismy rozkazy dirlewangerowcow. Zawsze na przodzie. Podbiec, zalozyc ladunek i po detonacji wskoczyc do budynku. Za nami szla horda Dirlewangera. Wygladali jak lumpy; mundury brudne, podarte, nie wszyscy mieli bron, brali zabitym. Rano dostawali wodke. My, saperzy, tez. Pilo sie na pusty zoladek, przed atakiem sie nie je. Jak trafia w pusty brzuch, to sie moze wylizesz, jak w pelny, to zdychasz w bolach. Dirlewanger szedl z tylu, czasem jechal w czolgu, zawsze dobrze oslaniany. Pedzil swoich. Tym, ktorzy sie ociagali, strzelal w plecy. Pielegniarka z mala biala flaga - Do zwyklych drzwi od kamienic i domow wystarczyl duzy lom. Pod te mocniejsze podkladalismy ladunek wybuchowy albo wiazanke z trzech granatow. Ciezkie podwojne drzwi Palacu Biskupiego wylecialy w dwie strony. W srodku wszystko bylo purpurowe. W jadalni stalo jedzenie na stole. Jeszcze cieple. Nie sprobowalismy, balismy sie, ze zatrute. Trzeba wiedziec, gdzie podlozyc ladunek. Z boku, na srodku. To zalezy od tego, w ktora strone maja wyleciec drzwi. I wszystko jak najciszej, bo Polacy za drzwiami sluchali i strzelali. Wiec jak sie zakladalo ladunek z lewej albo na srodku, to sie najpierw skrobalo drzwi z prawej strony, zeby zmylic Polakow. Podkladalem ladunek pod duze drzwi, gdzies na Starym Miescie. Uslyszelismy ze srodka: "Nicht schiesen! Nicht schiesen!" (Nie strzelac). W drzwiach stanela pielegniarka z mala biala flaga. Weszlismy do srodka z nastawionymi bagnetami. Ogromna hala z lozkami i materacami na podlodze. Wszedzie ranni. Oprocz Polakow lezeli tam ciezko ranni Niemcy. Prosili, zeby nie zabijac Polakow. Polski oficer, lekarz i 15 polskich siostr Czerwonego Krzyza oddalo nam lazaret. Ale za nami biegli juz dirlewangerowcy. Zdazylem wepchnac jedna z siostr za drzwi i zakluczyc. Slyszalem po wojnie, ze przezyla. Esesmani rozstrzelali wszystkich rannych. Rozwalali im glowy kolbami. Niemieccy ranni krzyczeli i plakali. Potem dirlewangerowcy rzucili sie na siostry, zdzierali z nich ubrania. Nas wypedzili na warte. Slychac bylo krzyki kobiet. Wieczorem na Adolf Hitler Platz byl wrzask jak na walkach bokserskich. Wdrapalismy sie z kolega po gruzach, zeby zobaczyc, co sie dzieje. Zolnierze wszystkich formacji: Wehrmacht, SS, kozacy od Kaminskiego, chlopcy z Hitlerjugend; gwizdy, nawolywania. Dirlewanger stal ze swoimi ludzmi i sie smial. Przez plac pedzili pielegniarki z tego lazaretu, nagie, z rekami na glowie. Po nogach ciekla im krew. Za nimi ciagneli lekarza z petla na szyi. Mial na sobie kawalek szmaty, czerwonej, moze od krwi, i kolczasta korone na glowie. Szli pod szubienice, na ktorej kolysalo sie juz kilka cial. Kiedy wieszali jedna z siostr, Dirlewanger odkopnal jej cegly spod nog. Nie moglem na to patrzec. Pobieglismy z kolega do kwatery, ale na ulicach kozacy Kaminskiego pedzili cywilow. Mowilismy na nich Hiwis - od Hilfswillige (ochotnicy, chetni do pomocy). Obok upadla Polka w ciazy. Jeden z Hiwis zawrocil i zdzielil ja pejczem. Probowala uciekac na czworaka. Stratowali ja konmi. Polacy spiewali cos skocznego - Spalismy w piwnicach. Na kwaterze miedzy kolejnymi szturmami pilo sie duzo wodki, gadalo. "Moze jutro mnie postrzela - mowilismy - i wroce do domu". Mielismy koszmary, krzyczalem przez sen. Wtedy towarzysze cucili mnie zimna woda. "Bubi, du hast den Warschaukoller" (Bubi, masz warszawski szal) - mowili. Spalismy w ubraniach, ciagle alarmy; "Raus! Raus!" - wrzeszczal Fels. Nieraz gdzies przez sciane slychac bylo Polakow. Raz nawet spiewali cos skocznego. Czasem sobie poplakalem. Bo jak szturmujesz, to strachu nie ma, ale na kwaterze sie trzesiesz. Pilismy. Komando wniebowstapienia - Wysadzilismy mur, ktory zaslanial duze podworze. SS chcialo szturmowac budynki naprzeciwko. Kiedy kolega walil lomem w drzwi, zobaczylem po lewej Polaka. Pociagnalem kolegow w dziure w scianie, ale obaj juz dostali. Jeden caly magazynek, drugi w pluco, kula odbila sie od niesmiertelnika. Kiedy oddychal, z ust wyplywala krew. Dziure w plucach zatkalem mu ziemia. Lezalem z martwym i rannym, przycisnalem sie do muru, modlilem sie. Kolega zajeczal, Polacy rzucili granaty. Jeden odrzucilem, drugi poturlal sie za daleko. Bylem czerwony od krwi i kawalkow miesa. Po poludniu czterech z Wehrmachtu przybieglo z noszami. Udalo nam sie przejsc, ale ranny kolega dostal trzy strzaly i zmarl. Nie moglem wydobyc z siebie slowa, mialem dreszcze i ciagle wymiotowalem. Major dal mi dzien odpoczynku, wiec widzialem, jak grzebali kolegow. Sciagneli im buty, wrzucili do wykopu z innymi zabitymi. Posypali wapnem. Polscy cywile musieli robic to wszystko. Koledzy gineli, przydzielali mi nowych. Mialem glupie szczescie, moze przez to, ze kiedy Fels gnal mnie do akcji, zyczyl, zebym "zdechl jak pies" (Schenk sie smieje). Chyba mnie nie lubil. Nasza grupe saperow szturmowych nazywalismy wtedy Himmelfahrtskommando (komando wniebowstapienia), bo zawsze szlismy na przodzie, a Polacy nie wiadomo gdzie, nie wiadomo, skad strzela. Kulka swisnie i lecisz do nieba. Szybko sie jednak uczylismy od sprytnych Polakow, jak sie kryc. Potrafili strzelac spod lekko uniesionej dachowki. Wielu walczylo w niemieckich mundurach i bardzo dobrze mowilo po niemiecku. Nie moglismy nosic naszych stalowych helmow, bo Polacy je nosili. Balismy sie, ze zaczniemy strzelac do swoich. Na poczatku kiepsko strzelalem. Karali mnie za brak celnosci. Nie umialem przymknac lewego oka. Podejrzewali, ze symuluje. Wyslali do lekarza. Kazal strzelac z drugiej strony. Zostalem strzelcem lewoocznym. Odwrotna pozycja przydawala sie w walkach ulicznych. Kiedys w walce wrecz Polak wyszarpnal nowemu koledze karabin. Przybiegl Fels z esesmanami, kazal chlopakowi go odzyskac. Ten drzal jak osika. Ale Fels chwycil pistolet i pognal chlopaka za Polakami. Chlopak zaraz wrocil bardzo poraniony nozem; krwawil i krzyczal. Znow zostalem sam. Moi towarzysze z grupy uderzeniowej byli ciezko ranni od noza i bagnetu. Byl 6 sierpnia. Od tego momentu daty mi sie zacieraja. Tylko najciezsze walki moge podac w jakiejs kolejnosci, ale bez dat. Pamietam, ze 14 sierpnia dostalem kartke od pastora z Manderfeld, ostatnia wiadomosc z domu. 15 wrzesnia patrzylem na drugi brzeg Wisly. Zobaczylem rosyjski czolg. Potem drugi, trzeci. Podjechaly do brzegu. U nas wybuchla panika. Rosjanie musieli doskonale widziec nasze pozycje, nie strzelali. Czolgi znikly miedzy domami. Cos goracego - Lezalem w pokoju na trzecim pietrze. Oficer SS rozkazal nam utrzymac dom. Cale mieszkanie bylo wysypane gruba