Maria M.
- W pewnym
małym
miasteczku
Lekcja
Demokracji
U
podnóża gór,
może Alp a
może
Karkonoszy,
usytuowało się
malowniczo
położone
miasteczko.
Jego
mieszkańcy
żyli spokojnie
i w większości
dostatnio, pod
rządami
Księcia Pana i
jego małżonki
Księżnej Pani,
zgodnie z
zasadami
demokracji
ustalonymi w
odległej
przeszłości.
Było
oczywiste, że
niektóre z
zasad
zmodyfikowane
i nieco
zmienione
dotyczyły
tylko członków
niewielkiego
dworu i służby
zamieszkujących
na książęcym
zamku. Na
centralnym
placu
miasteczka
ustawiono
podest (*1) przeznaczony dla
mówców
pragnących
podzielić się
wiedzą,
doświadczeniami
lub
potrzebującymi
zasięgnąć rady
innych
współmieszkańców.
Było to po
linii z
obowiązującymi
zasadami
ogólnej czy
podstawowej
demokracji,
jeśli taka w
ogóle
istnieje.
Księżna
Pani, osoba o
dominującym
charakterze i
głęboko
przekonana co
do słuszności
swoich opinii,
uważnie
śledziła
codzienne
życie
mieszkańców.
Prawdziwą solą
w oku według
jej oceny były
zbyt liberalne
zasady
regulujące
relacje
społeczne. Po
długim namyśle
postanowiła
przeprowadzić
sondaż
badający w
jakim stopniu
mieszkańcy są
w stanie
ocenić
wiarygodność
przedstawionej
im informacji.
Innymi słowy
czy są w
stanie
oddzielić
plewy od
ziarna.
Na
poufne
spotkanie
zaprosiła
przedstawicieli
dobra i zła,
Anioła i
Diabła
przedstawiając
im następujący
plan: Każdy z
nich jest
upoważniony do
słownego
opisania tylko
jednego faktu,
prawdziwego
lub
nieprawdziwego
w sposób jak
najbardziej
przekonywujący
o jego
istnieniu oraz
do zadania
tylko jednego
pytania
stronie
przeciwnej. Na
zakończenie
mieszkańcy
powinni
zadecydować,
który z faktów
jest prawdziwy
a który nie.
W
wyznaczonym
dniu na
centralnym
placu
miasteczka
zgromadził się
tłum
zainteresowanych
debatą
mieszkańców.
Diabeł miał
trudności w
dobraniu
odpowiedniej
garderoby. Z
trudem ukrył
pod beretem
rogi. Długi i
ruchliwy ogon
oraz kopyta
sprawiały
dodatkowy
kłopot.
Pokonał je
jednak z
sukcesem i
zjawił się w
wyznaczonym
miejscu
punktualnie.
Anioł
natomiast
borykał się
przez dłuższy
czas z
ukryciem
skrzydeł pod
obszerną
peleryną, ale
i on przybył o
określonej
przez Księżną
Panią
godzinie.
Pierwszy
rozpoczął
debatę Diabeł.
Nie mówił zbyt
długo, ale
bardzo
elokwentnie.
Obrazowo
przedstawił
potencjalne
zagrożenie ze
strony smoka
zamieszkującego
po drugiej
stronie gór.
Potwór o
niezliczonej
ilości głów,
unoszący się
ponad ziemią z
dużą swobodą
dzięki
skrzydłom o
ogromnej
rozpiętości.
Niszczący na
swojej drodze
wszelkie żywe
istoty ze
szczególną
zaciekłością
ścigający
postacie
ludzkie.
Opisany w
detalach
wygląd smoka
był tak
realistyczny,
że większość
mieszkańców
słuchała słów
Diabła z
ogromnym
przerażeniem.
Potencjalne
zagrożenie
życia
wprowadzało
dodatkowy
niepokojący
wymiar.
Anioł
mając do
dyspozycji
tylko jedno
pytanie jakie
mógł zadać
Diabłu
zastanowił się
głęboko.
Stawiając na
logikę i
prostotę
myślenia
sformułował je
z daleko
posuniętą
ostrożnością:
-
Czy możemy, my
słuchacze
twojej
wypowiedzi,
oczekiwać
namacalnych
dowodów
istnienia
opisanego
przed momentem
smoka?
-
Ależ
oczywiście, że
tak. W krótkim
terminie mogę
dostarczyć
ekspertyzę
uznanego i
szanowanego
przedstawiciela
środowiska
naukowego
zajmującego
się studiami
tego rodzaju
stworów – z
wielkim
przekonaniem
odpowiedział
Diabeł.
