Piątek, 21 maja 2021

Najstarszy na świecie polskojęzyczny biuletyn internetowy
1987 - 2021
Bardzo nieregularny


REDAKCJA i Prenumerata: Czesław Piasta redakcja@KomOTT.net
Niektóre numery archiwalne: http://www.KomOTT.net
https://www.facebook.com/komunikaty.ottawskie

Redakcja nie odpowiada za treść podawanych ogłoszeń oraz treści i opinie zamieszczone w listach czytelników. W sprawie listów proszę kontaktować się bezpośrednio z autorami.

The editorial office is not responsible for the content of advertisements, the content and opinions contained in the readers' letters. With regard to letters, please contact the authors directly.

Komunikaty Ottawskie na Facebook i Twitter

Chcesz mieć codzienny kontakt z Komunikatami Ottawskimi - odwiedzaj stronę
https://www.facebook.com/komunikaty.ottawskie - dołącz do friends lub kliknij na guzik "follow"

KO na Twitter:  https://twitter.com/Kom_OTT

UWAGA: Komunikaty Ottawskie są rozsyłane z wielu kont poczty e-mail z powodu ograniczeń ilości adresów e-mail, na które wysyłana jest poczta w ciągu doby.  Redakcja sprawdza dość nieregularnie pocztę zaadresowaną na adres inny niż redakcja@komott.net

Msza św. "na żywo" w Saint Hyacinth Parish Ottawa   
https://swjacek-tv.click2stream.com

   
Ogłaszaj się w Komunikatach Ottawskich
Wszystkie ogłoszenia są bezpłatne.
Imprezy, wydarzenia, nekrologi, usługi, itp.
Wyślij e-mail na adres: redakcja@komott.net

W dzisiejszym wydaniu

- Pogoda dla Ottawy
- Wspierajmy polonijne biznesy w tych trudnych czasach!
- Dzisiaj, piątek, 21 maja 2021 otwierany jest kolejny sklep "Wedla"
- Rozporządzenie Stay-at-home w Ontario przedłużone do 2 czerwca 2021
- Maria M.:  Samotność czy osamotnienie...
- Andrzej Wilk:  Ruch Chorzów - Historia Klubu, c.d.
- OTTAWA:  Who can currently get the COVID-19 vaccine?
- COVID-19 i szczepionki - Ty musisz sam podejmować decyzję
- 8. Edycja Festiwalu Filmów Krótkometrażowych Krajów UE (EUSFF) w Kanadzie w dniach 27-29 maja 2021 r.
- Listy do redakcji
     - Mirosław Surma: Ujawniam źródła
     - Fundusz Wieczysty Milenium Polski Chrześcijańskiej. Canadian Polish Millennium Fund
     - History Webinar - Stanislaw Kawczak's WWI Memoirs
- Komunikaty Parafii Św. Jacka Odrowąża w Ottawie

Dzisiejsze wydanie na stronie internetowej (kliknij na link):  https://komott.net
Dla wielu osób może to być wygodniejsza forma czytania Komunikatów - sprawdź.


Pogoda dla Ottawy

Dzisiaj zakończy się seria upałów powyżej 30°C i susza. Temperatury poniżej 30°Ci może troszkę deszczu, ale chyba musimy dalej podlewać trawę i nasze sadzonki.

https://weather.gc.ca/city/pages/on-118_metric_e.html

Poniżej z innej strony internetowej, zapowiedź na 14 dni:
https://www.timeanddate.com/weather/@5989117/ext

Kolejna strona z pogodą dla Ottawy na 14 dni:
https://www.theweathernetwork.com/ca/14-day-weather-trend/ontario/ottawa#fourteendays-overlay



Wspierajmy polonijne biznesy
w tych trudnych czasach!

W Ottawie obowiązują restrykcje Stay-at-home, ale można dokonywać zakupów w polskich sklepach. Są one odpowiednio przygotowane do zachowania warunków bezpieczeństwa. Wiemy, że polskie produkty spożywcze są najlepsze.

Podobnie jak w innych sklepach, obowiązują maski i zachowanie 2 m odległości.
Poszczególne sklepy podają ile osób może przebywać wewnątrz sklepu jednorazowo.

Kupuj w sklepach polonijnych!