warstwa piasku. Dobry pomysl, podziwialem mieszkancow. Tez bym tak zrobil. Musieli sie napracowac. Piach chronil je przed ogniem. "Po wojnie tylko go usuna", myslalem. Przez okno rzucalem w kierunku sasiedniego kina zapalajace butelki z benzyna. Dom obrzucony takimi butelkami stawal zwykle w plomieniach. Myslalem, ze wykurzylismy Polakow, ale oni ciagle strzelali i rzucali granaty. W kurzu kolejnego wybuchu zaczalem zbiegac po schodach. Kiedy mijalem okno na klatce, poczulem bol jak od uderzenia pejczem i cos goracego. Twarz i rece we krwi. Czulem, ze jestem ciezko ranny. Koledzy tez. Zdarli mi spodnie i zaczeli kulac ze smiechu. Na posladku mialem mala szrame. Kula trafila w manierke z kawa. Gefreiter Bubi w gazecie Chyba jakos wtedy awansowali Bubiego na Gefreitera (kaprala). Awans byl automatyczny po 15 walkach wrecz. Kazda walke wpisywali do ksiazeczki wojskowej. Nawet Fels baknal cos o dzielnosci Schenka. Tym bardziej ze we frontowym "Das Weichselblatt" ("Wislanej Gazecie") napisali, ze Gefreiter Schenk uwolnil niemieckich jencow. - To byl czysty przypadek. Po prostu wysadzalem kolejne drzwi. Zakladam ladunek i slysze: "Nicht schiesen!". Biala flaga w oknie. Drzwi sie otworzyly i wyszlo 30 niemieckich zolnierzy. Plakali z radosci, wycalowali mnie. Mowili, ze Polacy, ktorzy wzieli ich do niewoli, traktowali ich dobrze. Za Warszawe Bubi dostal Krzyz Zelazny drugiej klasy. Zona spi dlugo, ja probuje ich policzyc - Czasem pokazuja na filmach jakies sceny z Powstania, ale tam nie ma nic, co ja widzialem. Nikomu jeszcze tak dokladnie nie opowiadalem. Tak o wszystko pytacie. Macie prawo. Ale wszystko sie znowu budzi. Wtedy nie mielismy pojecia, ze ci zabici nigdy nie umra, ze beda zawsze obok. Wszystko dzialo sie tak szybko. Krzyki, strzaly. Pojedyncze twarze. Jakos bardzo mocno sie uczepily mojej pamieci. (Schenk chowa twarz w dloniach). - Wysadzilismy drzwi, chyba do szkoly. Dzieci staly w holu i na schodach. Duzo dzieci. Raczki w gorze. Patrzylismy na nie kilka chwil, zanim wpadl Dirlewanger. Kazal zabic. Rozstrzelali je, a potem po nich chodzili i rozbijali glowki kolbami. Krew ciekla po tych schodach. Tam w poblizu jest teraz tablica, ze zginelo 350 dzieci. Mysle, ze bylo ich wiecej, z 500. Albo ta Polka (Schenk nie pamieta, jaka to byla akcja). Za kazdym razem, kiedy szturmowalismy piwnice, a byly w niej kobiety, dirlewangerowcy je gwalcili. Czesto kilku ta sama, szybko, nie wypuszczajac broni z rak. Wtedy, po jakiejs walce wrecz, trzaslem sie pod sciana, nie moglem sie uspokoic; wpadli ludzie Dirlewangera. Jeden wzial kobiete. Byla ladna, mloda. Nie krzyczala. Gwalcil ja, przyciskajac mocno jej glowe do stolu. W drugiej rece mial bagnet. Najpierw rozcial jej bluzke. Potem jedno ciecie, od brzucha po szyje. Krew chlusnela. Czy wiecie, jak szybko zastyga krew w sierpniu...? Jest tez to male dziecko w rekach Dirlewangera. Wyrwal je kobiecie, ktora stala w tlumie na ulicy. Podniosl wysoko i wrzucil do ognia. Potem zastrzelil matke. A tamta dziewuszka, ktora wyszla nagle z piwnicy, byla chuda i niewysoka, jakies 12 lat. Ubranko podarte, wlosy rozczochrane. Z jednej strony my, z drugiej Polacy. Stala pod sciana, nie wiedziala, gdzie uciec. Podniosla raczki, powiedziala: "Nis partizani". Machnalem do niej, zeby sie nie bala, zeby podeszla. Szla z raczkami do gory. W jednej cos sciskala. Byla juz blisko, padl strzal, glowka jej odskoczyla. Z reki wypadl kawalek chleba. Wieczorem podszedl do mnie plutonowy, byl z Berlina. "Czyz to nie byl mistrzowski strzal?" - usmiechnal sie z duma. Czesto przychodzily do nas dzieci. Nie mogly znalezc rodzicow. Chcialy chleba. Maly Polak przynosil nam jedzenie na warte. Chyba nie byl jencem. Nie wiem. Mialem wtedy warte w fabryce tekstyliow w piwnicy. Nie mowil po niemiecku, ale potrafilismy porozumiewac sie gestami. Jak mialem, dawalem mu papierosy. Przechodzil esesman. Kiwnal na niego, maly poszedl za nim. Uslyszalem strzal. Pobieglem, chlopiec lezal martwy na schodach. Esesman skierowal pistolet na mnie. Patrzyl dlugo, ale odszedl. Tak bylo w Warszawie. Nasza maskotka byl kaleki chlopiec, tez ze 12 lat. Stracil noge, ale potrafil bardzo szybko skakac na drugiej. Byl z tego bardzo dumny. Zawsze skakal wokol zolnierzy, w ta i z powrotem. Mowilismy, ze to na szczescie. Troche pomagal. Ktoregos dnia zawolali go esesmani. Skoczyl do nich chetnie. Smiali sie, kazali mu skakac w strone drzew. Widzialem z daleka, jak wsuwaja mu dwa granaty do torby. Nie zauwazyl. Skakal, a oni sie smiali: "Schneller, schneller!" (szybciej, szybciej). Wylecial w powietrze. Zwykle budze sie bardzo wczesnie, moja zona spi dlugo. Czasem w polsnie widze przed soba zabitych. Czasem probuje liczyc tych, ktorych sam zabilem. Nie moge policzyc. Kara za niebieskie gatki - Wody w Warszawie bylo bardzo malo. W punkcie opatrunkowym stala wanna, do ktorej dolewano swiezej wody. Kiedys do niej wskoczylem. Wielu tam wskakiwalo. Znajomy sanitariusz powiedzial, ze w opuszczonej piwnicy jest duzo bielizny. Byla niebieska, nieregulaminowa. Swoje wojskowe lumpy wyrzucilem. Potem za te niebieskie cywilne gatki dostalem od sierzanta tydzien kompanii karnej. Musialem nosic miny nad Wisla. Druga karna warte dostalem za ksiedza. Wysadzalismy tylne drzwi do klasztoru - bardzo ciezkie, prowadzily do piwnicy. Klasztor, ogromny budynek niedaleko Starego Miasta, byl juz bardzo uszkodzony przez bomby i granaty. Wskoczylismy we dwoch do srodka. Przed nami stal ksiadz. Trzymal oplatek i kielich. Moze to byl odruch, nie wiem, ukleklismy, dal oplatek. Wpadl trzeci z naszej grupy, tez dostal oplatek. Wlecieli esesmani, jak zwykle strzaly, krzyki, jeki. Siostry byly w habitach. Kilka godzin pozniej zobaczylem tego ksiedza w rekach dirlewangerowcow. Pili wino z kielicha, hostia lezala polamana. Obsikiwali krzyz oparty o mur. Dreczyli ksiedza; mial zakrwawiona twarz, rozerwana sutanne. Zabralismy im tego ksiedza, to byl jakis odruch. Esesmani byli zdumieni, ale tak pijani, ze nie wiedzieli, co sie dzieje. Nastepnego dnia tez niczego nie pamietali. Ksiedza oddalismy do naszego batalionu, wiecej nic o nim nie slyszalem, ale po drodze natknelismy sie na Felsa. Dostalem za ksiedza samotna warte na moscie, chyba Kierbedzia. Mosty na Wisle byly juz wysadzone, ale czesc przesel stala. Rosjanie mieli stanowisko karabinu maszynowego po swojej stronie, my po naszej. Mialem w polowie mostu dzien i noc trzymac straz wywiadowcza. Ukrywalem sie za stalowymi dzwigarami. Noc byla spokojna. Od czasu do