Było
oczywiste
zarówno dla
Diabła jak i
dla Anioła, że
po pierwsze
podczas
odbywającej
się debaty nie
przeznaczono
czasu na
prezentacje
dodatkowych
czy
uzupełniających
dokumentów.
Ponadto jest
powszechnie
wiadome, nie
dla
przeciętnego
mieszkańca
miasteczka, że
przedstawiciele
nauki są w
stanie
dostarczyć
każdy dokument
na
zapotrzebowanie
klienta.
Niezależnie
czy jest to
potwierdzający
dany przypadek
czy jemu
zaprzeczający.
W
swojej
wypowiedzi
Anioł
przedstawił
sylwetkę
działającego
anonimowo
lokalnego
filantropa
wspierającego
najbardziej
potrzebujących
mieszkańców.
Formy jego
działalności
nie
ograniczały
się do pomocy
materialnej.
Wręcz
przeciwnie
człowiek ten
uważał, że
owszem
wsparcie tego
rodzaju jest
bardzo
istotne, ale
nie w celu
utrzymania
osoby
wspieranej
nieco powyżej
poziomu biedy,
tylko dania
jej możliwości
wspięcia się
na wyższy
stopień
drabiny
społecznej.
Stąd umożliwił
kilkorgu
dzieciom
ukończenie nie
tylko szkoły
powszechnej,
ale również
zdobycie nieco
wyższej
edukacji i
zawodu.
Zgromadzeni w
większości
słuchali
prezentacji z
pewnym
zniecierpliwieniem.
Niektórzy
zajmujący
dalsze miejsca
opuścili je
przed jej
zakończeniem.
W miasteczku
było wielu
dobroczyńców
pomagających
innym, a więc
historia
anonimowej
postaci, choć
bardzo
budująca nie
wnosiła nic
nowego.
Diabeł
przebierając
niespokojnie
nogami czekał
na sposobność
zadania
Aniołowi
krytycznego
pytania. Kiedy
to nastąpiło
gromkim głosem
zawołał:
-
Z jakiego
powodu
człowiek o tak
dobrym sercu
ukrywa (użył
tego słowa
celowo) swoje
szlachetne
imię?
-
Dobroć nie
potrzebuje
rozgłosu, jest
sama w sobie
potwierdzeniem
szczerych
intencji –
odpowiedział
spokojnie
Anioł.
-
Chyba, że ta
osoba nie
czyni tego na
co się
powołuje –
krzyknął ktoś
z tłumu.
-
Racja, racja –
odezwały się
głosy.
Anioł
mimo
wcześniejszych
ustaleń
próbował
nieśmiało
argumentować.
Głos jego
zagłuszyły
okrzyki z
tłumu. Buuu,
buuu,
wzmocnione
machaniem
rękami na znak
rezygnacji z
dalszej
debaty. Stało
się oczywiste
bez
konieczności
głosowania,
która z
historii
została uznana
za prawdziwą.
-
Najjaśniejsza
Pani – zawołał
tryumfalnie
Diabeł
wchodząc do
komnaty
Księżnej Pani
– odnieśliśmy
zwycięstwo.
-
Gratuluję,
gratuluję –
odpowiedziała
Księżna z
zadowoleniem
uderzając się
po udach. Tak
czyniła tylko
w oddaleniu od
dworu pod
wpływem
ekstremalnej
ekscytacji.
-
A którą z
historii
przedstawiłeś?
-
Tą o smoku z
niezliczoną
ilością głów.
-
I uwierzyli?
-
Uwierzyli –
odpowiedział
Diabeł.
-
Sporządź mi
raport na
piśmie, dam go
do przepisania
naczelnemu
skrybie (*2) i przedstawię na
posiedzeniu
Rady Głównej.
Potem możesz
się oddalić.
Nie będę
ciebie
potrzebowała w
najbliższym
czasie.
W
kilka godzin
potem raport
został
dostarczony do
rąk Księżnej
Pani a Diabeł
wrócił do
siebie. To
znaczy?
Oczywiście do
piekła, gdzie
było ciepło a
jasność dnia
nie raziła
jego oczu.
Zrzucając z
siebie
przesiąknięte
wilgocią
ubranie nie
przestawał
myśleć. Jak
było możliwe,
że historia
tak nierealna
a wręcz
absurdalna
została uznana
za jak
najbardziej
prawdziwą?