Dzisiaj, piątek, 21 maja 2021
otwierany jest kolejny sklep "Wedla"


21 maja 2021 r. "Wedel" otworzył drugą lokalizację sklepu przy 300 Richmond Rd. w Westboro! (mapa)

Wedel Touch of Europe

It’s official; Wedel Westboro is opening its doors on Friday, May 21, at 9am!
Come visit us at our new location, at 300 Richmond Road! (map)
We will be open:
Monday - Saturday: 9am to 6pm
Sunday: 10am - 5pm

Wedel Westboro is a European Deli and Grocery Shop; offering fresh and organic deli and cheese, a gourmet Pierogi Bar, Hot + Cold Meals, cakes, pastries, and an authentic Espresso Bar.

Wedel Westboro, just like Wedel Byward Market, will also offer various Eastern European products, such as from Poland, Germany, France, Russia, Hungary, and Italy, to name a few!

To ensure our customers safety and comfortable shopping experience, our Westboro location, just like our Byward location, follows the COVID-19 Retailer Regulations and Safety Protocols.


https://www.facebook.com/WedelTouchOfEurope/photos/a.117242953505772/234475478449185


Rozporządzenie Stay-at-home w Ontario
przedłużone do 2 czerwca 2021

Dzisiaj spodziewane było złagodzenie obostrzeń pandemicznych w Ontario. Niestety, Ontaryjski Nakaz Pozostania w Domu został przedłużony o kolejne dwa tygodnie - do 2 czerwca 2021.

Zarówno prowincjonalna deklaracja stanu wyjątkowego, jak i nakaz pozostania w domu (O.Reg 265/21) zostały przedłużone o dodatkowe dwa tygodnie - do 2 czerwca 2021, aby pomóc powstrzymać rozprzestrzenianie się COVID-19. Obecnie obowiązujący nakaz pozostania w domu wymaga, aby wszyscy pozostali w domu, z wyjątkiem określonych powodów, takich jak pójście do sklepu spożywczego lub apteki, skorzystanie z usług opieki zdrowotnej (w tym szczepienie), ćwiczenia na świeżym powietrzu lub praca, która nie może odbywać się zdalnie.

Quebec zaczyna znosić ograniczenia COVID-19
28 maja: godzina policyjna kończy się,
tarasy w restauracjach otwarte

Premier Quebecu Legault mówi, że życie zacznie wracać do normy stopniowo, wraz z zniesieniem godziny policyjnej w całej prowincji 28 maja, a maski nie będą już obowiązkowe w większości sytuacji do końca sierpnia.

Dozwolone również od 28 maja 2021:
  • Jedzenie na patio i tarasach na zewnątrz restauracji.
  • Spotkania plenerowe do ośmiu osób na terenie prywatnym.
  • Dozwolone podróżowanie między regionami Quebecu.
  • Do 2500 osób w dużym teatrze lub na arenie.
Zaledwie kilka dni później, 31 maja, zdecydowana większość prowincji stanie się „pomarańczową strefą”, co oznacza, że ​​posiłki w restauracjach będą dozwolone, a siłownie będą mogły zostać ponownie otwarte.

Wszystkie dzieci również zostaną odesłane do szkoły w pełnym wymiarze godzin. Tak jak ma to miejsce w Quebecu, uczniowie trzeciego roku szkół średnich i starsi uczą się naprzemiennie w trybie online i na zajęciach stacjonarnych.

Od 11 czerwca bary będą mogły otwierać tarasy do picia na świeżym powietrzu. Dopuszczalne będą również zajęcia sportowe i rekreacyjne na świeżym powietrzu w limicie do 25 osób.

Legault powiedział, że do 14 czerwca większość regionów będzie na żółtym poziomie, co oznacza, że ​​ludzie z dwóch różnych domów mogą gromadzić się w pomieszczeniach, a bary mogą być ponownie otwarte.

W pełni zaszczepione osoby 25 czerwca będą mogły gromadzić się w pomieszczeniach bez masek i dystansu społecznego. Dopuszczalne będą również festiwale plenerowe i otwieranie obozów letnich.

28 czerwca większość regionów przejdzie na strefy zielone. Na spotkaniach wewnątrz dozwolone będzie maksymalnie 10 osób z trzech rezydencji, a wszystkie sporty zespołowe halowe będą dozwolone.



Maria M.
W pewnym małym miasteczku...

Samotność czy osamotnienie...