czasu oba karabiny sie ostrzeliwaly, raczej tak na wiwat, bo byly za daleko. W dzien Rosjanie poruszali sie dosc beztrosko. Na zapleczu jezdzily male samochody, przywiozly kuchnie polowa. Oficerowie z szerokimi pagonami obserwowali przez lornetki nasza czesc Warszawy. Zolnierze sie opalali. Na innej karnej warcie ukryty w belach z materialami w jakiejs fabryce tekstyliow obserwowalem Polakow. W razie ataku mialem wystrzelic czerwona race i uciekac. Bylo ich ze 40. Dowodzil oficer w mundurze. Wygladali nedznie. Wielu rannych. Widzialem kobiety z bronia, cywilow, dzieci. Bron mieli kiepska. Wieczorem wrocilem z meldunkiem, rano szturmowalismy kryjowke powstancow. Juz nie pamietam, ktorego dnia postanowilismy zabic te swinie Felsa. Zeby przezyc, bo gnal nas ciagle naprzod. W siedmiu czy osmiu losowalismy karabiny. Dwa byly nabite. Jak tylko Fels znalazl sie z przodu, wypalilismy mu w plecy. Padl, a my ucieklismy. Nowy dowodca byl bardziej ludzki. Portki ciezkie od zlota - Dzis juz nie wiem, czy wtedy wysadzalismy Panstwowa Wytwornie Papierow Wartosciowych, czy raczej Bank Polski. W kazdym razie gdzies w centrum. Nie moglismy dlugo tego zdobyc. Kazali nam zrobic podkop. Kopalismy we dwoch, tylko w slipach. Zmienialismy sie na przodku. Kiedy bylem na przodzie, poczulem dziwny zapach, potem kolega przestal odbierac ziemie. Podczolgalem sie, lezal martwy. Podkop wychodzil na piwnice. Uslyszalem Polakow. Pewnie odbili piwnice. W nocy sie wyczolgalem i piwnicami doszedlem do swoich. Nie moglem rozpo- znac wartownika. Kazal mi polozyc sie na ziemi. Wykrzyczalem swoje nazwisko i haslo: "Heidekrug" (Dzban wrzosu). Pytal, dlaczego jestem w majtkach. W koncu uwierzyl. Nastepnego dnia przywiezli goliata. Cywile musieli torowac mu droge, bo Polacy nauczyli sie wysadzac goliaty jeszcze przy naszej linii i duzo zolnierzy ginelo. Goliat wywalil dziure w murze. Cala noc gonilismy sie z Polakami po piwnicach i pietrach. Rano przyjechal czolg i budynek zostal zdobyty. W piwnicach lezalo pelno zlotych monet. Upychalismy je sobie po kieszeniach, az portki spadaly. Potem zloto zniklo. Nasi szeptali, ze Dirlewanger je gdzies wywiozl. Wiedzialem, kto ile bedzie zyl - To byla chyba moja ostatnia akcja w Warszawie. Zdobywalismy jakis budynek, bieglem przez pole. Lezal ranny zolnierz. Dalem mu wody z mojej manierki i pobieglem wysadzic drzwi. SS szlo za nami. Jak wracalem, zatrzymal mnie Dirlewanger. Wskazal rannego: "Ty dales tej swini pic?". Dopiero teraz zauwazylem, ze na niemieckim mundurze ranny ma brudna bialo-czerwona opaske. "Zastrzel go!" - Dirlewanger dal mi swoj pistolet. Stalem bez ruchu, mialem dosc wszystkiego. Dirlewanger byl tak wsciekly, ze nie rozumialem, co wrzeszczy. Ten Polak patrzyl na mnie. Nie zapomne tego wzroku. W Warszawie nauczylem sie poznawac, czy ranny pozyje dziesiec minut, czy kilka godzin. Jak sie widzi tylu umierajacych, to sie juz wie, ile kto bedzie zyl. Jeden z esesmanow Dirlewangera wyrwal mi pistolet i zastrzelil Polaka. Dirlewanger wrzeszczal, ze mnie rozstrzela. Ale przybiegli zolnierze z Wehrmachtu, wiec zaczal grozic sadem wojennym. Jakis oficer piechoty zaczal z nim ostro dyskutowac. Dalem noge. - Pod koniec wrzesnia podeszli do mnie trzej Polacy z podniesionymi rekami. Oddali karabin maszynowy i dwa pistolety. Jeden mowil perfekcyjnie po niemiecku. Stalem sam na posterunku. Nie wiedzialem, co mam z nimi zrobic. Powiedzialem, ze musza zaczekac i lepiej, zeby ich nikt nie zauwazyl. Mialem szczescie, szybko znalazlem naszego nowego porucznika. Odebral jencow osobiscie i zaprowadzil do SS. Ostatni przyczolek Powstania skapitulowal. Jakis wysoki oficer przyszedl jako przedstawiciel narodu z biala flaga. Zaprowadzilismy go do dowodcy batalionu. Widzialem tam naszego majora Wullenberga, Dirlewangera i innych dowodcow. Po paru godzinach Polacy przyszli, ciagnac za soba mase ludzi i bron. Wszystkich rannych polozono w wielkim magazynie fabryki octu. Nam rozkazano wyjsc. Z zewnatrz slyszelismy krzyki i strzaly. Wiem, co tam sie stalo. W dniach kapitulacji natknalem sie na Felsa. Byl ciezko ranny, ale przezyl nasz zamach. Obszedlem go z daleka. Dirlewangera widzialem ostatni raz, jak szedl wsrod ruin z dwiema pieknymi kobietami. Miasto plonelo, na ulicach trupy. Jego skorzany plaszcz byl podarty. One - blondynka i brunetka - bardzo eleganckie, zadbane. Szczebiotaly wesolo. Nie wiem, czy to Polki, bylem za daleko. To, co pozostalo z Warszawy, wysadzali minerzy. Zostalismy przeniesieni, ale w listopadzie znowu tam bylismy. Gralismy w pilke. Pilka wpadla do piwnicy. Wskoczylem, zeby ja wyciagnac. W piwnicy lezaly niezliczone ciala, juz prawie szkielety. Rusek, Niemiec czy Mateusz W Ochodzy, malej wsi pod Gnieznem, jeszcze pamietaja Mateusza, ale nie z czasow, kiedy ukrywal sie w stajni Brzewinskich, tylko jako eleganckiego pana, ktory w latach 80. przyjezdzal busem pelnym jedzenia i zachodnich ciuchow. Dary ksiadz rozdzielal wsrod parafian. Zajrzelismy do zagrody Libnerow. Jozef Libner zmarl w ubieglym roku. Byl rowiesnikiem Mateusza; lubili sie mocowac, tarzali sie po podworku, ale Mateusz, zaprawiony w walkach wrecz, kladl go na lopatki. Syn Libnera pokazal nam date wycieta na scianie drewnianej ubikacji: "1946 M.S." - Juz dwa razy przerabialismy ubikacje, ale tata kazal te deski zostawic, bo to pamiatka po Mateuszu. - Wycialem scyzorykiem, jak wyjezdzalem - Schenk sie wzrusza, kiedy opowiadamy o Ochodzy. - Z Jozefem bylismy bracmi krwi. Nacielismy sobie nadgarstki i przylozylismy je jak Indianie. Odwrot spod Warszawy sapera szturmowego Schenka to osobna opowiesc. Spisal ja pare lat temu. Z zolnierzy, z ktorymi 1 sierpnia przyjechal do Warszawy, zostalo trzech. Zima 1944 roku uciekali przed rosyjskimi czolgami i komandami SS, ktore wieszaly uciekinierow na drzewach. Glodni i wycienczeni kierowali sie do Goscieszyna (Godesberg) pod Gnieznem, gdzie rozproszonym zolnierzom wyznaczono miejsce zgrupowania. - Wyrzucilismy prawie wszystka bron. Pasy, helmy. Kilku mialo rany, ktore probowali ukryc, zeby ich koledzy nie zostawili. Iwany tropily w sniegu nasze slady. Odcieli nam droge do lasu. Ucieklismy na srodek zamarznietego jeziora. Nie weszli za nami na lod, ale czolg strzelal w jezioro. Kolega zaczal odmawiac "Ojcze nasz", mowil coraz ciszej, az zamilkl. Umarl. Kiedy chmury zaslonil ksiezyc, podpelzlismy do brzegu. Rosjanie palili papierosy, czolgalismy sie miedzy posterunkami. Ukrylismy sie w lesie, ale w poludnie czolg znowu jechal naszym sladem. Nie mialem