A
Anioł? O
przegrywających
zwykle nikt
nie wspomina,
więc i w
opowiadaniu
jego postać
zostanie
pominięta.
Po
otrzymaniu
raportu
Księżna Pani
natychmiast
wezwała do
siebie
naczelnego
skrybę
polecając
staranne
przepisanie
oraz
zaopatrzenie
pisma w dwie
ilustracje.
Jedną
przedstawiającą
propozycję
Diabła drugą
Anioła. Tego
dnia naczelny
skryba był
zaproszony na
ucztę do
proboszcza
więc nie
zwlekając
zawołał do
siebie
młodszego
skrybę.
Udzielając mu
dokładnych
instrukcji
kilkakrotnie
podkreślił, że
pismo musi być
gotowe
następnego
ranka. Nie
było to po
myśli
młodzieńca,
ale bez słowa
wysłuchał
przełożonego i
natychmiast
przystąpił do
pracy. Nie
pierwszy raz
naczelny
skryba
nadużywał
swojej władzy
w stosunku do
podwładnych.
Powszechnie
było wiadomo,
że dnie
głównie spędza
na zamkowych
krużgankach
nie mając
cierpliwości
dla
podwładnych.
Polecenia
wydawał w
ostatnim
momencie nie
pozostawiając
wystarczająco
czasu na ich
staranne i
przemyślane
ich wykonanie.
Przed
nadejściem
świtu skryba
młodszy
skończył
pracę.
Najwięcej
czasu zajęło
mu
przygotowanie
ilustracji.
Narysowanie
smoka z
nieskończoną
ilością głów
nie było
trudne, ale
dłuższy czas
zastanawiał
się w jaki
sposób
przedstawić
lokalnego
filantropa. W
ostateczności
narysował
postać nieco
odwróconą
tyłem, ubraną
w obszerną
pelerynę
(strój bardzo
popularny).
Wczesnym
rankiem
naczelny
skryba
zaprezentował
pismo Księżnej
Pani,
przyznając się
do jego
autorstwa
dopiero po
uzyskaniu
aprobaty i
pochwały.
Deklarując
wielkie
zmęczenie
całonocną
pracą udał się
na spoczynek.
Uczta
skończyła się
później niż
planowano a i
wina było
więcej niż pod
dostatkiem.
Księżna
Pani natomiast
udała się do
komnat
małżonka.
Zaproponowała
zwołanie
posiedzenia
Rady Głównej w
obliczu
dysponowania
ważnym
dokumentem.
Książę Pan
traktując
sytuację
bardzo
poważnie
nakazał
wszystkim
członkom
natychmiast
stawić się do
Sali
Posiedzeń.
Okoliczność
jak ta
zdarzała się
bardzo
sporadycznie
więc wszyscy
stawili się na
miejsce bez
zwłoki.
Księżna Pani w
kilku słowach
zarysowała
powody z
jakich
postanowiła
przeprowadzić
sondaż i jego
przebieg.
Raport
odczytała
osobiście na
zakończenie
puszczając w
obieg
przygotowany
dokument.
Zdziwienie
uczestników
było znaczące
i ewidentne.
Księżna nie
zwlekając
zabrała głos:
-
Wysoka Rado,
czcigodni jej
członkowie po
zapoznaniu was
z
przedstawionymi
faktami
zapytuję: Czy
jest
odpowiedzialne
z naszej
strony, aby
obywatele
miasteczka
mający tak
niski poziom
krytycyzmu i
braku
umiejętności
właściwej
oceny sytuacji
mieli do
dyspozycji tak
rozległe
przywileje w
podejmowaniu
instrumentalnych
decyzji
dotyczących
naszej
społeczności?
Tu
przerwała
wypowiedź
celowo, aby
nie sprawiać
wrażenia
sugerowania
odpowiedzi.
Zapadło
milczenie,
którego nikt z
członków Rady
nie kwapił się
przerwać. Po
kilku minutach
Książę Pan
powiedział:
-
Zalecam
wszystkim
bardzo
wnikliwe
przeanalizowanie
odpowiednich
dokumentów.
Sporządzenie
wniosków i
sugestii.
Następne
posiedzenie
zwołuje w
terminie
trzech dni.
Po
czym opuścił
salę
posiedzeń. W
tydzień potem
zarządzenie
Rady Głównej
zostało
odczytane na
placu
centralnym
miasteczka.
Jak było do
przewidzenia
przywileje
dotyczące
zasad
demokracji
zostały
znacznie
uszczuplone,
wprowadzono
natomiast
szereg
ograniczeń i
kar za ich
nieprzestrzeganie.