Niespodziewanie dla samej siebie znalazłam się na zakręcie życia. Możliwe, że nie było to dla mnie aż taką niespodzianką. Zmiana nadchodziła powoli od wielu lat, robiąc kilka kroków do przodu i wycofując się do tyłu. Obawa przed utratą utartego porządku, niepewność czego można oczekiwać za zakrętem i żal a może rozczarowanie, z powodu trywialnego zakończenia długiego etapu życia, to uczucia jakie towarzyszyły mi ostatnio. Podobnie jak każda podróż dobiega do końca, tak i w tej sytuacji nadchodzi ostatni dzień pobytu w znajomym miejscu. Końcowe spojrzenie, przesunięcie ręką po poręczy i widok za oknem, zostaje w przeszłości. Zaczyna się nowy rozdział, nie napisany jeszcze i ode mnie zależy jaką będzie miał treść i przebieg.
Tymi słowami przywitała mnie moja przyjaciółka, towarzyszka dobrych i złych momentów mojego istnienia. Świadek wątpliwości, zmagań, uniesień i wielkich planów. Zmian na lepsze i gorsze, łez i uśmiechów. Tym razem moja wyciągnięta w jej kierunku ręka miała być znakiem zbalansowania naszej przyjaźni. Zaproponowałam jej, aby zatrzymała się u nas na czas potrzebny do podjęcia dalszych decyzji, uporządkowania myśli i ułożenia planów na przyszłość.

Propozycje przyjęła bardzo entuzjastycznie, jak również mój partner i dwie córki. Pokój, w którym mieściło się domowe biuro został przekształcony w pokój gościnny. W szafach znalazło się wystarczająco miejsca na płaszcze, swetry i buty. Mimo moich obaw, okres przejściowy okazał się łatwy i bezbolesny. Dzieci przyzwyczaiły się natychmiast do mieszkanki pokoju gościnnego, respektując jej nawyki i zwyczaje, a zajęcie miejsca w fotelu przeznaczonym tylko do czytania uważały za szczególne wyróżnienie.



Po kilku tygodniach współistnieliśmy ze sobą zgodnie i płynnie, wymieniając się domowymi obowiązkami i spędzając razem wiele czasu. Nasze życie rodzinne, może trochę chaotyczne i nieuporządkowane biegło wartko, pokonując kolejne kartki kalendarza.

Pod koniec lata przyjaciółka poinformowała nas, że wyjeżdża na kilka tygodni poza nasze małe miasteczko. Pracuje nad książką, która wymaga nie tylko analizowania informacji, ale również wielu godzin ciszy potrzebnych do sprecyzowania przejrzystych wniosków i podsumowania zgromadzonych danych.

Przyjęliśmy wiadomość jako nieoczekiwaną i kolejną zmianę w naszym rodzinnym życiu, rozumiejąc jednocześnie jej uzasadnienie.

Wczesnym rankiem na początku sierpnia przyjaciółka zapakowała do samochodu torby podróżne z niezbędnymi na okres pobytu rzeczami i uśmiechając się pogodnie wyruszyła w drogę. W domu zrobiło się nagle więcej miejsca, na stole zamiast pięciu nakryć potrzebne były tylko cztery. Do pokoju gościnnego prawie nikt nie zaglądał, może tylko żeby podlać kwiaty doniczkowe lub poprawić firanki w oknach.

Dzieci wyraziły obawę czy przyjaciółka wróci do nas, wspominając wspólne zabawy, prace w ogrodzie i wycieczki poza miasteczko.

Mijały tygodnie, byłyśmy w sporadycznym kontakcie i od czasu do czasu wymieniałyśmy wiadomości między naszym a jej światem. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że przerwy pomiędzy wymianą informacji są dłuższe i dłuższe, aż nasza korespondencja zastygła całkowicie. Wiedziałam, że przyjaciółka pracuje intensywnie, ale niepokoiłam się brakiem wiadomości od niej. Telefon nie odpowiadał, a na pozostawione prośby o oddzwonienie nie reagowała zupełnie.

Pewnego dnia w skrzynce na listy, pomiędzy typową korespondencją, leżała przesyłka w nieco większej niż zwykła kopercie. Zaadresowana była tylko do mnie. Otworzyłam ją dopiero w ciszy późnego wieczoru. Wewnątrz znajdował się niewielki notes, w sztywnej oprawie. Na pierwszej stronie ręcznie napisany tytuł: „Mój Dziennik”. Poznałam od razu charakter pisma mojej przyjaciółki i z zaciekawieniem rozpoczęłam lekturę.
Dzień pierwszy.