juz sil, polozylem sie w rowie na skraju lasu. Na mundurze mialem bialy kombinezon ochronny, podobne nosili Rosjanie. Znalezli mnie polscy chlopi. "Rusek? - zapytali. - Niemiec?" - kiwnalem glowa. Wtedy ten najwyzszy powiedzial po niemiecku: "Biedny chlopcze, jestes glodny?". Zaciagneli mnie do domu. Balem sie. "Polacy sa przebiegli, podstepni i falszywi" - uczyli mnie w wojsku. Kiedy do kuchni weszla dziewczyna z duzym nozem, myslalem, ze mnie zarzna. Rozciela mi buty, bo nie mogli ich zdjac. Mialem zlamana noge, reke i liczne odmrozenia. Dali cieplego mleka. Tak trafilem do braci Brzewinskich z Ochodzy (juz nie zyja). Na starszego, Ignacego, mowilem "ojciec", a na Wincentego - "wuj". Na mnie wolali Mateusz. Ukrywali mnie w stajni z trzema konmi, Mucka, Gniadym i Murzynem. W mrozne noce spalem nad parownikiem do ziemniakow. Rosjanom, ktorzy zagladali do wsi, Brzewinscy powiedzieli, ze jestem ciezko chorym synem, a chorych Rosjanie omijali z daleka. Polskim wladzom wmowili, ze juz pol roku sie u nich ukrywam, bo zdezerterowalem z Wehrmachtu. Dlaczego mnie uratowali? Nigdy sie nie dowiedzialem. Chyba z litosci; wygladalem jak pobity dzieciak. Kiedys mi powiedzieli, ze przez czarny rozaniec, ktory znalezli na piersi, jak zdzierali ze mnie mundur. Bylbym Polakiem Kiedys "ojciec" powiedzial: "Hitler kaputt", "wojna kaputt" i Mateusz juz sie nie musial ukrywac. Wies lubila Mateusza, on byl w Ochodzy szczesliwy. Pomagal w gospodarstwie. - Przesluchiwali mnie w Trzemesznie, Polak i Rosjanin. Kazali mi sie rozebrac. Ogladali, czy nie mam tatuazy SS. Na podworzu lezal rozstrzelany chlopak w mundurze Hitlerjugend. Krecili nosem na te 19 walk wrecz w Warszawie, ktore mialem w ksiazeczce. Ale "ojciec" poreczyl za mnie, a ksiazeczke zamurowal w scianie. Pamietam, jak miejscowy proboszcz wrocil z obozu koncentracyjnego. Parafianie wyjechali mu naprzeciw. "Ojciec" tez mnie zabral. Ksiadz szedl, wspierajac sie laska, chudy i blady, w pasiaku. Pojechalismy do kosciola. Pierwszy raz po dlugim czasie uslyszalem Tantum Ergo, brzmialo tak jak w domu. Ksiadz szedl, spiewajac, przez kosciol i blogoslawil. Mnie tez. Bylem szczesliwy, pelen wstydu i winy. Mateusz wyjechal z Ochodzy w czerwcu 1946 roku. Brzewinscy dali mu na droge 200 zl, chleb i maslo. - Prowizoryczna ambasada belgijska byla w Warszawie. Siedzialem na schodkach budynku, ktory kiedys zdobywalem. Ludzie mieszkali w ruinach piwnic. Tylko tramwaj jezdzil przez Wisle na Prage. Wracalem do domu trzy miesiace. Przez polskie areszty, amerykanski oboz jeniecki w Berlinie. Belgijska zandarmeria zabrala mnie do Brukseli na przesluchania. Belgowie mnie nie chcieli. Nie mialem dokumentow. Kazdy mogl powiedziec, ze jest Belgiem. Zone poznalem po wojnie. Na granicy belgijsko-niemieckiej wszyscy wtedy szmuglowali. Niosla do Belgii prosiaka, ja do Niemiec kawe. Spotkalismy sie w lesie, wrocilem do domu z prosiakiem. Mathias Schenk ma trzech synow i corke. Przez 30 lat produkowal w Brukseli szpachlowke do samochodu i szlifowal karoserie. Szpachlowke Schenk Braun sprzedawal w calej Europie. Teraz firme prowadza syn z zieciem. Dziesiec lat chodzil w pielgrzymkach pokutnych do Banneux, gdzie Matka Boska ukazala sie malej dziewczynce. W latach 80. organizowal w Brukseli akcje pomocowe dla Polakow. 32 razy wiozl do Polski jedzenie, ubrania i pampersy. - Znowu bylem w Warszawie. Spotkalem sie z weteranami Powstania. Byli mili. Jeden opowiadal, jak 1 sierpnia ostrzelal ostatni niemiecki pociag. W Ochodzy nie wiedzialem juz, kim jestem - Belgiem, Niemcem, Mateuszem? Nawet nie wiedzialem, czy Belgia jeszcze istnieje. Myslalem, ze moja rodzina nie zyje. Gdybym w marcu 1946 roku nie dostal od nich wiadomosci, zostalbym w Ochodzy. I bylbym Polakiem, tak jak wy. WLodzimierz Nowak, Angelika Kuzniak Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA http://serwisy.gazeta.pl/df/1,3467,2242556.html |
|
Krol Lech Drugi? Szeryf w roli meza stanu Po sukcesie obchodow Powstania Warszawskiego oraz spektakularnych dzialaniach przeciw nielegalnej dyskotece "Labirynt" nikt juz nie ma watpliwosci, ze Lech Kaczynski zmierza do prezydentury kraju...
Podczas uroczystych obchodow 60-lecia Powstania Warszawskiego nie wypadalo
wazyc szans politykow. Glownymi bohaterami jubileuszu byli - co oczywiste -
sami powstancy... Gdy przebrzmialy echa rocznicowych salw, obserwatorzy
przewiduja, ze perfekcyjna organizacja warszawskich uroczystosci podbuduje
popularnosc prezydenta stolicy.Doprowadzil - po latach perypetii - do otwarcia Muzeum Powstania Warszawskiego. Pielegnujacy dotychczas wizerunek szeryfa, zaprzysieglego wroga przestepczosci i korupcji, podczas uroczystosci zaprezentowal sie jak maz stanu. - 1 sierpnia dostal wieksze brawa niz Aleksander Kwasniewski. Jego sposob mowienia o Polsce i wartosciach odpowiada ludziom bardziej niz okragle zdania postkomunistow - zauwaza posel PiS Tomasz Markowski. - W dzialaniach Kaczynskiego zwiazanych z rocznica pojawil sie element przywodztwa narodowego - nie unika patosu posel PiS Artur Zawisza. Lech Kaczynski zmierza do prezydentury kraju. Towarzysza temu spektakularne dzialania w stolicy: chocby walka z nielegalna dyskoteka "Labirynt" przy Smolnej, zakonczona sukcesem - bo do lokalu wprowadzila sie straz miejska. Kolejna kampania wymierzona jest przeciw agencjom towarzyskim (celem ma byc usuniecie ich przynajmniej z centrum, co wczesniej udalo sie w Katowicach bylemu wojewodzie Markowi Kempskiemu). Juz zaczelo sie ich nekanie drobiazgowymi kontrolami oraz zdejmowanie billboardow reklamowych. Prezydent, ktorego mozna zlapac za nos U schylku kampanii warszawskiej w 2002 r. Lechowi Kaczynskiemu puscily nerwy. - Spieprzaj, dziadu - zwrocil sie do naprzykrzajacego sie wyborcy na Pradze. Inny polityk zaplacilby za to porazka. Ale wtedy wlasnie spoleczenstwo odreagowywalo triumf SLD sprzed roku i katastrofe zwiazanych z nim nadziei socjalnego elektoratu. W braciach Kaczynskich dostrzezono alternatywe dla skorumpowanej wladzy. Lech bez trudu pokonal operetkowego kandydata SLD-UP Marka Balickiego. Uwazany za faworyta Andrzej Olechowski nie wszedl nawet do drugiej tury. - Nastroje byly takie, ze gdyby Kaczynski kopnal psa, tlumaczono by, ze pies byl wsciekly, a w dodatku naslany przez komunistow - ironizuje jeden z rywali z warszawskich wyborow. Kaczynski nie wymysla juz wyborcom. Doprowadzil do rozpadu koalicji z PO i rzadzi stolica wspolnie z LPR. Ociepla swoj wizerunek: pozwala sie fotografowac w towarzystwie dzieci