Winą za
konieczność
wprowadzenia
tak poważnych
zmian
obarczono
nieodpowiedzialność
mieszkańców,
brak poczucia
realności i
możliwości
prawidłowej
oceny podanych
faktów.
Tymczasem
skryba młodszy
przygotował
dla
przełożonego
podarek.
Średniej
wielkości
kartonowe
pudełko,
owinięte
wzdłuż
dłuższych
krawędzi
białym
materiałem i
przewiązane
czerwoną
wstążką w
krótszych
ściankach
miało kilka
otworów. Młody
człowiek
wręczył je
skrybie
naczelnemu na
zamkowym
dziedzińcu.
Ten jednak
przysiadł na
ławce na
moment, aby
porozmawiać z
ministrem
finansów.
Pudełko
położył tuż za
sobą i wstając
zapomniał o
nim.
Przechodząca
niebawem obok
ławki dworka
Księżnej Pani
schowała je do
rękawa
rozglądając
się przedtem
dookoła bardzo
ostrożnie.
Natychmiast
pobiegła do
zamkowego
wychodka (*3), który niedawno
zainstalowano
w jednej z
zamkowych
wież. Właśnie
miała
rozwiązać
kokardę, gdy
ktoś
niecierpliwie
zastukał
kołatką po
drugiej
stronie drzwi.
W pośpiechu
położyła
pudełko na
parapecie
uchylonego
okna i
opuściła
pomieszczenie.
Było to bardzo
roztropne
posuniecie,
gdyż Księżna
Pani była w
nagłej
potrzebie z
jego
skorzystania.
-
Dlaczego tu
jest tak zimno
– zastanowiła
się Księżna
Pani – ach
okno zupełnie
niepotrzebnie
jest otwarte.
Próbując
je zamknąć
zauważyła
leżące na
parapecie
pudełko.
Zapominając o
nagłych
potrzebach
fizjologicznych
pociągnęła
tasiemkę
jednocześnie
je otwierając.
Uwieziony od
pewnego czasu
wąż
natychmiast
zacisnął
szczęki na
ręce wybawcy -
raczej
wybawicielki.
Księżna wydała
okrzyk zgrozy
i jak tylko
szybko mogła
pobiegła do
męża. Medyka
wezwano w
trybie
natychmiastowy.
Nic jednak nie
pomogło.
Księżna oddała
ducha
następnego
dnia rano. Po
zakończeniu
żałoby, która
trwała 44 dni,
Książę Pan
wysłał
posłańca do
sąsiedniej
miejscowości.
Wiadomość była
przeznaczona
dla kobiety,
której
wizerunek
przedstawiony
na
miniaturowej
wielkości
medalionie
Książę nosił
ze sobą od
wielu lat.
-
Podziękuj
bardzo pięknie
Najjaśniejszemu
Panu, ale nie
będę mogła
skorzystać z
jego
zaproszenia.
Jak widzisz
mam pod opieką
gromadkę
dzieci a
najmłodsze nie
podoła tak
długiej
podróży –
powiedziała
kobieta
przystawiając
do piersi
niemowlę.
Książę
Pan pozostał w
żałobie do
końca swojego
panowania.
Jedni
przypisywali
to głębokiemu
uczuciu jakim
darzył
małżonkę inni
do braku
odpowiedzialności.
Książę Pan nie
pozostawił po
sobie potomka,
prawowitego
następcy
tronu.
Nie
wszystkie
postacie
opowiadania
poniosły
konsekwencje
swoich czynów,
ale jak mówi
stare
przysłowie „Co
się odwlecze
to nie
uciecze”.
Nie
jest również
pewne czy
mieszkańcy
miasteczka
wysnuli
właściwe
wnioski z
zaistniałej
sytuacji z
powodu na brak
odpowiednich
dokumentów.
Bez względu na
to, jest
pewne, że nie
jest
wystarczające
osiągnąć
demokrację,
ale należy jej
strzec nawet w
czasach
pokoju.
_______
(*1) Podest –
podwyższenie
dla mówcy,
recytatora
itp. (Słownik
Języka
Polskiego PWN)
(*2) Skryba – pisarz
urzędowy
(Słownik
Języka
Polskiego PWN)
(*3) Wychodek – nazwa
pomieszczenia
sanitarnego
przeznaczonego
dla ludzi.
Zwykle kojarzy
się z
nieskanalizowanym
typem ubikacji
(Wikipedia)
Maria M.
MariaM7@mail.com
|