Z ulgą rozgościłam się w pokoju przygotowanym dla mnie. Jest tu wszystko czego będę potrzebowała w najbliższym czasie. Biurko do pracy, kilka biblioteczek na książki, najważniejsze dokumenty i ulubione fotografie rodzinne, niewielka kanapa do spania i specjalnie tylko do czytania dedykowany fotel.

Za drzwiami życie rodzinne, tupanie po schodach, odgłos przedmiotów spadających na drewnianą podłogę, zapach zbliżającego się obiadu.

Po wielu dniach bycia i niebycia we dwoje, słucham z zadowoleniem pulsowania tętnicy ludzkiego bytowania. Wieczorem zasypiam szybko i spokojnie, nie oczekuję złych wiadomości, wszystkie już dotarły do mnie, starły uśmiech z moich ust, dodały zmarszczek pod oczami, budząc mnie podczas nocy, zachwiały wiarę, że może być inaczej.

Dzień dwudziesty.

Rano staram się obudzić przed wszystkimi. Jest jeszcze ciemno, koniec zimy, leniwy początek wiosny. Otwieram oczy wiedząc, że dzień obiecuje powrót do równowagi pomiędzy starym a nowym.

Dziewczynki z uśmiechem witają mnie przy kuchennym stole. Dzielą się wydarzeniami, które zaszły pomiędzy wczorajszym wieczorem a dzisiejszym rankiem.

Zaczynam pracować. Myśli dryfują bez mojego pozwolenia w kierunku przeszłości.

Na dole kuchnia przekształcona w tymczasowe biuro, salon w biuro i szkołę. Jest cicho, tylko kot przebiegnie niespodziewanie korytarzem lub pies przeciągnie się leniwie.

Dzień czterdziesty piąty.

Podczas południowego posiłku starsza dziewczynka analizuje palcami kanapkę z wędliną. Palce wyciera pracowicie w sweter.

- Nie, nie – protestują rodzice – od tego jest serwetka.

- Oczywiście – potwierdza dziewczynka - natychmiast o tym zapominając.

Młodsza płacze, nie lubi wędliny na kanapce, chleb jest za świeży a jego skórka zbyt twarda. Poza tym zalega z ćwiczeniami z matematyki. Będzie musiała je dokończyć w wolnym czasie.

Dzień pięćdziesiąty drugi.

Nie jestem w stanie się skupić. Dzień jest niespokojny. Dzieci nie mogą skończyć śniadania, nie chcą wyjść na dwór – jest za zimno, a ponadto gdzieś zapodziały się rękawiczki, które jeszcze trzeba zakładać. Psy biegają w podnieceniu zapowiedzi nadchodzącego spaceru. Ja przez nieuwagę upuszczam kubek, na podłodze rozsypują się kolorowe kawałki ceramiki. Przyjaciółka pracuje od wczesnego rana do późnego wieczora, zajmując część miejsca na stole w kuchni. Często rozmawia przez telefon, do kuchni nie ma dostępu. Ja przecież zajęłam biuro, w którym by pracowała.

Wychodzę z domu, potrzebuję świeżego powietrza, dalszej perspektywy dla zmęczonego wzroku, ciszy, ciszy, ciszy....

Wolno przecinam łąkę, oddycham głęboko, głosy dzieci unoszących się nad trampoliną docierają przyciszone i niewyraźne.

Dzień siedemdziesiąty trzeci.

Od rana pada, jest weekend, dużo wolnego czasu na sprzeczki o zabawki, na różnicę zdań, którą grę wybrać do wspólnej zabawy, a może układać puzzle by było lepiej. Na koniec zgodna decyzja, chcemy oglądać film.

- Nie, nie – protestują rodzice i wyjaśniają – film zobaczymy po południu.

Niezadowolenie rośnie jak ciasto drożdżowe, pozostawione w ciepłym miejscu. Na powierzchni pojawiają się bąble poważniejszych kryzysów. Na szczęście powoli dobiega do końca.

Wieczorem czytam i piszę na zmianę. W domu zapada upragniona przeze mnie cisza. Odczuwam zmęczenie od częstego, świadomego odsuwania hałasu na drugi plan mojego myślenia.