warszawiakow, ktore chwytaja go dla zabawy za nos... Wyjsc z niszy Wzmacnianie organizacyjne i dynamizacje zaplecza, jakie stanowi partia PiS, zapowiada lider organizacji warszawskiej Mariusz Kaminski. To jednak mniej niz polowa sukcesu. Swoje zwyciestwa w Warszawie jej prezydent zawdziecza umiejetnosci otwierania sie na inne srodowiska: do ratusza przyciagnieto znaczna grupe z konserwatywnej flanki Unii Wolnosci. Z list PiS zostali radnymi mlodzi dzialacze UPR. Kaczynski powalczy o prezydenture kraju, jesli okaze sie kandydatem nie tylko niszowym i partyjnym. Dawny wiceprzewodniczacy "S", w 1991 nawet kandydat na szefa Zwiazku (przegral z Marianem Krzaklewskim), a zarazem potomek zoliborskiej inteligencji ma szanse odwolac sie do szerokiej tradycji i skupic wokol siebie rozne elektoraty. PiS - slabnacy w rywalizacji z PO i nawet LPR - moze okazac sie kula u nogi w prezydenckich planach bylego prezesa NIK. W realnosc tych ostatnich nikt juz nie watpi. Lechowi Kaczynskiemu oplacaloby sie nawet przegrac w glorii proces karny, jaki wytoczyli mu Lech Walesa z Mieczyslawem Wachowskim, o ktorych powiedzial, ze popelniali przestepstwa. Jesli wyrok okaze sie dla prezydenta stolicy niekorzystny - bedzie on musial opuscic ratusz. Kaczynski moze tez podac sie do dymisji, jesli SLD, przy wsparciu na przyklad PO, przeforsuje w sejmie zmiane ustroju stolicy, nazywana juz "rozbiciem dzielnicowym". Do biegu gotowi... Centroprawica ma dwoch silnych kandydatow do prezydentury: Kaczynskiego i Zbigniewa Relige, ktory w badaniach zaufania zrownal sie z Kwasniewskim. Slabsi, bo pozbawieni charyzmy pretendenci to Donald Tusk i Maciej Giertych. Wiedzac o tym, Platforma przystanie pewnie na uklad, zgodnie z ktorym Jan Rokita zostanie premierem, zas Kaczynski - wspolnym kandydatem na prezydenta. - Odbieralismy juz sygnaly ze strony PO, ze sa gotowi sie porozumiec - potwierdza Mariusz Kaminski. Za to LPR, ustawiajaca sie w opozycji do calej klasy politycznej - choc wspolrzadzi Warszawa z Kaczynskim i jego PiS - nie kwapi sie do wzmacniania jego prezydenckich szans. Rowniez zaplecza Religi i Kaczynskiego pozostaja w konflikcie od czasow PC i AWS. Ludzie Religi tez nie maja wakacji: zbieraja podpisy pod obywatelskim projektem ustawy zdrowotnej, ktoremu profesor patronuje... To, czy Polska bedzie miala kolejnego prezydenta o imieniu Lech, zalezy od jego zdolnosci poszerzania zaplecza i zjednywania zwolennikow. Rocznica powstania pokazala, ze Kaczynski pozostaje jedna z najmocniejszych kart, jakimi dysponuje oboz posierpniowy. Jest w stanie przywrocic polskiej prezydenturze jej utracony w czasach Walesy i Kwasniewskiego prestiz. Lukasz Perzyna "Tygodnik Solidarnosc" |
|
Reminescencje olimpijskie Polska zajela 23. miejsce: 3 zlote, 2 srebne, 5 brazowych - razem 10, Kanada 21. miejsce: 3 zlote, 6 srebnych, 12 brazowych - razem 12.Dzisiaj o "Zlotej Polce" oraz koneksje olimpijskie w Polonii ottawskiej. Pan Michal Staniszewski - znany Polonii ottawskiej z programu "Pasje, talenty, sukcesy", prowadzonego przez Romana Gornego w naszym ottawskim polonijnym programie TV - spedzil duzo czasu z kanadyjskimi sportowcami zarwno przed olimpiada, jak i w czasie igrzysk. |
|
Ateny: Nowa rola Michala Staniszewskiego PAP/20 sierpnia 2004 Ateny: Nowa rola Michala Staniszewskiego Michal Staniszewski przyjechal na igrzyska do Aten jako jeden z trenerow reprezentacji Kanady. Staniszewski po zdobyciu wspolnie z Krzysztofem Kolomanskim srebrnego medalu olimpijskiego w kajakarstwie gorskim w konkurencji C-2 przed czterema laty w Sydney niespodziewanie zakonczyl kariere sportowa. "Powrot do sportu nie wchodzi w gre. Swoj czas dziele tylko miedzy rodzine i prace" - podkreslil. "Ciagle jestem bialo- czerwony, ale tym razem mam na koszulce i na czapce inne godlo - orzelka zastapil klonowy lisc. Nie znaczy to jednak, ze nie mam kontaktu z polska ekipa. Kibicuje rodakom, duzo z nimi rozmawiam, podpowiadam. Jezeli z kims znam sie kilkanascie lat, to wyjazd do innego kraju tego nie zmieni" - powiedzial Michal Staniszewski. Propozycje pracy od Kanadyjczykow Staniszewski dostal jeszcze przed igrzyskami w Sydney. "Jednak wowczas priorytetem byly dla mnie przygotowania do olimpiady i musialem odmowic. Po tej imprezie Kanadyjczycy po raz kolejny sie zglosili. Przemyslalem wszystkie argumenty i podjalem, nielatwa zreszta, decyzje o zakonczeniu kariery i wyjezdzie za Ocean. Pojechalem tam w zasadzie w ciemno. Nie znalem tego kraju, nie wiedzialem, jaka baze sportowa ma, ale propozycja byla na tyle atrakcyjna, ze zaryzykowalem i jestem bardzo zadowolony" - dodal. Staniszewski jest jednym z dwoch trenerow reprezentacji Kanady w kajakarstwie gorskim. "Na co dzien pracuje z mlodzieza i odpowiadam za wyniki zawodnikow ze wschodniej czesci Kanady. Moj kolega pracuje z kajakarzami z zachodu kraju, a na zgrupowania reprezentacji przyjezdzaja najlepsi. Jest sie z czego cieszyc, gdyz jeden z naszych podopiecznych w stolicy Grecji wywalczyl czwarte miejsce w K-1" - poinformowal. Wicemistrz olimpijski z Sydney, choc zakonczyl juz kariere sportowa, kilka razy w tygodniu wsiada do kajaka. "Oprocz reprezentacji, prowadze takze grupe naborowa. Pracuje z najmlodszymi i musze im pokazac na czym polega plywanie. Dlatego czesto wsiadam do lodki i okazuje sie, ze trudno zapomniec to, czego sie przez lata nauczylo. Od mlodych ciagle jestem szybszy, ale z seniorami tez zdarza mi sie wygrac" - podkreslil. Zdecydowanie odrzuca jednak mysl o powrocie do wyczynowego uprawiania kajakarstwa. "Swoj czas dziele tylko miedzy rodzine i prace. Nie jestem oczywiscie za stary, bo mam niespelna 31 lat, ale powrot do sportu nie wchodzi w gre" - zaznaczyl. Staniszewski mieszka w Ottawie, w samym centrum miasta. "Mam nadzieje, ze niedlugo nieopodal zostanie wybudowany profesjonalny tor kajakowy. Baza jest glownym problemem Kanadyjczykow, gdyz mlodziezy chetnej do uprawiania kajakarstwa gorskiego nie brakuje. Przez trzy lata pod okiem pracowalo okolo sto osob. Zainteresowanie mlodziezy to podstawa ewentualnych przyszlych sukcesow" - uwaza. Polscy kanadyjkarze Krzysztof Kolomanski i Michal Staniszewski byli kandydatami do olimpijskiego medalu juz w 1996 roku. Do Atlanty jechali jako mistrzowie swiata, lecz zajeli dopiero siodme miejsce. Cztery lata pozniej w Sydney wywalczyli srebrny medal. http://sport.onet.pl/1150070,1498,336085,wia,967997,ateny2004.html |
|
Medal dla Otylii, splendor dla miasta
Mam nadzieje, ze nie dojdzie do tego za naszymi plecami - obawia sie nieco
ojciec naszej bohaterki, Piotr Jedrzejczak. Znajac zycie we czwartek rano, w
jedyny dzien tygodnia, w ktorym targowisko jest czynne kibice Otylii i tak
pobiegna tam szukac koszulki z charakterystycznym nadrukiem, by zalozyc ja na
przywitanie idolki. Podobny szal ogarnal trzy lata temu Wisle, gdy Adam Malysz
po raz pierwszy siegal po krysztalowa kule w Pucharze Swiata.Powitaja z honorami Smiglowiec z Otylka na pokladzie wyladuje w Rudzie Slaskiej w sobote o 17. Zlota medalistke powita orkiestra deta z kopalni "Pokoj", a chwile potem wladze miasta, rzecz jasna, chlebem i sola. - Zgodnie z tradycja - podkresla prezydent Andrzej Stania, ktory oficjalnie przywita ja na specjalnie postawionej przed budynkiem rudzkiego MOSiR-u scenie. Na sobotnie popoludnie zaplanowano takze przejazd bohaterki igrzysk w Atenach ulicami miasta oraz wystap gwiazdy hip-hopu (ulubionego obok soulu gatunku muzycznego preferowanego przez Otylie), Ascetoholix w towarzystwie Libera. Mimo, ze w ubieglym tygodniu media donosily o wypadku samochodowym artysty, koncertu nie odwolal. - Jestesmy z nim w kontakcie. Wszystko jest w porzadku - slyszymy w biurze prasowym. Od wczoraj, przez trzy dni w miescie trwa konkurs plastyczny na najladniejszy plakat "Powitanie Otylii". Najladniejsza prace wybierze Otylia, a zwyciezca dostanie koszulke z jej autografem. Dzieciaki szaleja. Musze byc pierwsza. Jak Otylia mowi Marzenka, siedmiolatka z Kochlowic. Ona jest stad Wladze miasta licza po cichu, ze sukces Otylii bedzie mial wplyw na marketing miasta. - Przede wszystkim patrzymy na to pod katem propagowania idei sportu w miescie. Plywanie ma tutaj zreszta duze tradycje, mamy piec basenow, dzieci i mlodziez maja zatem gdzie uprawiac te dyscypline. Nie ukrywamy jednak, ze pozycja naszej plywaczki stanowi w duzej mierze o promocji miasta - podkresla Andrzej Stania. Dlatego juz niebawem Otylka pojawi sie na folderach, prospektach i albumach poswieconych Rudzie Slaskiej. Poza tym jest juz pierwszy inwestorski odzew po triumfach "zlotego motylka". Otylce zostanie nadany tytul honorowej obywatelki Rudy Slaskiej, choc... jest rudzianka z urodzenia. W urzedzie tlumacza jednak, ze slowo "honorowy" ma tutaj wyjatkowa wymowe, bo teraz Otylia, chocby nawet chciala, nie wyprze sie swojego miasta. Widza nas Andrzej Stania, prezydent miasta: Brakuje nam basenu olimpijskiego i bazy hotelowej z prawdziwego zdarzenia. Mamy kilka goracych ofert i chyba Otylia tez w tym sie zasluzyla, ze zaczeli nas zauwazac na mapie. Zreszta kazdej zagranicznej delegacji goszczacej u nas tlumaczymy, ze to jest wlasnie ta Ruda Slaska, z ktorej ona pochodzi. Podpis pod fote Na razie zadnej ulicy czy szkoly nie nazwano imieniem Otylii Jedrzejczak, ale przeciez nic straconego. Imie Otylia figuruje za to na jednym z przystankow w Nowym Bytomiu. - Tak dawniej mowiono na te dzielnice, nawet co niektorzy pisali ja "Otylija" - dowiadujemy sie w urzedzie. Teraz na przystanku figuruje napisana przez "i" krotkie. - Z Otylia Jedrzejczak ma jednak niewiele wspolnego, choc przyjezdni pytaja czy przystanku nie nazwano przypadkiem na jej czesc - smieja sie mieszkancy Nowego Bytomia. Trzy zlote w sam raz Narysuje Otylce trzy zlote medale, a moze wiecej... Nie, trzy bedzie w sam raz. Dlaczego? Bo na kolejnych olimpiadach tez bedzie wygrywala - mowi z przekonaniem 11-letnia rudzianka, Natalia Janczewska. - Masz zupelna racje przytakuje osmiolatka, Kornelia Moskwa. Siostra Natalki, rok mlodsza Agnieszka chowa swoj rysunek. - To tajemnica - mowi z nalezyta powaga. Jest to jak najbardziej zrozumiale chce aby to jej rysunek wybrala Otylia po swoim powrocie. Wczoraj w swietlicy "Pod parasolem" w rudzkiej Bykowinie emocje siegaly zenitu. Mozna porownac ze sportowymi zmaganiami na igrzyskach olimpijskich. Dzieciom zalezy, by plakaty obrazujace powrot do domu zlotej medalistki z Aten wypadly jak najlepiej. W sobote same zaniosa swoje prace Otylce. - W ten sposob chcemy Otylie powitac - dodaje piecioletnia Paulinka Slowinska. Wiktoria Czymbala i Karolina Jedrasik przygladaja sie rysunkowi malego Sylwka, "rodzynka" w tym jak najbardziej damskim gronie. Sa troche zdziwione, bo Sylwek narysowal Otylke wracajaca do domu na... deskorolce. Dlatego, ze Otylia jest we wszystkim najlepsza rezolutnie odpowiada chlopczyk. Marcin Krol "Trybuna Slaska" |
|
Spie z medalem Rozmowa z Otylia, jej rodzicami i prezesem PZP
Sroda, 18 sierpnia, na basenie plywackim w Atenach weszla do historii
polskiego olimpizmu. Osiagnelas najwiekszy sukces, jaki stal sie udzialem
Polki lub Polaka na igrzyskach olimpijskich. W Atenach zdobylas trzy medale w
konkurencjach indywidualnych, co jeszcze sie nie udalo zadnemu reprezentantowi
Polski. Co prawda, w 1964 r. w Tokio 19-latka Irena Kirszenstein tez zdobyla
jeden zloty medal i dwa srebrne, ale ten najcenniejszy byl wywalczony w
sztafecie 4 x 100 m, dzieki zbiorowemu wysilkowi.- Cieszysz sie? Jasne, ze sie ciesze. Miec podobny rezultat jak legendarna Irena Szewinska to wielka radosc i satysfakcja. Oczywiscie, pamietam o wspanialym dorobku pani Ireny, ktory obejmuje siedem medali na czterech igrzyskach. Co do mnie, dzis planuje tylko wystep w Pekinie za cztery lata. Plywacy wystepujacy na czterech kolejnych igrzyskach, co prawda, sie zdarzali, ale bardzo rzadko. - Wierzylas w to zloto? Bardzo chcialam wygrac, bo 200 m to moja najsilniejsza konkurencja. W plywaniu bardzo rzadko mozna sledzic przebieg wyscigu, wszystko zwykle okazuje sie dopiero po jego zakonczeniu i po wyswietleniu wynikow na telebimie. Tak bylo rowniez teraz. Uwierzylam, jak zobaczylam swoje nazwisko na pierwszym miejscu. Po pierwszej setce katem oka widzialam, ze Petria Thomas jest sporo przede mna, ale plynelam swoim tempem i od polowy dystansu zaczelam przyspieszac. Cel zostal osiagniety mam pierwszy zloty medal olimpijski. Bardzo sie ciesze. Wciaz to przezywam, choc minelo juz kilka dni. - Tak bardzo, ze nawet spisz z medalem na szyi? Faktycznie, zdarzylo sie... - Podczas dekoracji i sluchania "Mazurka Dabrowskiego" bylas wzruszona. Potem zdjelas z glowy wieniec laurowy i rzucilas go kibicom. Lubie sie dzielic radoscia. Wiele razy rzucalam w trybuny kwiaty czy wianki, ktore otrzymywalam. Tak bylo i tym razem. Rzucilam wianek chlopakom, ktorzy przyjechali z Polski, zeby mi kibicowac. Niektorzy koledzy mowili, ze powinnam zasuszyc ten wianek i trzymac na pamiatke, ale ja chcialam tym wspanialym kibicom podziekowac publicznie. To im sie nalezalo. Ciesze sie, ze ten gest zostal zauwazony.