Czytam: Jedną z najbardziej istotnych lekcji życia jest umiejętność bycia samemu. Zanim nie nauczymy się być komfortowo sami i co jest jeszcze bardziej istotne mieć przyjemności bycia ze sobą, nie jesteśmy gotowi żyć pełnią życia.

Dzień sto dwudziesty.

Postanawiam wyjechać na kilka tygodni. Wynajmuję niewielki dom letniskowy nad jeziorem. Jest koniec sezonu, niewielu chętnych na urlop o tej porze. Za nieograniczoną dozę ciszy każdego dnia, koszt nie jest za wysoki.

Powiadamiam przyjaciółkę i jej rodzinę. Dziewczynki są zaskoczone i markotne.
- Będziemy tęsknić – mówią.
- Ja również – zapewniam – ale potrzebuję być sama przez jakiś czas.”
Następnych kilka stron w pamiętniku nie jest zapisanych. Na kolejnej notatki, ale bez dat i indykacji kiedy były napisane.
Jestem sama, tylko ja zakłócam ciszę. Rozbijam ją zmywając naczynia, przerywam na części odwracając kartki w książkach, przybijam do ścian uderzając palcami po klawiaturze komputera. Ale cisza jest cierpliwa i wyrozumiała. Wraca do mnie jak tylko kładę się spać. Przysiada na brzegu łóżka i czeka, po prostu jest ze mną. Zaczynam prowokować umyślnie hałas, żeby jej dokuczyć. Śpiewam, słucham głośno muzyki. Ale ona zawsze wraca w to samo miejsce, na brzeg mojego łóżka i czeka.

Po pewnym czasie rezygnuję. Nie zwracam na nią uwagi, zaczynam słuchać siebie. Dlaczego tu jestem, co chcę osiągnąć i w jaki sposób chcę tego dokonać?

Przyzwyczajam się do rozmów ze sobą, bycia szczerą i wyrozumiałą dla samej siebie. Próbuję polubić tą JA, którą jestem. Zaczynam ją akceptować.



Dni przepływają wraz z chmurami nad lasem i dookoła jeziora. Snują się jak mgła nad powierzchnią wody, lub przemykają z szybkością wiatru pomiędzy drzewami. Pracuję intensywnie i systematycznie, każdego dnia będąc bliżej sformułowania finalnych wniosków. Zaczynam odczuwać głód obecności innych, głosów, śmiechów i płaczu, naiwnych pytań i wyolbrzymionych okrzyków zachwytu. Cisza, która wyprowadziła się na pewien czas, wraca do mnie, wsuwając się początkowo ostrożnie przez uchylone okna, nieśmiało siadając na podłodze przy łóżku. Z czasem staje się bardziej widoczna i pewna siebie. Zajmuje miejsce na brzegu łóżka i czeka. Nie odsuwam jej od siebie, pozwalam się otulić jej delikatnie ciepłym szalem. Jest częścią mnie.

Jestem gotowa do powrotu. Jeszcze tylko przygotowuję list do wysłania. Za dwa dni znajdzie się u adresata, dowiaduję się na poczcie, płacąc za przesyłkę.

Mam więc jeszcze kilka dni pobytu samej ze sobą. Spędzam je głównie w pobliżu wynajętego domu letniskowego. Nie robię nic istotnego, słucham, słucham, słucham. Woda w jeziorze przelewa się pomiędzy kamieniami, wiatr przesuwa swoje długie włosy po gałęziach drzew. Od strony odległych sąsiadów dochodzi szczekanie psa i nawoływania ludzi. Wiewiórki kłócą się o wybór miejsca na zimowe zapasy, na jeziorze gęsi wołają na pożegnanie. Jest czas wracać do domu. Wieczorem zasypiam szybko i spokojnie, świadoma, że jestem samotna, ale nie osamotniona.”
Zamykam notes. Zadaję sobie pytanie:
- Jak płynna jest granica pomiędzy byciem samotnym a poczuciem osamotnienia?

Z lekkim niepokojem nakrywam do stołu, przygotowuję się na powrót przyjaciółki. Dziewczynki ustawiły wazon z ostatnimi jesiennymi kwiatami, zerwanymi w ogrodzie. Niecierpliwie sprawdzają, czy już nie nadjechał samochód.

Po pośpiesznych słowach powitania zasiadamy do kolacji. Jest tak jak przedtem, pięć nakryć dla pięciu domowników a jednak mam wrażenie, że jest inaczej.