- Jak przyjeli twoj sukces inni sportowcy?Wsrod plywakow panuje atmosfera fair play. Rywalizujemy ze soba, ale to sie konczy w... wodzie. Potem potrafimy docenic klase innych i gratulowac sobie zwyciestwa. Takie znajomosci sa czesto bardzo sympatyczne. Wymienie chocby Slowaczke Martine Moravcova czy Ukrainke Jane Kloczkowa. Po wygranym wyscigu odbieralam wiele gratulacji od kolezanek i kolegow z roznych krajow. Nie musze mowic, jak bardzo sie cieszyli czlonkowie naszej ekipy. - Ktoremu z rodzicow zawdzieczasz zloto olimpijskie? Kto cie pierwszy wrzucil do basenu? Podobno mama, przezornie trzymajaca jednak kij, ktory moglaby ci podac, gdybys sie topila. To nieprawda. Pierwszy raz na basen rodzice zabrali mnie razem, kiedy mialam szesc lat. Nikt nie ma pierwszenstwa. Mialam lekkie skrzywienie kregoslupa i plywanie mialo mi pomoc. Pomoglo na cale zycie. - Twoja milosc do plywania zaczela sie od pierwszego zanurzenia. Mozna tak powiedziec? Nie. Wcale nie bylam tak zakochana. Rodzice wkladali wiele wysilku, aby zabierac mnie rano na plywalnie. Wszystko przyszlo z czasem. Rola rodzicow w tym, ze plywalam, a potem rozpoczelam regularne treningi, byla decydujaca. - Cala Polska zna juz dobrze twego chlopaka, Macieja Drzewinskiego. Na zareczyny podarowal ci podobno 3,5-karatowy pierscionek z piecioma brylantami, a do Aten przygotowal zestaw nagran hip-hopu majacych zagrzewac cie do walki. Pierscionek - wrecz przeciwnie, jest maly i bardzo skromny. Nie wiem, skad te 3,5 karata. Nosze go caly czas na palcu. Co do muzyki - zgadza sie. Oboje lubimy hip-hop i chetnie go sluchamy. Maciek nagral taka skladanke. Sluchalam jej w Atenach czesto i chetnie. Takze przed startami. Pomagalo. Pierscionek podczas wyscigow przechowywal trener Pawel Slominski. - Kiedy slub? Na pewno nie przed ukonczeniem studiow. Wyjde za maz, kiedy bede miala na dyplomie tytul magistra. - Jakie sa twoje najblizsze plany? Musze troche odpoczac po startach. Przede wszystkim zas nadrobic zaleglosci na uczelni, zwiazane z przygotowaniami do Aten. Mam nadzieje, ze mnie wczesniej nie wyrzuca. Oczywiscie, bede trenowac, ale nie bedzie to ostry, specjalistyczny trening plywacki. Ten rozpoczne dopiero w styczniu przyszlego roku przed nowym sezonem. - Prezes PZP, Krzysztof Usielski, nie moze sie nachwalic osob zaangazowanych w twoje znakomite przygotowanie do olimpiady, komplementujac przede wszystkim trenera Pawla Slominskiego i psycholog Beate Mienkowska. Co ty na to? Oczywiscie, przylaczam sie! Obydwoje wykonali znakomita prace. - Praca trenera jest w powszechnym odbiorze bardziej oczywista niz psychologa. Na czym polegala rola pani psycholog? To byly rozmowy na przerozne tematy. Korzystanie z przygotowanej przez nia plyty z nagraniami redukujacymi stres i motywujacymi przed startem czy filmu ze zdjeciami najblizszych osob i znajomych w skojarzeniu z muzyka. - W zestawie muzycznym byl kultowy juz motyw z filmu "Rocky"? Tak. Bardzo lubie te muzyke. Jednak przed srodowym finalem sluchalam polskiego hip-hopu. - Kto jest wzorem dla mistrzyni olimpijskiej? Przede wszystkim Jan Pawel II, co nie wymaga zadnego komentarza. Sposrod innych osobistosci zycia publicznego - Jolanta Kwasniewska, za jej wielkie serce i oddanie dzieciom potrzebujacym pomocy. W sporcie - nasz Robert Korzeniowski, wzor pod kazdym wzgledem. W plywaniu - Rosjanin Aleksander Popow. A jako postac, ktora potrafi wygrywac nie tylko z rywalami, lecz takze z samym soba - amerykanski kolarz Lance Armstrong. - Co czytasz? Jakie filmy ogladasz? Wole emocje i wzruszenia niz akcje, dlatego sklaniam sie ku lekturze czy filmom romantycznym i traktujacym o ludzkich dramatach. - Przepowiada ci sie znakomita kariere w reklamie. Zartuje sie, ze jestes warta tyle zlota, ile wazysz. Sukces w Atenach otwiera ci znakomite perspektywy. Nie ekscytuje mnie to specjalnie. Mam obecnie sponsora, z ktorym dobrze mi sie wspolpracuje. Co bedzie dalej, zobaczymy. Moja motywacja na pewno pozostana sport i plywanie. - Naszym sportowcom w Atenach wiedzie sie jak dotad nienadzwyczajnie, by nie uzywac mocniejszych sformulowan. Trzeba sie cieszyc tym, co jest. Sylwia Gruchala zdobyla brazowy medal. Przed nami jest sporo dyscyplin. Trzeba wierzyc, ze slonce jeszcze zaswieci na polskiej ulicy. Nie czulabym sie najlepiej, gdyby olimpiada w Atenach miala sie kojarzyc rodakom przede wszystkim z moim nazwiskiem. Otylia Jedrzejczak, urodzona 13 grudnia 1983 r. w Rudzie Slaskiej. Gdy miala szesc lat, lekarze zlecili jej plywanie z powodu skrzywienia kregoslupa. Zaczela trenowac w Palacu Katowice pod kierunkiem Mariana Syposza. W pierwszych zawodach wystapila dwa lata pozniej. Pierwsze zawody za granica wygrala, majac dziewiec lat. Nastepnie uczyla sie w krakowskiej Szkole Mistrzostwa Sportowego, trenowana przez Marie Jakobik, ktora prowadzila Otylie do olimpiady w Sydney w 2000 r. W 1999 r. zawodniczka zostala mistrzynia Europy juniorow na 100 i 200 m motylkiem, a na mistrzostwach seniorek na 200 m motylkiem byla trzecia. Rok pozniej: pierwsza na 200 m i druga na 100 m w mistrzostwach Europy oraz trzecia na 200 m w mistrzostwach swiata. W Sydney piata na 200 m i dziewiata na 100 m. Od 2001 r. jest pod opieka Pawla Slominskiego, z czym wiaze sie wyrazny progres wynikow. W tymze roku: mistrzyni Europy na 200 m i wicemistrzyni swiata na 100 m. W 2002 r. bije rekord swiata i zdobywa mistrzostwo Europy na 200 m (2:05:78), a na 100 m jest druga. W 2003 r. mistrzyni swiata na 200 m i druga na 100 m. W tym roku, przed Atenami mistrzyni Europy na 200 m i trzecia na 100 m. Na igrzyskach w Atenach: zloto na 200 m motylkiem i srebro na 100 m tym stylem oraz na 400 m stylem dowolnym. Ogolem jest posiadaczka 13 rekordow Polski w koronnym stylu motylkowym, jak tez w dowolnym i zmiennym. Obecnie jest studentka III roku Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie i zawodniczka AZS AWF. Dotad zaangazowana w promocje niemieckich szkiel kontaktowych Bausch&Lomb, kobiecego specyfiku przeciwbolowego Nurofen Menstrual oraz... maslanki Mragowskiej. Po Atenach zostanie zasypana kontraktami reklamowymi. Mowi sie o jej wystepie w serialu telewizyjnym. Rodzice mistrzyni, Krystyna i Piotr, nadal mieszkaja w Rudzie Slaskiej. Ojciec pracowal jako sztygar w kopalni, mama prowadzi dom. Brat Szymon ma 18 lat. Otylia ma narzeczonego, studenta AWF, Macieja Drzewinskiego, zawodnika pilki wodnej. Od nowego roku akademickiego zamieszkaja razem w akademiku na Bielanach. Jest posiadaczka nissana primery (efekt dzialalnosci reklamowej). Od kilku dni takze suczki labradora, o imieniu Atena, otrzymanej w prezencie od narzeczonego. Uwielbia polski hip-hop. Jak wiekszosc sportowcow jest przesadna. Kiedy startuje przed poludniem, zawsze plynie w bialym czepku, po poludniu - w czerwonym. Przed skokiem do wody musi sie przezegnac. Mistrzyni olimpijska ma 186 cm wzrostu, wazy 70 kg. Otylia jak brylant Krzysztof Usielski, prezes Polskiego Zwiazku Plywackiego - No i mamy historyczny sukces olimpijski w wydaniu polskiej plywaczki. Historyczny z wielu powodow. W 82-letnich dziejach naszego zwiazku, do Aten, mielismy w dorobku trzy medale. Otylia Jedrzejczak zdublowala ten dorobek liczbowo i "podniosla" wartosc medalowego kruszcu. Zdobywajac dwa medale jednego dnia, obalila polski mit, ze start na dwoch roznych dystansach w roznych stylach jest "szkodliwy", bo wydolnosc organizmu nie pozwala na pelna regeneracje sil. - Medale Otylii Jedrzejczak burza tez mit, ze tylko stypendia i treningi na amerykanskich uniwersytetach prowadza do swiatowego wyniku. To kolejny wazny aspekt. Poziom wyczynu plywackiego szalenie sie wyrownuje ostatnio i nie musi podlegac swoistej amerykanizacji. Sam przed laty wspieralem wyjazdy polskich zawodnikow do Kalifornii, gdzie zajmowal sie nimi pan Aleksander Kurylo. Dzieki temu nie tracilismy az tak dystansu do swiatowej czolowki. Rownoczesnie budowalismy baze krajowa, szkolilismy trenerow i wspomagajacych ich specjalistow. Punktem zwrotnym bylo pobicie w 2002 r., na 80-lecie naszego zwiazku, rekordu swiata przez Otylie Jedrzejczak na 200 m motylkiem (2:05:78). Polska weszla do swiatowej ekstraklasy. - To byl przelom? Tak! Uslyszalem wtedy od kolegi szkoleniowca ze Stanow: "Macie brylant, ale musicie go jeszcze doniesc do witryny najlepszego sklepu jubilerskiego. Tam rozblysnie pelnia blasku". Doniesienie brylantu Otylii do olimpijskiej mety stalo sie najbardziej wyrazistym celem Polskiego Zwiazku Plywackiego. - Kto niosl? Wiem, ze "sukces ma wielu ojcow", wiec, ograniczajac wyliczanke, wymienie trenera Pawla Slominskiego prowadzacego Otylie od czterech lat. To wybitny fachowiec oraz czlowiek sluzacy rada naszej medalistce takze w sytuacjach pozasportowych. Nie mozna pominac Beaty Mienkowskiej, psychologa Otylii, majacej ogromny wplyw na formowanie postawy naszej zawodniczki. - Co zrobicie z sukcesem Otylii? Nie wolno zmarnowac tego, co ta wspaniala dziewczyna dokonala. A to jest niebywala promocja plywania wsrod polskiej mlodziezy. Oznacza baseny wypelnione kilkulatkami marzacymi o sukcesie starszej kolezanki. Lubi biszkopt i kluski slaskie Krystyna Jedrzejczak, mama Otylii Kiedy mysle o jej zlotym medalu, widze go przez pryzmat rodzinny. To wielki sukces zyciowy Otylki i efekt jej wielkiej pracy przez dlugie, dlugie lata. Jednak wsparty na atmosferze domu i rodziny. Bylismy zawsze dobra, kochajaca sie rodzina i corka w kazdej sytuacji mogla na nas liczyc. Zawsze byla dzieckiem wyjatkowym. Wszystko chciala robic najlepiej i znajdowala w sobie sile. Kiedy teraz mowi, ze to my z mezem mobilizowalismy ja do chodzenia na plywalnie, gdy byla dzieckiem, jest to tylko czesc prawdy. Gdyby plywanie jej nie posmakowalo, to by nie plywala. Nic by z tego nie bylo. Jej zainteresowanie roslo wraz z wynikami. My staralismy sie tylko tak wszystko organizowac, aby Otylia mogla sie skupic na nauce i plywaniu. Dawala jednak z siebie wiecej. Byla bardzo opiekuncza wobec Szymka, swego mlodszego brata. Zawsze lubila jesc w domu i do dzis przepada za moja kuchnia. Lubi kluski slaskie, jak prawdziwa Slazaczka, de volaille'a i wrecz przepada za ciastem. Najbardziej za biszkoptem z galaretka owocowa. Wspolne posilki sa w naszej rodzinie ogromnie wazne. Od prawie roku Otylia spotyka sie z Mackiem. Jest od niej starszy trzy lata, studiuje na AWF i tez jest sportowcem. Jest milym i fajnym chlopcem. Wierze, ze dobrze uloza sobie z Mackiem zycie. Wiadomosc o sukcesach corki zastala nas na Kujawach, w okolicy Wloclawka. Tu mamy letni domek i na wakacje chetnie uciekamy ze Slaska. Juz niedziela, kiedy Otylia zdobyla w ciagu godziny dwa srebrne medale, byla fantastyczna. O srodzie nie wspomne... To byla nasza najwieksza radosc w zyciu, gdy patrzylismy na to, czego dokonalo nasze dziecko. Teraz wszyscy pytaja mnie, co dalej. Co ten sukces zmieni w zyciu naszej rodziny? Oby jak najmniej. Ja chce pozostac tylko matka. Nie chce sie nigdzie pchac, unikam, jak moge, mediow. Nie mam zadnych innych ambicji, tylko przytulic i ukochac moja corke. No i wygadac sie z nia od serca, gdy tylko znajdzie czas... Klucz i zlote serce Piotr Jedrzejczak, tata Otylii Coz moge powiedziec? Sukces piekny, jak corka... Gdybym mial ja scharakteryzowac jednym zdaniem, powiedzialbym, ze to czlowiek o zlotym sercu. Zawsze byla niezwykle wrazliwa i emocjonalna. Przejmowala sie cudza krzywda czy nieszczesciem. Przed olimpiada zapowiedziala, ze jezeli zdobedzie zloty medal, przeznaczy go na aukcje zbierajaca fundusze dla dzieci chorych na bialaczke. Po wygraniu w srode w Atenach potwierdzila swoj zamiar. Sportowiec, ktory decyduje sie oddac swoje najcenniejsze trofeum, jakim jest zloto olimpijskie, robi cos naprawde wyjatkowego. Podziwiam Otylie i jestem dumny jako ojciec. Kiedy mnie pytaja, co bylo przelomowym momentem w karierze corki, nie mam watpliwosci, ze bylo to zgrupowanie przed igrzyskami mlodziezy w Moskwie w 1999 r. Prowadzil ja trener Edmund Uscimowicz, ktory powiedzial: "Otylka, bedziesz wielkim sportowcem. Mam specjalny klucz. Bede go trzymac, dopoki bedziesz plywac. On ci przyniesie szczescie". Corka uwierzyla. Trener Uscimowicz przygotowal Otylie do dwoch zwyciestw w Moskwie. Potem odniosla sukces na mistrzostwach Europy juniorow i zdobyla medal ma mistrzostwach swiata w Stambule. To byl przelom w karierze Otylii. Corka dzwoni do Uscimowicza przed swoimi najwazniejszymi startami i prosi go o otwieranie kluczem... Nie moge sie juz doczekac na jej przyjazd. Planujemy pieknie ja przywitac, usciskac. Pobyc ze soba. Nie wiem, ile to potrwa, bo Otylia chce pozaliczac jak najpredzej zaleglosci na AWF. We wrzesniu wybiera sie z Mackiem na wycieczke do Rio de Janeiro, ktora otrzymala w nagrode za tytul najlepszego sportowca Warszawy. Slyszalem, ze corke chce takze zaprosic do Stanow Polonia amerykanska. Mam swiadomosc, ze w jej zyciu rozpoczyna sie teraz nowy okres. Nie mam jednak watpliwosci, ze Otylia zda egzamin w kazdej sytuacji. Waldemar Piasecki |